Wydawnictwo [ze słownikiem]: „Alice’s Adventures in Wonderland” i „The Secret Garden”

books alice and secret garden

NOTA WYDAWCY:

„Alice’s Adventures in Wonderland”

Alicja w krainie czarów to klasyczna powieść z pogranicza snu i jawy. Wydana w 1865 roku przez Lewis Carroll jest jedną z najpoczytniejszych dzieł literatury dziecięcej na świecie, które zostało przetłumaczone na ponad 25 języków. Książkę polubią nie tylko dzieci, ale również dorośli ponieważ magiczna podróż małej Alicji do fantastycznej krainy jest spełnieniem marzeń każdego dziecka.

„The Secret Garden”

Tajemniczy ogród jest powieścią obyczajową napisaną przez Frances Hodgson Burnett opublikowaną w roku 1911. Książka zaliczana jest do literatury dziecięcej i uważana jest za najlepszą powieść tej autorki. Historia opowiada losy Mary Lennox, dziewczynki urodzonej w Indiach, która wychowywana była przez hinduską nianię. Mary jest dziewczynką samolubną i niegrzeczną, która po śmierci rodziców przeprowadza się do Anglii do swojego wujka. Mary czuje się w domu wuja opuszczona i osamotniona, ale zmienia się to w chwili gdy kolorowy ptaszek pokazuje jej wejście do tajemniczego ogrodu, który staje się jej drugim domem.

OPINIA WŁASNA:

Nie od dziś wiadomo, że czytanie książek obcojęzycznych przynosi wiele korzyści i w znaczącym stopniu może się przyczynić do poprawy naszych umiejętności językowych, jak również zwiększyć intelekt i poszerzyć horyzonty. Jest to bez wątpienia jeden z najlepszych sposobów na oswojenie się z nowym językiem, zwiększenie jego płynności i wzbogacenie słownictwa, dlatego od jakiegoś czasu staram się częściej sięgać po książki w oryginale. Pomimo oczywistych zalet, czytanie w obcym języku może być nieco frustrujące, zwłaszcza gdy w tekście występują słowa lub zwroty dotąd nam nieznane, które znacząco utrudniają odbiór i często odbierają przyjemność z lektury. Moją uwagę przykuło ostatnio wydawnictwo [ze słownikiem], które przedstawia nam genialne i skuteczne rozwiązanie tego problemu. W ich ofercie znajdują się popularne i cenione publikacje w języku angielskim o różnych poziomach zaawansowania i w bardzo przystępnej cenie, a w każdej z nich zawarte są trzy słowniki, które bez wątpienia ułatwiają czytanie, rozumienie i przyswajanie tekstu.

Moją przygodę z wydawnictwem postanowiłam rozpocząć od bestsellerowych i znanych książek z zakresu literatury dziecięcej – „Alice’s Adventures in Wonderland” oraz „The Secret Garden”, z którymi nie miałam do tej pory okazji się zapoznać, mimo iż wielokrotnie widziałam ekranizacje tych historii. Cenię minimalizm i prostotę, dlatego bardzo przypadły mi do gustu oprawy graficzne, które utrzymane są w tej samej formie i świetnie prezentują się na półce. Wydawnictwo postawiło również na wyraźną i przyjemną dla oka czcionkę, co było kolejnym miłym zaskoczeniem. W każdej z tych pozycji znajdują się trzy słowniki polsko-angielskie: na początku mamy słownik najczęściej używanych słów, następnie podręczny słownik na marginesie każdej strony, a na końcu pełny słownik ze wszystkimi słowami. Dzięki temu obie pozycje były bardziej przystępne w odbiorze, a ich lektura okazała się świetnym sposobem na połączenie przyjemnego z pożytecznym. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy Alicji i Mary i nie byłam w stanie się oderwać.

  „Alice’s Adventures in Wonderland” i „The Secret Garden” wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie i trochę żałuję, że dopiero teraz zdecydowałam się po nie sięgnąć, choć jednocześnie jestem zadowolona, że po raz pierwszy zapoznałam się z nimi w ich oryginalnej wersji. Słowniki zamieszczone w książkach ułatwiły mi lekturę, dzięki czemu mogłam w pełni docenić kunszt i niepowtarzalność tych niesamowitych historii. Są to bez wątpienia wartościowe i uniwersalne pozycje, pełne symboliki i ukrytych znaczeń, które angażują emocjonalnie i skłaniają do refleksji i po które można sięgnąć w każdym wieku. Książki te pozwoliły mi na chwilę przenieść się w czasy mojego dzieciństwa i oderwać od rzeczywistości, ale także dzięki nim udało mi się przyswoić wiele nowych słówek i zwrotów.

Cieszę się, że wydawnictwo [ze słownikiem] pojawiło się na naszym rynku i to z tak kreatywnym pomysłem, który okazał się strzałem w dziesiątkę i bez wątpienia ułatwi naukę języka angielskiego wielu z nas. Jest to doskonała propozycja dla osób szukających prostego i efektywnego sposobu, który pozwoli im zwiększyć płynność językową i wzbogaci  ich słownictwo. Moje pierwsze spotkanie z wydawnictwem zaliczam do bardzo udanych i owocnych, dlatego chętnie będę sięgać po kolejne pozycje, a was serdecznie zachęcam do zapoznania się z ich ofertą i rozpoczęcia swojej przygody z książkami ze słownikiem! Jestem pewna, że nie pożałujecie ;)

wydawnictwo-ze-slownikiem-logo_0

Layla Wheldon „Dance, sing, love. Miłosny układ”

dance sing

Tytuł: „Dance, sing, love. Miłosny układ”

Autor: Layla Wheldon

Wydawnictwo: Editio

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 528

editio red.jpeg

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

NOTA WYDAWCY:

Numer 1 na wattpad.com w kategorii Romans — ponad 2 miliony odsłon!

Livia Innocenti jest zawodową tancerką. Razem z zespołem robi show podczas koncertów i teledysków największych gwiazd muzyki.
James Sheridan jest topowym piosenkarzem, bożyszczem fanek i ulubieńcem portali plotkarskich.

Spotykają się w Rzymie w czasie wspólnego tournée po Europie. Livia szybko przekonuje się, że woda sodowa uderzyła młodemu celebrycie do głowy. Nikt jej tak nie wkurza na próbach, jak arogancki i egoistyczny James. Na dodatek choreografia przewiduje kilka utworów w ich wykonaniu w duecie. Początkowo nie potrafią się dogadać i nawzajem się ignorują, jednak serca nie da się oszukać, nie na dłuższą metę. Czy będzie to szczęśliwy układ? Jakie role przyjdzie im wspólnie zatańczyć w tej historii?

Podążanie za głosem serca nie zawsze jest takie proste, jak się wydaje, i nie zawsze słuszne. Czasem kierowanie się rozumem jest najlepszą drogą, bo miłość, zamiast uszczęśliwiać, potrafi sprawiać ból.
Zatrać się w historii pełnej pasji, pożądania, zwrotów akcji i gorących rytmów. Po prostu dance & sing & love!

OPINIA WŁASNA:

„Dance, sing, love. Miłosny układ” to debiut pisarski polskiej autorki, Sandry Sotomskiej, kryjącej się pod pseudonimem Layla Wheldon. Historia początkowo była publikowana na popularnym portalu wattpad.com i tam została doceniona przez masę czytelników, przez jakiś czas zajmując pierwsze miejsce w kategorii romans. Próbowałam kiedyś zapoznać się z opowiadaniami zamieszczanymi na tej stronie, niestety w dużej mierze trafiałam na słabe, a w najlepszym wypadku przeciętne twory, na które po prostu szkoda mi było czasu. Przedtem jednak miałam okazję zapoznać się chyba z największym fenomenem wattpadu, który także doczekał się wydania; mam tu oczywiście na myśli popularną serię „After” amerykańskiej autorki, Anny Todd, która okazała się wielkim nieporozumieniem. Muszę przyznać, że dosyć sceptycznie podchodziłam do dzieła Layli Wheldon i długo się wahałam, zanim zdecydowałam się sięgnąć po tę pozycję, starając się jednocześnie nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwań.

„Dance, sing, love. Miłosny układ” opowiada historię utalentowanej tancerki, Livii Innocenti i znanego piosenkarza muzyki pop, Jamesa Sheridana. Livia należy do zespołu Black Diamonds i ma okazję występować w teledyskach największych gwiazd, jak również podczas ich koncertów. Tak właśnie poznaje Jamesa, który odbywa tournee po Europie i postanawia zaangażować jej ekipę do trasy koncertowej. Arogancki i zapatrzony w siebie mężczyzna nie wywiera na niej dobrego pierwszego wrażenia, pojawiając się na próbach w kiepskiej formie i traktując wszystkich jak powietrze. Gdy szantażem zmusza ją do oprowadzenia go po Rzymie, przez cały czas flirtując z każdą nowo napotkaną dziewczyną, Livia wątpi, że kiedykolwiek dojdzie między nimi do porozumienia i stara się go unikać. Nie jest jednak w stanie zignorować niepokojącego przyciągania między nimi, mimo iż zdaje sobie sprawę, że Sheridan jest wciąż zakochany w swojej byłej dziewczynie…

Początek „Miłosnego układu” wypadł dosyć obiecująco i byłam zaskoczona całkiem niezłym stylem autorki, który jest plastyczny i łatwy w odbiorze, dzięki czemu książkę czyta się w błyskawicznym tempie, mimo sporej objętości. Niestety Layli Wheldon nie udało się uniknąć schematyczności, a jej dzieło jest dosyć przewidywalne i nie zaskakuje oryginalnością, mimo umiejętnie wplecionego wątku tanecznego. Bohaterowie również nie zdobyli mojego serca i często miałam ochotę nimi potrząsnąć, zwłaszcza główną bohaterką. Biorąc pod uwagę jak zaczęli znajomość, nie mogłam uwierzyć, jak szybko Livia poddała się wątpliwemu urokowi Jamesa, na którego korzyść przemawia tak naprawdę tylko jego atrakcyjny wygląd. Wątek miłosny zdecydowanie zbyt szybko się rozwinął, a co gorsza, główny bohater przez ponad połowę książki jest zakochany w innej kobiecie. Dlatego gdy nagle zrozumiał, że kocha Livię i magicznie odkochał się w swojej byłej, nie potrafiłam tego kupić, zwłaszcza że jak sam stwierdził James, przez znaczną część tego niezobowiązującego układu z Livią, przebywali w swoim towarzystwie nietrzeźwi. Mam nadzieję, że w kolejnej części udadzą się na jakąś terapię, bo jak na mój gust oboje są uzależnieni od alkoholu, który jest w tej książce wszechobecny. Mimo tych znaczących mankamentów, dzieło Layli Wheldon okazało się lekkim i przyjemnym w odbiorze romansem, pełnym gorących i zmysłowych scen, dzięki któremu się zrelaksowałam i oderwałam na chwilę od rzeczywistości.

„Dance, sing, love. Miłosny układ” to słodko-gorzka opowieść o różnych odcieniach miłości, która nie tylko uszczęśliwia i daje nadzieję, ale też przynosi cierpienie, niepewność i rozpacz, zwłaszcza gdy mężczyzna, którego się kocha, dawno oddał serce innej. To przesycona pożądaniem i skomplikowanymi emocjami historia źle ulokowanego uczucia, które niszczy i odbiera spokój, każąc odrzucić na bok dumę i zdrowy rozsądek. Layli Wheldon ostatecznie nie udało się mnie zachwycić, jednak bez wątpienia stworzyła wciągającą i pełną uczuć książkę, w której nie brakuje namiętności, romantycznych uniesień i zmysłowych doznań, jak również pasji do tańca i śpiewu. Miałam już zbyt wiele razy do czynienia z tym gatunkiem i coraz trudniej mnie czymś zaskoczyć, jednak „Dance, sing, love. Miłosny układ” jako debiut wypadł całkiem nieźle i świetnie się sprawdził w roli lekkiej i niezobowiązującej lektury na lato, dlatego chętnie sięgnę po kontynuację.

Kirsty Moseley „Chłopak, który o mnie walczył”

chlopak-ktory-o-mnie-walczyl_9788327629517

Tytuł: „Chłopak, który o mnie walczył”

Autor: Kirsty Moseley

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2017

 Liczba stron: 336

harper

NOTA WYDAWCY:

Czasem musisz odejść…

Rozstanie z Jamiem było dla Ellie najtrudniejszą rzeczą, z jaką musiała się zmierzyć. Rozpoczęła nowe życie, w nowym miejscu, u boku nowego mężczyzny. Tragedia rodzinna zmusza ją jednak do powrotu do domu. Ellie jest przekonana, że wyleczyła
się z Jamiego – zapomniała o namiętności i złamanym sercu. Jednak gdy tylko się spotykają, ich miłość odnawia się ze zdwojoną siłą.

 Czasem zostajesz i walczysz…

Jamie wie, co to ból. Doświadczył go, walcząc o życie w więzieniu. Ale nic nie może się równać z bólem, jaki czuł, gdy Ellie wyjechała. Gdy niespodziewanie wróciła, Jamie nie zamierza jej już nigdy stracić.

Ellie nadal kocha Jamiego, ale nie może się pogodzić z jego przeszłością. A on ma groźnych wrogów, którzy wykorzystają każdą okazję, żeby go dopaść.

OPINIA WŁASNA:

Po tym, jak chłopak, w którym zakochała się do szaleństwa i który wydawał się kochać ją równie mocno, niespodziewanie z nią zerwał, Ellie długo nie mogła dojść do siebie. Dopiero pojawienie się na jej drodze czułego i troskliwego Toby’ego, który uleczył jej złamane serce, pozwoliło jej zapomnieć o bólu i zacząć wszystko od nowa w Anglii u boku wymarzonego narzeczonego. Niespodziewana wiadomość o wypadku samochodowym jej rodziców, w którym jedno z nich zginęło, a drugie walczy o życie, sprowadza ją po trzech latach do rodzinnego domu, gdzie musi się zmierzyć z tragedią i niewyobrażalnym cierpieniem. Ellie nie wie, czy będzie w stanie sobie poradzić, jednak powrót do domu pomaga jej zrozumieć, że tu jest jej miejsce i przez ten cały czas tylko uciekała. Gdy Jamie ponownie wkracza w jej życie, uświadamia sobie, że nigdy nie przestała go kochać, mimo bólu, jaki jej zadał…

„Chłopak, który o mnie walczył” to moje piąte spotkanie z twórczością brytyjskiej pisarki i jak do tej pory najbardziej udane. Sięgając po tę pozycję nie miałam zbyt wielkich oczekiwań, gdyż książki Kirsty Moseley są bardzo do siebie podobne i widać w nich te same schematy, jak również błędy. Jakiś czas temu miałam jednak okazję zapoznać się z poprzednią częścią, a ponieważ nie lubię zostawiać niedokończonych historii, postanowiłam dać jeszcze jedną szansę autorce, co na szczęście okazało się dobrym wyborem. Co prawda „Chłopak, który o mnie walczył” nie jest jakimś dziełem wybitnym, do którego warto powracać, jednak w porównaniu z poprzednimi książkami pisarki wypada naprawdę nieźle. Moim głównym zarzutem wobec tak naprawdę wszystkich historii, które wyszły spod pióra Moseley, był zawsze przesłodzony, wyidealizowany i pozbawiony jakiegokolwiek elementu zaskoczenia wątek miłosny, który nie budził nic poza irytacją i znudzeniem. Autorka za bardzo się na nim skupiała, zaniedbując inne i często bardziej interesujące wątki, dlatego tym większe było moje zaskoczenie, gdy w tej pozycji zrobiła właśnie odwrotnie. Romans Ellie i Jamiego nie jest już tak nachalny, wszechobecny i banalny, jak w poprzednim tomie, wątki poboczne są wyraźniej zaznaczone i tak jak się spodziewałam, lektura o wiele bardziej na tym zyskała. Widać również progres, jeżeli chodzi o styl i kreację bohaterów, którzy budzą nieco więcej emocji i nawet dają się polubić. „Chłopak, który o mnie walczył” pozytywnie mnie zaskoczył. To lekka, przyjemna i wciągająca historia o drugich szansach, radzeniu sobie ze stratą i trudnej miłości, która nie daje o sobie zapomnieć. Jest to raczej pozycja skierowana do nastoletnich czytelników. Powinna zwłaszcza przypaść do gustu fanom twórczości Kirsty Moseley i literatury młodzieżowej.

Lisa Kleypas „Wiosna pełna tajemnic”

wiosna.pelna.tajemnic

Tytuł: „Wiosna pełna tajemnic”

Autor: Lisa Kleypas

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 312

proszynski4

NOTA WYDAWCY:

Po trzech sezonach nieudanych poszukiwań męża ojciec oświadcza Daisy Bowman, że czas na to przeznaczony dobiega końca. Daisy musi bezzwłocznie znaleźć odpowiedniego kandydata, w przeciwnym razie bowiem zostanie oddana mężczyźnie wybranemu przez rodziciela – bezwzględnemu i powściągliwemu Matthew Swiftowi.
Daisy jest przerażona. Nie zamierza jednak przyznać się do porażki i postanawia wyjść za kogokolwiek… byle tylko nie Matthew. Na przeszkodzie staje jej nieoczekiwany urok Matthew… i zmysłowy ogień, który wybucha pomiędzy nimi bez ostrzeżenia. Wkrótce Daisy odkrywa, że człowiek, którego zawsze nienawidziła, może okazać się mężczyzną z jej snów.
Niestety, gdy ulega uczuciom, na jaw wychodzi skandaliczna tajemnica… która może zniszczyć zarówno Matthew, jak i miłość bardziej namiętną i nieodpartą niż w najśmielszych fantazjach Daisy.

OPINIA WŁASNA:

Thomas Bowman pragnie jak najszybciej wrócić do Ameryki i tylko poszukiwanie męża dla drugiej z córek zatrzymuje go nadal w Anglii. Po kilku bezowocnych sezonach, stawia Daisy ultimatum: albo do końca maja znajdzie kandydata, albo będzie musiała wyjść za Matthew Swifta, który od wielu lat jest jego wiernym i oddanym pracownikiem. Daisy, ze swoją marzycielską naturą i wrażliwością na otaczający ją świat, nie potrafi sobie wyobrazić życia u boku tak apodyktycznego, zimnego i nieprzyjemnego mężczyzny, który jest równie bezwzględny w interesach, jak jej ojciec. Zdesperowana postanawia zwrócić się o pomoc do ukochanej siostry, Lillian i jej męża, Westcliffa, który wzbudza respekt we wszystkich i nikt nie ośmieliłby się mu sprzeciwić. Jednak gdy na drodze Daisy staje zupełnie odmieniony, pełen uroku i zabójczo przystojny Matthew Swift, zaczyna sobie uświadamiać, że rzeczywistość może być znacznie lepsza od wyobrażeń…

Od czasu do czasu lubię sięgać po lekkie i nieskomplikowane pozycje, przy których mogę się odprężyć i na chwilę oderwać od rzeczywistości. Romanse historyczne zawsze świetnie się sprawdzały w tej roli, dlatego chętnie po nie sięgam, gdy tylko nadarzy się taka okazja. Mam już niemałe doświadczenie z tym gatunkiem i coraz trudniej jest mi znaleźć coś, co by mnie zaskoczyło, dlatego postanowiłam zapoznać się z kolejną książką Lisy Kleypas, która jest niewątpliwie jedną z najlepszych autorek romansów historycznych, a kilka jej dzieł należy do moich ulubionych. „Wiosna pełna tajemnic” to czwarta część bestsellerowej serii „Wallflowers” i chociaż nie miałam okazji czytać poprzednich części, to lektura tej pozycji skutecznie mnie do tego zachęciła. Amerykańskiej pisarce udało się stworzyć intrygującą i zmysłową historię, w której nie brakuje gorących i pełnych iskier scen oraz wyrazistych bohaterów, którzy wzbudzają sympatię i którym się kibicuje. „Wiosna pełna tajemnic” Lisy Kleypas pozytywnie mnie zaskoczyła, a jej lektura była dla mnie czystą przyjemnością. To przesycona romantyzmem, elektryzująca i pełna namiętności opowieść miłosna, która rozpala wyobraźnię i niesamowicie wciąga, pozostawiając czytelnika z niedosytem. Serdecznie polecam tę pozycję wszystkim entuzjastom romansów historycznych, fanom twórczości autorki oraz osobom, które mają ochotę na łatwą w odbiorze i niezobowiązującą historię ze szczęśliwym zakończeniem. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

Anna McPartlin „To, co nas dzieli”

to-co-nas-dzieli_9788327628381

Tytuł: „To, co nas dzieli”

Autor: Anna McPartlin

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 416

harper

NOTA WYDAWCY:

Gdybym wiedziała, że wkrótce mam opuścić ten świat, zrobiłabym wszystko inaczej?

Eve Hayes i Lily Brennan były nierozłączne, ale gdy miały osiemnaście lat, podczas wakacji wydarzyło się coś, co skutecznie je rozdzieliło i zniszczyło ich przyjaźń. Po dwudziestu latach Eve, znana projektantka biżuterii, wraca na stałe do Dublina. Stara się odszukać dawną przyjaciółkę, ale nie może trafić na żaden jej ślad, nawet w internecie. Pewnej nocy Eve ulega poważnemu wypadkowi. W szpitalu ze zdumieniem odkrywa, że Lily pracuje tam jako pielęgniarka. Dawne przyjaciółki mają szansę wyjaśnić to, co między nimi zaszło, odbudować bliskie relacje, a przede wszystkim pomóc sobie nawzajem.

Wzruszająca opowieść o przyjaźni, sekretach i o tym, że warto naprawiać  błędy – nawet po latach.

OPINIA WŁASNA:

Eve Hayes i Lily Brennan były najlepszymi przyjaciółkami i zawsze mogły na siebie liczyć, mimo iż były swoimi kompletnymi przeciwieństwami i miały odmienne spojrzenie na życie. Lily zamierzała studiować medycynę w tej samej szkole, co jej chłopak, Declan, mimo iż miała szansę dostać się do znacznie lepszej, a Eve chciała zostać projektantką mody, jednak rzeczywistość zweryfikowała ich plany. Gdy miały osiemnaście lat, pewne wydarzenie nieodwracalnie zniszczyło ich przyjaźń, która wydawała się być niezniszczalna. Po dwudziestu latach, Eve, która odniosła sukces w Ameryce jako projektantka biżuterii wraca do rodzinnego Dublina, gdzie odnawia znajomość ze swoją pierwszą miłością. Niedługo potem ulega poważnemu wypadkowi, a na jej drodze ponownie staje dawna przyjaciółka, która wyszła za mąż i została pielęgniarką…

Z twórczością irlandzkiej pisarki, Anny McPartlin spotkałam się przy okazji czytania jej dwóch poprzednich powieści, które zostały u nas wydane. Obie książki, mimo kilku mankamentów, wywarły na mnie pozytywne wrażenie, dlatego nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po jej najnowsze dzieło. „To, co nas dzieli” okazała się kolejną rewelacyjną pozycją wyjętą spod jej pióra i jak na razie najlepszą ze wszystkich, z którymi do tej pory się zapoznałam, dlatego kończyłam ją zarówno z żalem, jak i czytelniczą satysfakcją. Anna McPartlin serwuje czytelnikowi niesamowicie absorbującą i wciągającą opowieść o przyjaźni, zdradzie, sekretach i drugich szansach, w której nie brakuje zarówno humoru, jak i wzruszeń, a wykreowani przez nią bohaterowi jak zwykle wypadają autentycznie i mimo iż nie są pozbawieni wad, to niewątpliwie trafiają do czytelnika i wywołują wiele emocji. Historia Eve i Lily mnie zaintrygowała i poruszyła, dlatego z ciekawością śledziłam ich relacje, zastanawiając się, co sprawiło, że tak bliskie przyjaciółki zerwały jakiekolwiek więzi na 20 lat i tak naprawdę tylko zrządzenie losu sprawiło, że znowu się odnalazły. „To, co nas dzieli” to angażująca emocjonalnie i zachęcająca do refleksji pozycja, traktująca o skomplikowanych relacjach międzyludzkich oraz życiu, które czasem ma dla nas odmienne plany i nie zważa na nasze własne. To też opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno by zacząć wszystko od nowa, a prawdziwa przyjaźń, bez względu na przeszkody, jakie musi napotkać, zawsze znajdzie drogę powrotną. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko serdecznie polecić wam tę pozycję i zachęcić do sięgnięcia po nią, bo naprawdę warto. Ja z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnej powieści autorki, która, mam nadzieję, ukaże się już niedługo. Dla fanów twórczości Anny McPartlin pozycja obowiązkowa!

Jolanta Kosowska „Drugie dno”

drugie_dno_okl

Tytuł: „Drugie dno”

Autor: Jolanta Kosowska

Wydawnictwo: Novae Res

Rok wydania: 2017

 Liczba stron: 368

novae

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

 „Drugie dno” to kontynuacja powieści „W labiryncie obłędu” autorstwa Jolanty Kosowskiej, opowiadająca o dalszych losach utalentowanej malarki, Karoliny Bielawskiej pracującej w Toskanii, która została uwikłana w niebezpieczną intrygę, przez którą znalazła się na granicy szaleństwa i nieomal straciła życie. Nie miałam do czynienia z poprzednim tomem, jednak na szczęście „Drugie dno” spokojnie można czytać bez jego znajomości. Byłam zaintrygowana tą pozycją i od dawna chciałam zapoznać się z twórczością autorki, dlatego postanowiłam właśnie sięgnąć po tę powieść. Moje pierwsze spotkanie z dziełem Jolanty Kosowskiej wypadło całkiem nieźle, jednak nie obyło się bez kilku zgrzytów.

W „Drugim dnie” zdecydowanie brakowało mi akcji i nagłych, zaskakujących zwrotów, a obszerne i często powtarzające się opisy uczuć i emocji, które tylko spowalniały fabułę zastąpiłabym większą ilością dialogów. Jeżeli chodzi o kreację bohaterów, to mam dosyć sprzeczne odczucia, zwłaszcza w stosunku do głównej bohaterki, której postępowanie często było naiwne i nielogiczne. Po tym, jak przeżyła piekło i prawie popełniła samobójstwo, daje się wciągnąć w kolejną intrygę byłego kochanka, który wysyła jej lakoniczne smsy z instrukcjami i każe drążyć sprawę tajemniczego Antonia Sergrana, mimo iż wielu ludzi, mających z nim jakiekolwiek powiązania zginęło w podejrzanych okolicznościach. W pewnym momencie do głównej bohaterki dochodzi wreszcie głos rozsądku i stwierdza, że nie da się wciągnąć w kolejne bagno, jednak nie trwa to długo, bo za chwilę decyduje się zrobić dokładnie to, co każe jej Enrico. Gdzie tu logika? Nie rozumiałam motywacji Karoliny, a ciekawość zdecydowanie nie jest wystarczającym powodem do podejmowania takiego ryzyka. Mimo tych mankamentów sama historia i zagadka z nią związana okazała się na tyle intrygująca i wciągająca, że z wielką ciekawością śledziłam fabułę i nie byłam w stanie się oderwać.

„Drugie dno” napisane jest barwnym, plastycznym językiem, a autorka z zaskakującą dokładnością oraz trafnością przedstawiła obraz nieufnej i żądnej sensacji społeczności małomiasteczkowej, jak również skomplikowany, wieloznaczny i pełen ukrytych emocji świat artystów. Jolanta Kosowska stworzyła niebanalną powieść obyczajową ze zgrabnie wplecionymi elementami sensacyjnymi, misternie utkaną intrygą i pełną niedopowiedzeń fabułą, gdzie nic nie jest takie jakie się wydaje, a prawda często miesza się z kłamstwem. To osnuta tajemnicą, niezwykle absorbująca i pełna niejednoznacznych emocji opowieść o tym, że granica oddzielająca rzeczywistość od iluzji jest bardzo cienka, a każda historia ma swoje drugie dno. Wystarczy tylko lepiej się przyjrzeć.

Robyn Schneider „Początek wszystkiego”

poczatek-wszystkiego-b-iext48769570

Tytuł: „Początek wszystkiego”

Autor: Robyn Schneider

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2017

 Liczba stron: 320

otwarte

NOTA WYDAWCY:

Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być… na początku wszystkiego.

Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim… Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.

Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.

OPINIA WŁASNA:

Ezra Faulkner wierzy, że na każdego czeka jego własna tragedia, po której nic już nie jest takie same. Tak się stało z jego przyjacielem, Tobym, który jako dwunastolatek złapał urwaną głowę, kiedy oboje wybrali się na przejażdżkę kolejką górską w Disneylandzie. Ezra wiedział, że tylko przypadek i szczęście sprawiło, że nie był wtedy na jego miejscu, ale mimo to przez kilka lat szkoły cieszył się niebywałą popularnością, oddalając się od przyjaciela, który od tamtej pory musiał żyć w cieniu tamtego niefortunnego zdarzenia. Gdy jednak skończył 17 lat i jego w końcu dopadła osobista tragedia; jego kolano zostało roztrzaskane w wypadku samochodowym, zaraz po tym jak nakrył swoją dziewczynę na zdradzie, a kariera tenisisty legła w gruzach. Ezra wiedział, że powrót do szkoły po wakacjach nie będzie łatwy i wszystko ulegnie zmianie, jednak niespodziewanie jego dawny przyjaciel wyciąga do niego rękę, a w szkole pojawia się nowa dziewczyna; ekscentryczna i pełna zwariowanych pomysłów Cassidy Thorpe…

 „Początek wszystkiego” autorstwa amerykańskiej pisarki, Robyn Schneider to jedna z tych pozycji, która intryguje od samego początku.  Cudowna oprawa graficzna niewątpliwie przyciąga wzrok i kusi, ale ostatecznie to obiecujący zarys fabuły skłonił mnie do sięgnięcia po tę książkę. Nie miałam do tej pory okazji spotkać z twórczością autorki, dlatego nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać. Początek historii zaczął się naprawdę dobrze, mimo iż nieco skojarzył mi się z „Papierowymi miastami” Johna Greena – Ezra uważa, że na każdego czeka własna tragedia, natomiast Quentin wierzy, że każdemu przydarza się jakiś cud. Mimo iż fabuła tych książek jest różna, to zdecydowanie widać podobieństwa; w nieciekawe i niezbyt ekscytujące życie Ezry również wkracza nietuzinkowa i błyskotliwa dziewczyna, która zmienia jego świat. Niestety nie jestem fanką twórczości Johna Greena i jego pretensjonalnych bohaterów, na szczęście jednak „Początek wszystkiego” okazał się zdecydowanie lepszy w odbiorze. Mimo to autorce nie udało się uniknąć kilku potknięć, zwłaszcza w kreacji głównej bohaterki, która wydaje się być żywcem wyjęta z jednej z książek Greena. Lubię nietypowe i ekscentryczne postacie, jednak kreując takich bohaterów, bardzo łatwo popaść w przesadę; jest cienka granica między byciem oryginalnym a pretensjonalnym i sztucznym, a w przypadku Cassidy mamy do czynienia z tym drugim. Ezra wypada znacznie lepiej, dlatego cieszę się, że narracja była prowadzona tylko z jego punktu widzenia. Muszę przyznać, że autorka bardzo dobrze przedstawiła jego przemianę ze złotego chłopca, który wydawał się mieć wszystko w zagubionego nastolatka, który zmuszony był przewartościować pewne sprawy i na nowo odnaleźć się w świecie, po tym jak dotknęła go jego własna tragedia. Żałuję, że nie miałam szansy zapoznać się z tą książką kilka lat temu, bo z pewnością wywarłaby na mnie wtedy większe wrażenie, a tak pozostałam z nieco mieszanymi uczuciami. Sądzę, że najlepiej odnajdą się w tej historii nastoletni czytelnicy, bo porusza przede wszystkim problemy, z którymi boryka się młodzież. „Początek wszystkiego” to opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, sile prawdziwej przyjaźni, zrzucaniu masek i tragediach, które przydarzają się w najmniej spodziewanych momentach i wywracają nasze życie do góry nogami. Dzieło Robyn Schneider polecam przede wszystkim fanom twórczości autorki oraz entuzjastom Young Adult i powieści młodzieżowych.

Kirsty Moseley „Nic do stracenia. Wreszcie wolni”

nic-do-stracenia_-wreszcie-wolni_9788327629593

Tytuł: „Nic do stracenia. Wreszcie wolni”

Autor: Kirsty Moseley

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2017

 Liczba stron: 336

harper

NOTA WYDAWCY:

Ojciec Anny Spencer zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory Anna przestaje być anonimową nastolatką i coraz trudniej chronić jej prywatność. Ashton Taylor ma więc jeszcze bardziej skomplikowane zadanie. Niebawem odbędzie się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym, jak ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego miłość, chociaż nadal jest pewna, że nie zasługuje na szczęście. Jednak zanim się okaże, czy mogą być razem, będą musieli walczyć o życie.

OPINIA WŁASNA:

Minęło już kilka miesięcy, odkąd w życiu Annabelle Spencer pojawił się przystojny komandos SWAT, Ashton Taylor, który pomógł jej uporać się z traumatycznymi przeżyciami i rozpocząć życie na nowo. Mimo troskliwości i opiekuńczości jej ochroniarza, który nie widzi poza nią świata, dziewczynę wciąż jednak dręczą koszmary o jej prześladowcy i sekret, który boi się wyjawić, a który ciąży jej coraz bardziej. Wszystko się tym bardziej komplikuje, gdy jej ojciec zostaje wybrany na nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, a Anna i Ashton zaczynają ściągać na siebie uwagę mediów i paparazzich, którzy śledzą każdy ich krok. Dziewczyna z przerażeniem zaczyna też sobie uświadamiać, że jej ochroniarzowi udało się nie tylko zburzyć mury obronne, które postawiła wokół siebie, ale i zdobyć jej serce…

„Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to kontynuacja historii miłosnej dziewczyny, która zmaga się z demonami przeszłości i jej ochroniarza, który przywraca ją do życia i pomaga uporać się z dręczącymi ją wspomnieniami. Poprzedni tom nie wywarł na mnie zbyt dobrego wrażenia, ale mimo to, nie lubię zostawiać niedokończonych historii i byłam ciekawa jak zakończy się sprawa z Carterem, dlatego postanowiłam również zapoznać się i z tą częścią. Ta pozycja tak naprawdę nie różni się zbytnio od poprzedniej (na co wpływ ma z pewnością fakt, że w oryginale jest to jednotomowa powieść) i mogłabym w sumie napisać o niej to samo; prym wiedzie wyidealizowany, banalny i przesłodzony związek głównej pary bohaterów, spychając na dalszy plan nieliczne wątki poboczne, które miałyby szansę podnieść nieco poziom i rozmaicić historię, gdyby autorka poświęciła im nieco więcej uwagi. Kirsty Moseley udało się mnie nieco zaskoczyć w kwestii tajemnicy, którą skrywa główna bohaterka w związku z jej prześladowcą, Carterem i wstrząsnąć wspomnieniami Anny, w których się pojawiał, ale to niestety jeden z niewielu plusów tej pozycji. Na szczęście brytyjska pisarka posługuje się prostym i łatwym w odbiorze stylem, dzięki czemu książkę przeczytałam w szybkim tempie, jednak nie sądzę, żebym jeszcze do niej kiedyś wróciła. „Nic do stracenia. Wreszcie wolni” to lekka i niezobowiązująca historia miłosna z happy endem, którą mogę polecić osobom, którym przypadła do gustu poprzednia część i fanom twórczości Kirsty Moseley.

Gail Honeyman „Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze”

eleanor-oliphant-ma-sie-calkiem-dobrze_9788327628695

Tytuł: „Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze”

Autor: Gail Honeyman

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 352

harper

NOTA WYDAWCY:

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze. Skończyła trzydzieści lat, jest filologiem klasycznym, ale pracuje w księgowości, oszczędzając każdego pensa. Nosi niezniszczalny bezrękawnik, ma stały harmonogram posiłków i niechętnie rozmawia z kolegami z pracy. Uwielbia zakupy w Tesco i swoją jedyną roślinę doniczkową.

Eleanor doskonale wie, jak przetrwać, ale nie wie, jak żyć. Nie brakuje jej niczego, z wyjątkiem… wszystkiego. Ludzie na ogół mają ją za wariatkę. Są jednak wyjątki – ci, którzy chcą jej pokazać, że życie może być lepsze, nie tylko „znośne”.

NOTA WYDAWCY:

Eleanor Oliphant nie ma się dobrze. Dobiega trzydziestki, nie ma żadnej rodziny i przyjaciół i od dziewięciu lat pracuje w tym samym biurze, w dziale księgowości, działając według stałego harmonogramu i starając się unikać wszelkich kontaktów z innymi. Mimo niskich zarobków i słabej perspektywy rozwoju, nie narzeka, sumiennie wykonując swoją pracę i oszczędzając jak najwięcej pieniędzy. W głębi duszy jednak zdaje sobie sprawę, że życie, które prowadzi, bez względu na to, jak bardzo uporządkowane i stabilne, nie jest prawdziwym życiem, tylko pustą, pozbawioną celu egzystencją. Nie wie jednak, jak je zmienić i otworzyć się na innych, bo wciąż nie potrafi się uporać z trudnymi przeżyciami z dzieciństwa. Jednak pewnego dnia w jej pełen smutku i samotności świat wkracza Raymond Gibbons, który uczy ją przyjaźni i tego, że nigdy nie jest za późno, by zacząć wszystko od nowa…

„Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” to debiutancka powieść brytyjskiej pisarki, Gail Honeyman, która została bardzo ciepło przyjęta przez czytelników i zebrała wiele pozytywnych opinii. Muszę przyznać, że gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach tę pozycję, wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Zwykle ostrożnie podchodzę do debiutów i staram się nie mieć zbyt wygórowanych oczekiwań, jednak na szczęście tym razem trafiłam na naprawdę rewelacyjną książkę, którą kończyłam z żalem. „Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” to przede wszystkim opowieść o samotności, z której trudno się wyrwać, bez względu na to, jak bardzo by się pragnęło kontaktu z innymi ludźmi. Eleanor to postać nieidealna, mająca swoje wady i dziwactwa, która dźwiga ciężar traumatycznej przeszłości i mimo iż udaje jej się przetrwać, to nie wie tak naprawdę, jak żyć. Gail Honeyman udało się stworzyć bohaterkę z krwi i kości, która nie zawsze budzi sympatię, ale z pewnością nie pozostaje się na jej losy obojętnym. „Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” to zaskakująco udany debiut brytyjskiej pisarki, który wzrusza, bawi i wzbudza wiele ciepłych uczuć, niosąc za sobą pozytywne przesłanie i zachęcając do refleksji. Dawno nie miałam okazji zapoznać się z tak wyjątkową i angażującą emocjonalnie powieścią, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że wyszła ona spod pióra początkującej pisarki. Gail Honeyman zrobiła na mnie wrażenie i z niecierpliwością będę czekać na jej kolejne książki. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję, zarówno entuzjastów powieści obyczajowych, jak i wszystkich innych czytelników, bo naprawdę warto!

Kirsty Moseley „Nic do stracenia. Początek”

nic-do-stracenia_-poczatek_9788327624697

Tytuł: „Nic do stracenia. Początek”

Autor: Kirsty Moseley

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 464

harper

NOTA WYDAWCY:

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kolejne lata jej życia w piekło.

Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo.

Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą.

Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie.

OPINIA WŁASNA:

Annabelle Spencer chciała, by jej szesnaste urodziny były niezapomniane, dlatego postanowiła wraz z chłopakiem spędzić je w klubie. Noc, która miała być wyjątkowa, szybko zamieniła się w najgorszy koszmar. Dziewczyna zostaje uprowadzona przez starszego o kilka lat handlarza narkotyków, który dostaje obsesji na jej punkcie, a jej ukochany traci życie. Po ponad dziesięciu miesiącach znęcania psychicznego i fizycznego, udaje jej się w końcu odzyskać wolność, a człowiek, który zrobił z jej życia piekło, zostaje skazany i trafia do więzienia. Anna nie jest jednak w stanie wrócić do normalności; zamyka się w sobie, unika nawiązywania jakichkolwiek kontaktów i odstrasza wszystkich ochroniarzy. Ashton Taylor, przystojny i ambitny komandos SWAT, który niespodziewanie zostaje wyznaczony do jej ochrony, nie ma jednak zamiaru rezygnować z powierzonego mu zadania i postanawia zrobić wszystko, by zapewnić Annie bezpieczeństwo i pomóc jej zapomnieć o dręczących ją demonach…

„Nic do stracenia. Początek” to kolejna książka autorstwa brytyjskiej pisarki, Kirsty Moseley, która pojawiła się na naszym rynku i moje trzecie spotkanie z jej twórczością. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa”, z którym miałam okazję ostatnio się zapoznać wypadł całkiem nieźle, zwłaszcza w porównaniu z debiutanckim dziełem autorki, dlatego postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po jej najnowszą książkę. Na szczęście nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań wobec tej pozycji, bo inaczej przeżyłabym rozczarowanie. Pomimo całkiem obiecującego początku, autorka znowu zbyt szybko rozwinęła relację pomiędzy głównymi bohaterami, co wpłynęło też niezbyt korzystnie na odbiór samych postaci i ich wiarygodność. Anna, która przez prawie rok była ofiarą seksualnego wykorzystywania, nie pozwala się do siebie nikomu zbliżać i często reaguje agresją, jeżeli jakiś mężczyzna spróbuje ją dotknąć, już trzeciego dnia ląduje w łóżku ze swoim nowym ochroniarzem. Gdzie tu logika? Kirsty Moseley popełniła ten sam błąd w „Chłopaku, który zakradał się do mnie przez okno”, tworząc równie niespójną i mało przekonującą postać. Z kolei Ashton Taylor to chodzący ideał, który z miejsca zakochuje się w głównej bohaterce i celem jego życia staje się jej uszczęśliwienie. Przesłodzony i pozbawiony jakiegokolwiek elementu zaskoczenia wątek miłosny niestety nie wywarł na mnie zbyt dobrego wrażenia, choć muszę przyznać, że ta książka przypadła mi do gustu znacznie bardziej niż debiutanckie dzieło autorki i pomimo niezbyt wiarygodnego portretu psychologicznego głównej bohaterki, Anna okazała się do tej pory najmniej irytującą postacią żeńską, jaką wykreowała Kirsty Moseley. Wiedziałam, na co się piszę, sięgając po tę pozycję; liczyłam przede wszystkim na lekką, łatwą w odbiorze i nieskomplikowaną historię, przy której się odprężę i właśnie to otrzymałam. Pomimo mankamentów, „Nic do stracenia. Początek” okazała się być całkiem wciągającą i przyjemną lekturą, którą, mimo dosyć sporej objętości, przeczytałam w błyskawicznym tempie i która dobrze się sprawdziła w roli niezobowiązującej młodzieżówki. Jeżeli jesteście fanami twórczości autorki, istnieje szansa, że ta pozycja również się wam spodoba!

Gena Showalter „Firstlife. Pierwsze życie”

firstlife-pierwsze-zycie-b-iext48139965Tytuł: „Firstlife. Pierwsze życie”

Autor: Gena Showalter

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 432

harper

NOTA WYDAWCY:

Żyje się tylko raz? Nie w tym świecie, tutaj prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Jesteś pełnoletni? A więc pora zdecydować, czy będziesz wyznawać zasady Trojki, czy Miriady. Te dwie frakcje toczą zaciekłą walkę o dusze Niezwerbowanych i prawie nigdy nie grają czysto.

Tenley została naznaczona już w chwili narodzin. Jest obdarzona wielką mocą. I Trojką, i Miriada nie cofną się przed niczym, by ją przeciągnąć na swoją stronę. Wciąż nie zdecydowała, dokąd chce trafić po śmierci, a nie wie, że los przygotował dla niej kilka niemiłych niespodzianek.

OPINIA WŁASNA:

17-letnia Tenley Lockwood nie jest zwyczajną nastolatką. Posiada moc, która czyni ją niezwykle ważnym narzędziem dla dwóch zwalczających się frakcji, kierujących życiem pozagrobowym – Miriady i Trojki, które nie cofną się przed niczym, by przeciągnąć ją na swoją stronę. Tenley jest jedną z Niezwerbowanych, czyli takich osób, które jeszcze nie zdecydowały do której ze stref chcą należeć, będąc świadomym zalet i wad obu z nich. Jej rodzice, oddani zwolennicy Miriady, która kusi niezależnością i obietnicą spełnienia najśmielszych zachcianek, by zmusić ją do zawarcia przymierza z ich frakcją, umieszczają ją w zakładzie dla obłąkanych, gdzie zostaje poddana licznym torturom przez sadystycznego doktora Vansa, który za wszelką cenę pragnie złamać jej opór. Dziewczyna nie wie jednak, gdzie chce spędzić swoje Wieczne Życie, mimo iż zdaje sobie doskonale sprawę, że nie podejmując żadnej decyzji może trafić do trzeciej sfery, w której spełniają się najgorsze koszmary…

Gena Showalter jest bestsellerową autorką licznych książek z gatunku paranormal romance oraz young adult, a serca polskich czytelników zdobyła popularną serią dla młodzieży, „Kroniki Białego Królika”. Do tej pory nie miałam szansy zapoznać się z jej twórczością, dlatego gdy nadarzyła się ku temu okazja, nie wahałam się ani chwili. „Firstlife. Pierwsze życie” to pozycja, która skusiła mnie przede wszystkim obiecującym zarysem fabuły, dlatego nie mogłam się doczekać jej lektury, mając nadzieję, że autorce uda się spełnić moje oczekiwania. Dzieło amerykańskiej pisarki wciągnęło mnie od pierwszych stron; historię Ten śledziłam z zainteresowaniem, a świat przedstawiony w tej książce, mimo iż momentami nieco zagmatwany, okazał się być największym atutem tej pozycji. Już dawno nie miałam w rękach książki młodzieżowej z tak oryginalną i intrygującą fabułą, mimo iż autorce nie udało się uniknąć typowych błędów dla tego gatunku; mam tu na myśli przede wszystkim kreację głównego męskiego bohatera, który jest chodzącym schematem oraz banalny i przewidywalny wątek miłosny. „Firstlife. Pierwsze życie” to obiecujący początek ciekawie zapowiadającej się trylogii dla młodzieży, w której nie brakuje humoru, akcji i nieprzewidzianych zwrotów. Gena Showalter zaskakuje kreatywnością, tworząc niezwykle fascynujący i złożony świat, który wciąga i intryguje. Pomimo kilku mankamentów, moje pierwsze spotkanie z autorką uważam za całkiem udane i z pewnością sięgnę po kontynuację, która, mam nadzieję, ukaże się już niedługo. Jeżeli jesteście fanami twórczości amerykańskiej pisarki albo macie ochotę na lekką i przyjemną lekturę z nietuzinkową fabułą, to sięgnijcie po tę pozycję!

Vi Keeland „MMA Fighter. Walka”

MMA_walka_okladka3-1Tytuł: „MMA Fighter. Walka”

Autor: Vi Keeland

Wydawnictwo: Kobiece

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 344

kobiece logo

 NOTA WYDAWCY:

ZAWODNIK MMA – WSPÓŁCZESNY GLADIATOR UWODZĄCY NIESKOŃCZONYMI POKŁADAMI TESTOSTERONU

Okazuje się, że w życiu profesjonalnego fightera walka może mieć różne znaczenia. Nico Hunter dochodzi do wniosku, że ta pełna adrenaliny, rozgrywana w klatce nie może równać się z wewnętrznymi zmaganiami z… samym sobą.

Spokojna Elle prowadzi nudne, ustatkowane życie. Dobrą pracą i gustownie urządzonym mieszkaniem wynagradza sobie monotonię życia. Facet, z którym spotyka się już nieco ponad dwa lata nie dostarcza jej żadnych wrażeń, ale tak jest bezpieczniej. Stateczniej. Gruby mur, który przez lata budowała wokół swego serca, pozostaje nienaruszony. I dobrze. Przeszłość kobiety jest wystarczającym dowodem na to, co może się wydarzyć, jeżeli straci się kontrolę.

Wszystko zmienia się w dniu, w którym seksowny zawodnik MMA wchodzi do biura Elle. Okazuje się, że wytatuowany, umięśniony fighter wniesie niemałe emocje do poukładanego życia pięknej prawniczki.

ELEKTRYZUJĄCA POWIEŚĆ, KTÓRA WYWOŁA ROZKOSZNY DRESZCZYK EMOCJI I ROZBUDZI CHĘĆ NA NUTKĘ SZALEŃSTWA

OPINIA WŁASNA:

25-letnia Elle jest piękną i ambitną prawniczką, która wiedzie stabilne i monotonne życie u boku idealnego mężczyzny, o którym marzy każda kobieta i z którym łączy ją wieloletnia przyjaźń oraz pasja do zawodu.  Świat Elle jest poukładany i nie ma w nim miejsca na nieprzewidziane sytuacje, co daje jej poczucie kontroli i bezpieczeństwa, dzięki czemu łatwiej jest jej radzić sobie z traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Gdy pewnego dnia spotyka swojego nowego klienta, zabójczo przystojnego zawodnika MMA, Nica Huntera który jest nią wyraźnie zainteresowany i również zmaga się z własnymi demonami przeszłości, nie potrafi się oprzeć jego urokowi i sile wzajemnego przyciągania, dlatego postanawia zmienić coś w swoim zwyczajnym, pozbawionym większych emocji życiu i podjąć ryzyko…

„MMA Fighter. Walka” to moje pierwsze spotkanie z twórczością amerykańskiej pisarki, Vi Keeland, ale z pewnością nie ostatnie. Zanim sięgnęłam po tę pozycję, zapoznałam się najpierw z opiniami na zagranicznych portalach i znaczna przewaga pochlebnych recenzji, jak również obiecujący zarys fabuły, ostatecznie przekonały mnie do tego, że warto dać szansę autorce. Początek nie zapowiadał się najlepiej i dosyć ciężko mi się było wgryźć w historię, jednak z czasem lektura zaczęła nabierać tempa i stała się znacznie bardziej wciągająca. Jeżeli chodzi o kreację postaci, to muszę przyznać, że nie do końca przypadła mi do gustu główna bohaterka, która zachowywała się bardziej jak niedojrzała nastolatka, niż dorosła kobieta; autorka o wiele lepiej sobie poradziła w przypadku męskiego bohatera i jego historii, która była bez wątpienia intrygująca i stanowi zdecydowanie jeden z atutów tej pozycji. Vi Keeland posługuje się lekkim i przyjemnym stylem, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę w błyskawicznym tempie, a fabuła, pomimo pewnej schematyczności i przewidywalności, ma w sobie coś intrygującego i zawiera kilka zaskakujących zwrotów. „MMA Fighter. Walka” to zmysłowa, pełna gorących scen i rozpalająca wyobraźnię historia o namiętności, pożądaniu i miłości między osobami, które są swoim całkowitym przeciwieństwem, a mimo to są tak do siebie podobni. To także opowieść o demonach przeszłości, poczuciu winy, wewnętrznych walkach, z którymi większość z nas musi się zmierzyć, jak również sile przebaczenia i bezwarunkowej miłości. Vi Keeland pozytywnie mnie zaskoczyła i gdy tylko nadarzy się ku temu okazja, z pewnością sięgnę jeszcze po jej książki. „Walkę” serdecznie polecam entuzjastom gatunku, fanom twórczości autorki oraz czytelnikom, mającym ochotę na lekką i niezobowiązującą lekturę z happy endem.

Mia Sheridan „Bez winy”

bezwinyTytuł: „Bez winy”

Autor: Mia Sheridan

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 416

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję:

mega

NOTA WYDAWCY:

Kira nie ma grosza przy duszy, za to mnóstwo kłopotów. W przeszłości odebrano jej to, co najważniejsze. Teraz musi postawić wszystko na jedną kartę, aby odmienić swój los.

Grayson walczy o przerwanie pasma życiowych niepowodzeń, ale przytłaczający ciężar wyrzutów sumienia kruszy resztki jego nadziei na lepsze jutro. Kira składa mu propozycję, która może go ocalić. Wystarczy tylko, że złoży przysięgę, nawet jeśli nie zamierza jej dotrzymać…

Obiecali sobie wieczność, nie wiedząc, że jedna chwila może odmienić całe życie.

Czy miłość da im kolejną szansę, choć żadne z nich nie jest bez winy?

OPINIA WŁASNA:

22-letnia Kira Dallaire, wypłacając ostatnie pieniądze z banku, przypadkiem natyka się na 28-letniego Graysona Hawthorna, który wydaje się być równie zdesperowany, co ona. Wie o nim tylko tyle, że jest byłym przestępcą, który niedawno wyszedł z więzienia i jej ojciec miał coś wspólnego z jego sprawą, jednak nie zważając na dumę i strach, postanawia zaproponować mu najbardziej szalony i niewiarygodny układ, doskonale zdając sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia. Grayson nie jest w stanie uwierzyć, gdy obca kobieta przychodzi do jego domu i na wstępie proponuje mu małżeństwo, a właściwie kontrakt biznesowy, dzięki któremu oboje zyskają pieniądze ze spadku, który otrzymała po babci. Mężczyzna nigdy nie sądził, że będzie zmuszony upaść tak nisko i wziąć ślub dla zysku, jednak obietnica przywrócenia winnicy dawnej świetności, którą złożył ojcu, sprawia, że w pomyśle Kiry widzi ostatnią deskę ratunku…

„Bez winy” to już moje czwarte spotkanie z twórczością bestsellerowej amerykańskiej autorki, Mii Sheridan, która zachwyciła czytelników na całym świecie wzruszającymi i chwytającymi za serce historiami miłosnymi. Choć jej książki nie są pozbawione wad, to jednak jest w nich coś, co sprawia, że zawsze sięgam po więcej. „Bez winy” przyciągnęło moją uwagę kuszącą okładką i obiecującym zarysem fabuły, dlatego nie mogłam się doczekać, gdy tylko trafi w moje ręce i bardzo się ucieszyłam, gdy nadarzyła się taka okazja. Muszę przyznać, że tej pozycji nie udało się do końca dorównać swoim poprzedniczkom, jednak nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowana, bo jej lektura była z pewnością satysfakcjonująca i świetnie się sprawdziła w roli niewymagającej książki, na którą właśnie liczyłam. Mii Sheridan po raz kolejny udało się stworzyć piekielnie wciągającą, intrygującą i angażującą emocjonalnie historię, która wzrusza, bawi i rozpala wyobraźnię, jednak na pewno nie pozostawia obojętnym. Nie mogę też zarzucić nic kreacji postaci, które są pełnokrwiste i wielowymiarowe, a ich losy śledzi się z zainteresowaniem. „Bez winy” to przesycona namiętnością i romantyzmem opowieść o szalonym układzie i uczuciu, które pojawia się wbrew rozsądkowi i wywraca życie bohaterów do góry nogami. Jest to z pewnością idealna propozycja dla entuzjastek romansów i literatury erotycznej, jak również dla czytelniczek, które mają ochotę na lekką i niezobowiązującą lekturę, która pozwoli im się oderwać na chwilę od rzeczywistości. Dla fanek twórczości autorki pozycja obowiązkowa!

„Bez winy” możecie nabyć w atrakcyjnej cenie z 32% rabatem w księgarni

MEGAKSIĄŻKI

Kirsty Moseley „Chłopak, który chciał zacząć od nowa”

MATTHEWS_Slub_Milosniczek_CzekoladyTytuł: „Chłopak, który chciał zacząć od nowa”

Autor: Kirsty Moseley

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 384

harper

NOTA WYDAWCY:

Poznali się w nocnym klubie.

Jamie chce zmienić swoje życie i zerwać z kryminalną przeszłością. Nie potrzebuje komplikacji i nie szuka problemów.

Ellie kończy szkołę, niedawno rozstała się z chłopakiem. Chce być wolna. Nie sądziła, że tego wieczoru spotka nieziemskiego przystojniaka, któremu nie sposób się oprzeć.

Ellie i Jamie zakochują się w sobie do szaleństwa. Szybko planują wspólne życie: chcą podróżować, realizować marzenia, zawsze być razem. Jednak mroczna przeszłość Jamiego nie daje o sobie zapomnieć. Ellie nie ma pojęcia, czym naprawdę zajmuje się jej chłopak, gdy nie może się z nią spotkać. Prawdy nie można jednak ukrywać w nieskończoność, szczególnie przed kimś, kogo się kocha…

OPINIA WŁASNA:

18-letnia Ellie Pearce właśnie zakończyła kilkuletni związek z zaborczym i apodyktycznym chłopakiem, Milesem i nie zamierza przez najbliższy czas angażować się w kolejną, poważną relację, dlatego gdy spotyka w klubie przystojnego i tajemniczego chłopaka, który ratuje ją z opresji, ma nadzieję na niezobowiązującą rozrywkę i nic więcej. 21-letni Jamie Cole po długim pobycie w poprawczaku, wyszedł w końcu na wolność i jest zdeterminowany zacząć życie od początku i trzymać się z dala od kłopotów. Gdy poznaje piękną i seksowną cheerlederkę, wie, że do siebie nie pasują, jednak postanawia zrobić wszystko, by ją zdobyć i stać się chłopakiem, który na nią zasługuje. Przeszłość nie daje jednak tak łatwo o sobie zapomnieć; gdy Jamie dowiaduje się o długu, który jego matka zaciągnęła u lichwiarza, nie ma innego wyboru, jak szukać pomocy u swojego dawnego pracodawcy i wrócić na przestępczą ścieżkę…

„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to moje drugie spotkanie z twórczością brytyjskiej pisarki, Kirsty Moseley. Miałam pewne opory przed sięgnięciem po tę pozycję, zwłaszcza, że debiutancka książka autorki nie wywarła na mnie pozytywnego wrażenia, jednak ostatecznie postanowiłam dać jeszcze jedną szansę Moseley i przekonać się, czy ma coś nowego do zaoferowania. Na szczęście jej najnowsza książka okazała się nieco lepszą lekturą od swojej poprzedniczki, jednak autorce nie udało się uniknąć tych samych błędów, które popełniła w „Chłopaku, który zakradał się do mnie przez okno”. Brytyjska pisarka, mimo intrygującego i obiecującego początku, znowu postawiła na cukierkowaty, wyidealizowany romans, który był przewidywalny i rozwinął się zdecydowanie zbyt szybko, by mógł budzić ekscytację. Kreacja postaci wypada trochę lepiej i jest zdecydowanie bardziej dopracowana, widać również pewien progres, jeżeli chodzi o język i styl autorki w porównaniu z jej debiutancką powieścią.  „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to historia o tym, jak trudno jest zerwać z kryminalną przeszłością, która nie daje o sobie tak szybko zapomnieć i jak łatwo jest ulec dawnym nawykom, mimo pragnienia uczciwego i spokojnego życia. Najnowsza powieść Kirsty Moseley, mimo schematyczności i banalnego,  przesłodzonego wątku miłosnego, okazała się zdecydowanie bardziej interesującą i wciągającą lekturą od swojej poprzedniczki i jej zakończenie bez wątpienia zachęca do sięgnięcia po kontynuację. „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to lekka, niezobowiązująca książka, skierowana głównie do nastoletnich czytelników i entuzjastów literatury młodzieżowej, którzy mają ochotę na niewymagającą i nieskomplikowaną historię. Jeżeli podobało wam się debiutanckie dzieło autorki, to ta pozycja również powinna przypaść wam do gustu.

Katy Evans „Manwhore +1″

manwhore-tom-2-manwhore-1-b-iext47024022

Tytuł: „Manwhore +1”

Autor: Katy Evans

Wydawnictwo: Kobiece

Rok wydania: 2017

Liczba stron: 384

kobiece logo

 NOTA WYDAWCY:

NIEPOHAMOWANY POCIĄG, HURAGAN ZMYSŁOWOŚCI I ROZPACZLIWE PRÓBY ODZYSKANIA ROZSĄDKU. MANWHORE +1 TO WIĘCEJ NIŻ ZWYKŁA POWIEŚĆ EROTYCZNA

Katy Evans ponownie zniewala historią seksownego Malcolma Sainta. Manwhore +1 to już drugi tom kultowej serii, która podbiła serca milionów czytelniczek na całym świecie. W tej książce znajdziesz ogrom zmysłowości. Do tego dodaj + jedno seksowne spojrzenie spod przymrużonych powiek… + jeden pocałunek, który sprawia, że miękną ci nogi… + 1 obłędny szczyt rozkoszy, który wyraża się niepohamowanym krzykiem ekstazy…

Ponownie zakochasz się w historii wpływowego i bogatego playboya bez skrupułów, który zdecydowanie jest przepełniony grzechem, a jego nazwisko Saint (tł. święty) nie jest ani trochę adekwatne… Jeszcze raz zobaczysz, że bezwzględność i silny charakter w interesach przekłada się na brak kompromisów w łóżku i nieustępliwość w dążeniu do spełnienia w erotycznej strefie…

A co u naszej „niewinnej” Rachel? Cóż, Malcolm Saint miał być wyłącznie zadaniem. Misją dziennikarską. Interesem. Artykułem.

Chociaż próbowała odkryć jego karty, to on odkrył jej delikatne wnętrze i instynktowne potrzeby. Serce wygrało z rozumem i nic już nie może powstrzymać Rachel w dążeniu do spełnienia nowej misji. Misji przeistoczenia się ze zwykłej dziennikarki w panią + 1 Malcolma Sainta.

Czy poprzednie uwikłanie w intrygę i knucie nie odbiją się przykrym echem na drodze zdobycia zaufania najseksowniejszego biznesmena w mieście? 

OPINIA WŁASNA:

Rachel Livingston, ambitna i pracowita dziennikarka „Edge” nie sądziła, że przyjmując propozycję napisania demaskatorskiego artykułu o bezwzględnym i zabójczo przystojnym biznesmanie, Malcolmie Saintcie i próbując obnażyć jego mroczne sekrety, sama odkryje swoje najskrytsze pragnienia i straci głowę dla słynnego playboya, komplikując nie tylko jego życie, ale także i swoje. Gdy prawda o jej motywach w końcu wychodzi na jaw, dziewczyna jest zrozpaczona i wie, że nie będzie łatwo odzyskać zaufania mężczyzny, dla którego lojalność i wierność są najważniejsze, jednak jest zdeterminowana zrobić wszystko, by naprawić swój błąd i ponownie znaleźć drogę do jego serca. Gdy niespodziewanie Malcolm zaprasza ją do swojego biura na rozmowę, Rachel spodziewa się wszystkiego, tylko nie propozycji pracy. Dziewczyna nie zamierza mu jednak ulegać i postanawia udowodnić mu, że naprawdę go kocha i że zasługuje na drugą szansę.

 Po lekturze książki „Manwhore” Katy Evans, która zakończyła się chyba w najmniej odpowiednim momencie, z niecierpliwością wyczekiwałam kontynuacji, by przekonać się jak zakończy się historia Rachel i Malcolma. I gdy tylko drugi tom trafił w moje ręce od razu zabrałam się za czytanie. Muszę przyznać, że „Manwhore +1” nie sprostał do końca moim oczekiwaniom i zdecydowanie nie dorównał swojej poprzedniczce. Początek zapowiadał się naprawdę intrygująco i bez wątpienia trzymał w napięciu; podobało mi się to, że tym razem to kobieta popełniła błąd i musi walczyć o mężczyzną, a nie na odwrót, dlatego byłam ciekawa, w jaki sposób autorka rozwiąże główny problem między bohaterami. Niestety Katy Evans potraktowała ten wątek nieco powierzchownie, zbyt szybko godząc Rachel i Malcolma. Dalsza część historii nie była już tak ekscytująca i zaskakująca jeżeli chodzi o fabułę, jednak autorka bez wątpienia nie zawodzi w budowaniu seksualnego napięcia i pełnych namiętności, podnoszących temperaturę i pobudzających wyobraźnię zbliżeń między bohaterami, które czyta się z wypiekami na twarzy. Mimo kilku mankamentów, dzieło amerykańskiej autorki czytałam z przyjemnością i pozycja ta dobrze się sprawdziła w roli lekkiej, niewymagającej lektury, przy której można się odprężyć i oderwać od codzienności. „Manwhore +1” to bez wątpienia bezpruderyjna, elektryzująca i rozpalająca zmysły historia, pełna iskier i gorących scen, która będzie świetną propozycją dla fanów twórczości Katy Evans, jak również entuzjastek literatury erotycznej, które liczą przede wszystkim na coś niezobowiązującego i nieskomplikowanego. Jeżeli mieliście okazję zapoznać się z pierwszą częścią i przypadła wam do gustu, to zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po tom drugi, by przekonać się, jak potoczy się dalsza historia Malcolma i Rachel. Ja będę z niecierpliwością czekać na kolejne części serii „Manwhore” i mam nadzieję, że pojawią się u nas już niedługo! ;)

Jessie Burton „Muza”

Burton_Muza_mTytuł: „Muza”

Autor: Jessie Burton

Wydawnictwo: Literackie

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 480

logoliterackie

NOTA WYDAWCY:

Po jednej stronie płótna dziewczyna trzyma odciętą głowę swojej siostry, po drugiej − lew, który za chwilę poderwie się do zabójczego skoku… Obraz, który latem 1967 roku trafia do renomowanej galerii w Londynie, elektryzuje środowisko marszandów. To może być „śpioch”, dzieło młodego hiszpańskiego artysty z lat 30. XX wieku zaginione w trakcie wojny. Potwierdzają to listy z muzeum Prado oraz fundacji Peggy Guggenheim. Wskutek szczególnego zbiegu okoliczności stenotypistka zatrudniona w galerii, 26-letnia Odelle Bastien, trafia na trop fascynującej historii z Andaluzji roku 1936. Losy Harolda Schlossa, Żyda z Wiednia, który pośredniczy w sprzedaży dzieł Kokoschki, Klee i Klimta, jego pięknej żony Sary i niezwykle uzdolnionej córki Oliwii, w nieoczekiwany sposób splotą się z jej własnym. Czarnoskórej imigrantki z Trynidadu, która choć nagrodzona prestiżowym literackim wyróżnieniem za debiutanckie opowiadanie, z trudem znajduje swoje miejsce w ksenofobicznym Londynie.

 W tej pięknej powieści Jessie Burton raz jeszcze porywa nas w czarowny świat sztuki i artystów, namacalnie wręcz dając odczuć atmosferę minionych dekad, pełną wewnętrznych napięć i niepokoju. Mądra i poruszająca książka o kobiecości, miłości, wolności i sztuce.

Niełatwo powtórzyć spektakularny sukces debiutu, jakim była Miniaturzystka, przetłumaczona na 36 języków i sprzedana w nakładzie miliona egzemplarzy. A jednak Jessie Burton się udało! Mistrzowski akord.

OPINIA WŁASNA:

Życie 26-letniej Odelle Bastien, pochodzącej z Trynidadu nigdy nie było łatwe, a Londyn, który początkowo jawił się jako miejsce pełne możliwości i miał być spełnieniem jej marzeń i ambicji, okazał się ksenofobicznym i pełnym uprzedzeń światkiem, w którym czarnoskóra imigrantka z kolonii brytyjskiej z trudem potrafi się odnaleźć. Po pięciu latach znienawidzonej pracy w sklepie obuwniczym, wykształcona i pracowita Odelle zostaje zatrudniona przez ekscentryczną i tajemniczą Marjorie Quick jako maszynistka w Instytucie Sztuki Skeltona, nie wiedząc, że od tej pory jej życie diametralnie się zmieni. Do prestiżowej galerii niespodziewanie trafia niesamowity obraz, który może być zaginionym w czasie wojny dziełem uzdolnionego hiszpańskiego malarza, Izaaka Roblesa i ma szansę stać się wielkim artystycznym odkryciem.

„Muza” to druga książka brytyjskiej autorki, Jessie Burton, która zasłynęła bestsellerową powieścią „Miniaturzystka”. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z jej debiutanckim dziełem, ale lektura „Muzy” niewątpliwie mnie do tego zachęciła. Sięgając po tę pozycję, byłam pełna obaw, bo nie wiedziałam do końca czego się spodziewać, jednak pochlebne opinie ostatecznie przekonały mnie do tego, że warto dać szansę Jessie Burton. „Muza” okazała się błyskotliwą i urzekającą od pierwszych stron opowieścią o enigmatycznym świecie artystów, inwencji twórczej, miłości, pożądaniu i tajemnicach, która wywołuje wiele sprzecznych emocji. Dawno nie miałam do czynienia z tak świetnie skonstruowaną, wielowymiarową i dopracowaną pod każdym względem historią.

Brytyjska pisarka w swojej najnowszej powieści zabiera nas w niezgłębiony, pełen obsesji, intryg, namiętności i sekretów świat artystów, który jest jednocześnie fascynujący i niepokojący, ale z pewnością nie pozostawia obojętnym. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z takim dziełem i muszę przyznać, że Jessie Burton udało się wywrzeć na mnie niesamowite wrażenie. „Muza” to niezwykle absorbująca, poruszająca wyobraźnię i hipnotyzująca opowieść z pełnokrwistymi i nietuzinkowymi bohaterami, która piekielnie wciąga i od której nie sposób się oderwać. Jest to jedna z tych książek, w której smakuje się każde słowo i którą kończy się z żalem. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z tą pozycją, serdecznie do tego zachęcam. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

 

Rainbow Rowell „Nie poddawaj się”

nie-poddawaj-sie_-wzlot-i-upadek-simona-snowa_9788327620620Tytuł: „Nie poddawaj się”

Autor: Rainbow Rowell

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 512

harper

 NOTA WYDAWCY:

Ulubiony książkowy bohater znanej z „Fangirl” Cathy powraca z własną historią.

Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat on uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka.

Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami.

„Nie poddawaj się” to powieść o magii, duchach, miłości i tajemnicy. Jest w niej tyle pocałunków i sekretów, ile można się spodziewać w książce Rainbow Rowell, autorki „Fangirl”, ale pojawia się tu znacznie więcej wampirów i innych potworów.

OPINIA WŁASNA:

18-letni Simon Snow po wakacjach spędzonych w sierocińcu w świecie Normalnych wraca do Watfordzkiej Szkoły Czarodziejów, by odbyć tam ostatni rok nauki. Mimo iż dysponuje największą mocą i uważany jest za najpotężniejszego czarodzieja, to wciąż ma problem z kontrolowaniem swojej magii i bywa zagrożeniem dla wszystkich znajdujących się w jego otoczeniu. Nie wie też, jak rozprawić się z niebezpiecznym i podstępnym Szaroburem, który próbuje zniszczyć cały magiczny świat i od kilku lat nie daje mu spokoju. Nie pomaga też fakt, że pokój musi dzielić ze swoim odwiecznym wrogiem, wampirem Bazem, który ciągle spiskuje przeciwko niemu, a jego mentor i opiekun każe mu opuścić ukochaną szkołę i ukryć się w bezpiecznym miejscu. Simon nie zamierza jednak porzucić przyjaciół i uciekać, tylko za wszelką cenę chce stawić czoło niebezpieczeństwu, jakie na nich czyha.

„Nie poddawaj się. Wzlot i upadek Simona Snowa” to już moje trzecie spotkanie z twórczością amerykańskiej autorki, Rainbow Rowell, która tym razem postanowiła osadzić swoją historię w świecie fantasy, a za cel obrała sobie główną postać z fanfiction, które pisała Cath – bohaterka książki „Fangirl”. Na początku trochę obawiałam się tego spotkania, bo „Nie poddawaj się” w sporej mierze opiera się na serii o Harrym Potterze i pomimo znaczących modyfikacji, trudno nie doszukiwać się podobieństw. Początek opowieści o Simonie Snowie nie był najlepszy i z trudem przebrnęłam przez pierwsze kilkadziesiąt stron, które bardzo mi się dłużyły i ich przeczytanie zajęło mi sporo czasu. Na szczęście wraz z pojawieniem się Baza historia zaczęła nabierać barw i stała się bardziej interesująca. Muszę przyznać, że ta pozycja przypadła mi bardziej do gustu, niż książka „Załącznik” tej autorki, z którą miałam okazję niedawno się zapoznać, choć nie obyło się bez kilku potknięć, zwłaszcza na początku. „Nie poddawaj się. Wzlot i upadek Simona Snowa” to przesycona czarem, niepowtarzalną atmosferą i pełna uroku opowieść o sile przyjaźni, niespodziewanej miłości oraz wyjątkowych czarodziejach i innych magicznych stworzeniach, w której nie brakuje charakterystycznego humoru autorki i zaskakującego wątku miłosnego. Amerykańska autorka serwuje swoim czytelnikom nietuzinkową historię pełną magii, tajemnic i nieoczekiwanych zwrotów, która świetnie się sprawdzi w roli lekkiej i niezobowiązującej lektury. Pozycję tę z pewnością docenią miłośnicy niepowtarzalnego pióra Rainbow Rowell oraz entuzjaści fantastyki.

Leigh Bardugo „Szóstka wron”

szostkawron11Tytuł: „Szóstka wron”

Autor: Leigh Bardugo

Wydawnictwo: MAG

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 496

Moja ocena: 8/10 – rewelacyjna

MAGlogo

NOTA WYDAWCY:

Sześcioro niebezpiecznych wyrzutków.
Jeden niewykonalny skok.

Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, która z pozoru wydaje się niewykonalne:

– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy)
– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat)
– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać).

Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem.

OPINIA WŁASNA:

17-letni Kaz Brekker, bezwzględny i przebiegły przywódca gangu Szumowin, którego przeszłość okryta jest tajemnicą, jest znanym i budzącym postrach przestępcą, znanym z tego, że trudno go złapać. Pewnego dnia na swojej drodze spotyka mężczyznę, który składa mu propozycję nie do odrzucenia: włamanie się do Lodowego Dworu i uwolnienie zakładnika, a w zamian taką sumę pieniędzy, o jakiej nawet nie śmiał marzyć.  Problem w tym, że miejsce do którego musiał się włamać, to pilnie strzeżona twierdza, której nikomu nie udało się dotąd zdobyć, a już z pewnością wyjść stamtąd żywo. Kaz doskonale zdawał sobie sprawę, że żeby wykonać to zadanie, potrzebował do tego szaleńców albo ludzi na tyle zdesperowanych, żeby podjąć tak wielkie ryzyko, jednocześnie świadomych tego, że mogą z tej misji nigdy nie wrócić…

 „Szóstka wron” to książka autorstwa amerykańskiej pisarki, Leigh Bardugo, która zasłynęła oryginalną i pełną magii trylogią dla młodzieży, „Grisza”. Nie miałam do tej pory okazji zapoznać się z twórczością autorki, ale gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach jej najnowszy bestseller, wiedziałam, że muszę go przeczytać i z niecierpliwością czekałam na premierę. „Szóstka wron” to pozycja, która szybko zdobyła serca czytelników, zbierając wysokie noty i niesamowicie pochlebne opinie na zagranicznych portalach, a każda z nich tylko zaostrzała mój apetyt. Z drugiej jednak strony te pozytywne opinie sprawiły także, że miałam wobec tej pozycji wysokie oczekiwania i przed sięgnięciem po nią, bałam się trochę, że nie uda się jej im sprostać. Na szczęście moje wątpliwości szybko zostały rozwiane, bo „Szóstka wron” okazała się być fenomenalną lekturą, od której nie sposób się oderwać. Nie jestem fanką kilkuosobowej narracji, jednak Leigh Bardugo poradziła sobie z nią świetnie, tworząc pełnokrwistych i wielowymiarowych bohaterów, którymi kierowały różne pobudki i motywy i którzy budzili sprzeczne emocje, jednak z pewnością nie pozostawali obojętni. Każdy z nich był fascynujący i intrygujący na swój sposób, co sprawiło, że ich historie śledziło się z zaangażowaniem i nie było miejsca na nudę. Na uwagę zasługuje też bez wątpienia złożony, genialnie skonstruowany i starannie dopracowany świat, w którym rozgrywa się historia, jak również pełna błyskotliwych dialogów i nieprzewidywalnych rozwiązań fabuła. „Szóstka wron” to wypełniona akcją i zaskakującymi zwrotami opowieść o szóstce młodocianych przestępców, którzy postanawiają podjąć się niewykonalnej misji, przeżywając tym samym przygodę ich życia.  To mroczna, miejscami niepokojąca i piekielnie wciągająca historia, pełna przewrotnego humoru i niesamowitych bohaterów. Już dawno nie miałam okazji zapoznać się tak rewelacyjną i barwną książką fantasy, która wywarłaby na mnie tak pozytywne wrażenie! Leigh Bardugo udało się mnie zaskoczyć i z niecierpliwością będę wyczekiwać na kontynuację, która mam nadzieję, ukaże się już niedługo ;) Serdecznie polecam wszystkim miłośnikom literatury fantasy, jak również fanom twórczości autorki – to z pewnością pozycja, której nie możecie przegapić!

Matthew Quick „Wszystko to, co wyjątkowe”

wszystko-to-co-wyjatkowe_9788327619952Tytuł: „Wszystko to, co wyjątkowe”

Autor: Matthew Quick

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 256

harper

 NOTA WYDAWCY:

Kolejna niezwykła powieść autora Poradnika pozytywnego myślenia.

 Oto Nanette. Wzorowa uczennica, gwiazda szkolnej ligi piłkarskiej i posłuszna córka. Zawsze robi to, czego się od niej oczekuje.

Ale wszystko zmienia się w dniu, w którym dostaje podniszczony egzemplarz Kosiarza balonówki – tajemniczej, niewydawanej od lat kultowej powieści. Nanette czyta ją dziesiątki razy. Chce być taka jak główny bohater. Chce być buntowniczką.

Choć udaje wygadaną rebeliantkę, w środku to jednak ta sama Nanette, samotna introwertyczka, która usiłuje znaleźć swoje miejsce w nieprzyjaznym świecie. Zmuszona dokonać kilku trudnych wyborów nauczy się, że za bunt trzeba czasem zapłacić wysoką cenę.

OPINIA WŁASNA:

18-letnia Nanette O’Hare jest kapitanem szkolnej drużyny piłkarskiej, świetną uczennicą i dobrą córką. Nigdy nie sprawiała problemów i robiła to, co kazali jej rodzice, nawet jeśli nie zawsze się z nimi zgadzała. Nastolatka za wszelką cenę próbowała się dopasować i postępować tak jak jej rówieśnicy, ale w głębi duszy zawsze czuła, że jest inna i nikt jej nie rozumie. Gdy pewnego dnia otrzymuje w prezencie od ulubionego nauczyciela stary egzemplarz „Kosiarza balonówki”, jej świat ulega diametralnej zmianie. Nanette dostaje obsesji na punkcie tajemniczej książki i jej głównego bohatera, który staje się dla niej wzorem do naśladowania i sprawia, że zaczyna się buntować. Dziewczyna postanawia także skontaktować się z autorem, by dowiedzieć się, co kryje się za niejednoznacznym zakończeniem historii i poznać odpowiedzi na nurtujące ją pytania…

 „Wszystko to, co wyjątkowe” autorstwa amerykańskiego pisarza Matthew Quicka to pozycja, na którą czekałam już od jakiegoś czasu, dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy okazało się, że Wydawnictwo HarperCollins postanowiło ją wydać. Miałam już styczność z twórczością tego pisarza i bardzo dobrze wspominam to spotkanie, dlatego nie mogłam się doczekać lektury jego najnowszego dzieła. Opinie na zagranicznych portalach były niezwykle pochlebne, dlatego tym bardziej byłam ciekawa tej historii. I zdecydowanie się nie zawiodłam. Matthew Quick’owi po raz kolejny udało się stworzyć oryginalną i trafiającą do czytelnika opowieść z niepowtarzalnymi i wielowymiarowymi osobowościami, z którymi wiele nastoletnich odbiorców z pewnością może się utożsamić. „Wszystko to, co wyjątkowe” to słodko-gorzka lektura, w której nic nie jest czarno-białe i którą trudno jednoznacznie ocenić, ale jest to bez wątpienia pozycja, która nie pozostawia obojętnym. Amerykański pisarz snuje poruszającą i niezwykle błyskotliwą opowieść o dorastaniu, samotności, wyobcowaniu i odnajdywaniu się w skomplikowanej rzeczywistości. To bez wątpienia idealna propozycja dla entuzjastów nietuzinkowych i skłaniających do refleksji książek oraz fanów literatury młodzieżowej. Jeżeli szukacie wartościowej, niebanalnej i zapadającej w pamięć historii, która da wam do myślenia, to serdecznie zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę. Dla wielbicieli twórczości Matthew Quicka „Wszystko to, co wyjątkowe” jest zdecydowanie pozycją, której nie można przeoczyć ;)

Rainbow Rowell „Załącznik”

zalacznik_9788327620736

Tytuł: „Załącznik”

Autor: Rainbow Rowell

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 416

harper

 NOTA WYDAWCY:

Lincoln O’Neill nie może uwierzyć, że jego praca polega na czytaniu cudzych e-maili. Zgłaszając się na stanowisko „administratora bezpieczeństwa danych”, wyobrażał sobie, że będzie budował systemy zabezpieczeń i odpierał ataki hackerów – a nie pisał raport za każdym razem, gdy dziennikarz działu sportowego prześle koledze sprośny dowcip.

            Natrafiwszy na e-maile Beth i Jennifer, wie, że powinien wysłać im upomnienie. Ale ich pokręcona korespondencja na temat spraw osobistych bawi go i wciąga.

            Kiedy sobie uświadamia, że zakochał się w Beth, jest już za późno, żeby tak po prostu nawiązać z nią znajomość.

            Co miałby jej powiedzieć…?

         „To ja jestem tym facetem, który czyta twoje e-maile… i kocham cię?”

OPINIA WŁASNA:

28-letni Lincolm O’Neill jest samotnikiem i wciąż mieszka z nadopiekuńczą matką, mimo iż wie, że już dawno powinien zacząć żyć na własną rękę. Po zawodzie miłosnym, który miał miejsce kilka lat temu, odciął się od życia towarzyskiego i przestał szukać drugiej połówki, przekonany, że nigdy jej nie znajdzie. Praca na nocną zmianę mu to ułatwia, jednak nie wyobrażał sobie, że odpowiadając na ogłoszenie w sprawie pracy na stanowisko administratora bezpieczeństwa informatycznego, będzie musiał się zajmować się czytaniem cudzych e-maili. Mężczyzna czuje się winny, że dostaje pieniądze praktycznie za nic i narusza prywatność swoich kolegów z pracy, ale na razie nie jest w stanie zrezygnować, mimo iż chciałby robić coś bardziej pożytecznego. Gdy pewnego dnia do jego skrzynki trafia korespondencja dwóch przyjaciółek, Beth i Jennifer, z jakiegoś niezrozumiałego powodu nie wysyła im upomnienia, mimo iż naruszyły kilka zasad bezpieczeństwa. Co gorsza, ich zabawna i niebanalna wymiana zdań zaczyna go wciągać i nie potrafi przestać czytać ich wiadomości…

Z twórczością amerykańskiej autorki, Rainbow Rowell miałam okazję spotkać się już jakiś czas temu – przy okazji czytania jej bestsellerowej powieści dla młodzieży „Eleonora i Park”, która wywarła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Tym razem postanowiłam sięgnąć po jej debiutancką książkę, czyli „Załącznik”. Zarys fabuły mnie zaintrygował i byłam ciekawa, jaka historia kryje się pod tak obiecującym opisem. Rainbow Rowell z pewnością udało się po raz kolejny mnie zaskoczyć, choć sama opowieść wywołuje dość sprzeczne odczucia i trudno ją jednoznacznie ocenić. Amerykańska autorka napisała ciepłą,  czarującą i niesamowicie wciągającą historię, która zaskakuje nieprzewidywalnością i nietuzinkowością, jednocześnie będąc nieco kontrowersyjną. No bo czy z naruszania cudzej prywatności może wyjść coś dobrego? A tym bardziej wielka miłość niczym z komedii romantycznej? Muszę przyznać, że zakończenie tej książki wydało mi się nieco naciągane i nieprawdopodobne, ale nie mogę zaprzeczyć, że Rainbow Rowell udało się stworzyć najbardziej nietypową, zadziwiającą i osobliwą historię miłosną, z jaką miałam okazję się spotkać. Kolejnym plusem są niewątpliwie oryginalne i przezabawne e-maile między Jennifer i Beth, które zajmują dosyć sporą część treści, a mimo to nigdy nie nudzą. Tak naprawdę te dwie bohaterki poznajemy z ich korespondencji i muszę przyznać, że autorka naprawdę świetnie się w tym sprawdziła. Czy polecam lekturę „Załącznika”? Oczywiście! Nie jest to historia pozbawiona wad, ale jeśli macie ochotę na niebanalną i zaskakującą opowieść o przyjaźni, życiowych dylematach i skomplikowanych relacjach międzyludzkich, to zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję ;)

Katy Evans „Manwhore”

Manwhore-72Tytuł: „Manwhore”

Autor: Katy Evans

Wydawnictwo: Kobiece

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 400

Moja ocena: 6/10 –  dobra

kobiece logo

 NOTA WYDAWCY:

KIPIĄCA ZMYSŁOWOŚCIĄ TRYLOGIA EROTYCZNA SŁYNNEJ KATY EVANS

Czy można odkryć, kim naprawdę jest najzamożniejszy playboy z Chicago, i nie zatracić przy tym swego serca i duszy?

Malcolm Kyle Preston Logan Saint to bogaty, bardzo wpływowy i obłędnie przystojny biznesmen z Chicago. Wokół jego osoby krąży mnóstwo legend, sam Malcom zaś owiany jest nimbem tajemniczości.

Mężczyźnie wydaje się, że już nic nie jest w stanie go zaskoczyć. W jego życiu sporo jednak namiesza nagłe pojawienie się Rachel Livingston – młodej, utalentowanej i pięknej dziennikarki. Rachel otrzyma zlecenie przeprowadzenia wywiadu ze słynnym Malcomem Saintem i odkrycia tego, kim naprawdę jest mężczyzna będący na językach wszystkich mieszkańców Chicago.

Czy Rachel uda się odkryć prawdziwe oblicze Malcolma? A może to Malcolm odkryje prawdziwą Rachel?

Tę wciągającą opowieść o namiętnej i czułej miłości przeczytałam dosłownie w jeden wieczór. A pan Malcolm Saint? Cóż… niezłe z niego ciacho!
– Sylvia Day, bestsellerowa autorka „Dotyku Crossa”

OPINIA WŁASNA:

23-letnia Rachel Livingston jest atrakcyjną i ambitną dziewczyną, która zrobiłaby wszystko dla rodziny i przyjaciół. Od ponad dwóch lat jest dziennikarką „Edge” i uwielbia swoją pracę, jednak przyszłość magazynu, który z trudem utrzymuje się na rynku, jest bardzo niepewna i kobieta obawia się, że w każdej chwili może ją stracić. Gdy dostaje propozycję napisania kontrowersyjnego artykułu o nieuchwytnym i tajemniczym biznesmanie z Chicago, nie waha się ani chwili. 27-letni Malcolm Saint jest bogatym i zabójczo przystojnym playboyem, który jest na ustach wszystkich, jednak jego życie prywatne wciąż pozostaje zagadką i nikt nie wie, jaki jest naprawdę i co ukrywa. Gdy Rachel udaje się umówić z nim wywiad, jest zdeterminowana, by obnażyć jego prawdziwą twarz, nawet jeśli będzie musiała grać nieczysto, jednak nie jest przygotowana na uczucie, które niespodziewanie pojawi się między nimi i wywróci jej życie do góry nogami…

„Manwhore” to pierwszy tom nowej serii amerykańskiej autorki Katy Evans, która zdobyła popularność dzięki bestsellerowej powieści „Real”. I chociaż ta pozycja nie zrobiła na mnie większego wrażenia, to muszę przyznać, że odkąd zobaczyłam w zapowiedziach jej najnowszą książkę, z niecierpliwością czekałam na jej premierę. Sięgając po „Manwhore” nie miałam zbyt wielkich oczekiwań i liczyłam przede wszystkim na lekką i nieskomplikowaną historię przy której będę się dobrze bawić, jednak spotkało mnie naprawdę pozytywne zaskoczenie, bo książka okazała się o wiele lepsza od debiutanckiego dzieła autorki. Najbardziej spodobała mi się kreacja postaci, szczególnie głównego bohatera, który był enigmatyczny i fascynujący, dzięki czemu lektura tej pozycji była zdecydowanie przyjemniejsza. „Manwhore” Katy Evans to bez wątpienia dobre rozpoczęcie świetnie zapowiadającej się serii. Amerykańska autorka stworzyła ekscytującą, rozpalającą zmysły i pobudzającą wyobraźnię historię, która mimo pewnej schematyczności i przewidywalności, piekielnie wciąga i intryguje do samego końca. Nie mogłam się oderwać i z niecierpliwością będę czekać na kolejny tom, który mam nadzieję, pojawi się już niedługo ;) Jeżeli podobała wam się seria „Real”, to „Manwhore” również powinien przypaść wam do gustu. Polecam entuzjastkom literatury erotycznej i osobom, które mają ochotę na odprężającą i niezobowiązującą lekturę z pieprzykiem.

Anna McPartlin „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu”

gdzies-tam-w-szczesliwym-miejscu_9788327620712Tytuł: „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu”

Autor: Anna McPartlin

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 400

Moja ocena: 7,5/10 – bardzo dobra z plusem

harper

 NOTA WYDAWCY:

Zerkam niespokojnie na widownię. Czy znajdę dość sił, by opowiedzieć ludziom o moim synu?

Jeremy był dobrym, wrażliwym chłopcem, kochałam go tak, jak potrafią tylko matki. Mam poczucie winy, bo daleko mi do ideału. Za długo tkwiłam w związku z jego ojcem-katem, który terroryzował mnie przez lata. Nie zawsze ogarniałam rzeczywistość, czasami przytłaczała mnie proza życia. Nie było mi łatwo pracować na dwa etaty, opiekować się chorą matką, która przestała być sobą, i znosić zmienne nastroje nastoletniej córki. Ból po stracie syna nigdy nie zelżeje, ale wciąż mam dla kogo żyć. Co cię nie zabije, to cię wzmocni…

Mój syn umarł 1 stycznia 1995 roku.  Minęło dwadzieścia lat, a ja stoję przed grupą obcych ludzi, by im o nim opowiedzieć.

Głęboki wdech. Zaczynajmy.

OPINIA WŁASNA:

34-letnia Maisie Bean jest samotną matką, która wychowuje dwójkę dzieci i pracuje na dwa etaty, by związać koniec z końcem. Kobieta nigdy nie miała łatwego życia, nawet gdy po latach małżeństwa pełnego przemocy i upokorzeń udało jej się wreszcie uwolnić od znęcającego się nad nią męża, który niespodziewanie zniknął z jej życia. Początkowe szczęście i poczucie bezpieczeństwa zaburzyła choroba jej matki; demencja sprawiła, że kobieta stała się agresywna i nieprzewidywalna i wymagała ciągłej uwagi. Wielką podporą był dla niej 16-letni syn – dobry, spokojny i uczynny chłopak, który nie sprawiał problemów i chętnie opiekował się ukochaną babcią. Gdy Jeremy pewnego dnia nie wrócił do domu, świat Maisie wywrócił się do góry nogami, jednak nie spodziewała się, że nagłe zniknięcie syna stanie się początkiem wielkiej tragedii, która na zawsze zmieni jej życie.

Z twórczością irlandzkiej pisarki, Anny McPartlin miałam okazję po raz pierwszy się spotkać czytając jej bestsellerowe „Ostatnie dni Królika”. Książka wywarła na mnie dobre wrażenie, jednak nie udało jej się mnie zachwycić i dosyć szybko o niej zapomniałam, dlatego wahałam się przed sięgnięciem po jej kolejną powieść. Bardzo pochlebne opinie na zagranicznych portalach ostatecznie mnie przekonały i postanowiłam dać kolejną szansę autorce. I muszę przyznać, że żałowałabym, gdybym tego nie zrobiła, bo książka „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i okazała się dokładnie taką lekturą, jakiej szukałam – emocjonującą i poruszającą czułe struny duszy. Mimo iż od początku wiedziałam, jak zakończy się ta historia, do samego końca miałam nadzieję, że przyjmie inny obrót. I ostatecznie skończyłam ze złamanym sercem i masą ambiwalentnych odczuć.

 „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” to przede wszystkim historia o tragediach – tych małych i tych wielkich; tragediach, które były nieuchronne, ale też tragediach, których można było uniknąć, gdyby świat nie potępiał inności i wykazywał większą tolerancję dla tych, którzy tacy byli. Annie McPartlin udało się stworzyć niezwykle poruszającą, angażującą emocjonalnie i zapadającą w pamięć opowieść, która trafia do serca i zmusza do refleksji. Już dawno nie miałam okazji zapoznać się z tak wyrazistą i  niebanalną pozycją, która wywołałaby we mnie tyle sprzecznych uczuć. „Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” to jedna z tych nielicznych i wyjątkowych książek, które mają coś wartościowego do przekazania i które się przeżywa, dlatego serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią. Dla fanów twórczości autorki lektura obowiązkowa!

Magda Stachula „Idealna”

Stachula_IdealnTytuł: „Idealna”

Autor: Magda Stachula

Wydawnictwo: Znak Literanova

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 384

Moja ocena: 5/10 –  przeciętna

logo-znak-litera-nova

NOTA WYDAWCY:

Dla fanów Dziewczyny z pociągu

Anita prawie nie wychodzi z domu. Podgląda ludzi przez kamery miejskiego monitoringu. To jej okno na świat, które pozwala kontrolować wszystko i wszystkich. I zapomnieć o sypiącym się małżeństwie oraz dziecku, które bardzo chciałaby mieć.
Pewnego dnia znajduje w szafie sukienkę, której nie kupiła. Później szminkę, która do niej nie należy. Potem wydarza się coś jeszcze…

Ktoś wie o niej wszystko. I powoli realizuje swój plan.

Thriller psychologiczny, którego nie będziesz mógł odłożyć.

Takiej autorki jeszcze w Polsce nie było.

OPINIA WŁASNA:

Młoda i atrakcyjna Anita do niedawna była spełnioną zawodowo kobietą i szczęśliwą mężatką i wydawać by się mogło, że świat leży u jej stóp. Wszystko jednak uległo diametralnej zmianie, gdy wraz z mężem zaczęła się starać o dziecko, które miało być dopełnieniem jej udanego życia. Niegdyś towarzyska i pełna optymizmu, zamieniła się w sfrustrowaną i zgorzkniałą kobietę, która unika wychodzenia z domu, z wyjątkiem wizyt u ginekologa i której hobby stało się podglądanie obcych ludzi przez kamery online. Gdy jej idealne małżeństwo powoli chyli się ku upadkowi, a w swoich rzeczach zaczyna znajdować przedmioty, które nigdy do niej nie należały, Anita postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i udowodnić, że to nie jest tylko wytwór jej wyobraźni i że ktoś nieproszony wdarł się do ich życia…

 „Idealna” Magdy Stachuli zaintrygowała mnie od chwili, w której zobaczyłam ją w zapowiedziach, dlatego chciałam się z nią zapoznać, gdy tylko trafiła na rynek. Zwykle jednak podchodzę bardzo ostrożnie do debiutów, dlatego wahałam się przed sięgnięciem po nią. Świetna reklama i wyjątkowo pochlebne recenzje innych czytelników ostatecznie mnie przekonały, dlatego postanowiłam dać szansę nowej autorce i zaryzykować. Muszę przyznać, że podeszłam do lektury z wielkim entuzjazmem i z jeszcze większymi oczekiwaniami, dlatego tym większe było moje rozczarowanie, gdy książka okazała się być nie taka idealna. Debiut Magdy Stachuli porusza problemy niepłodności, braku komunikacji w małżeństwie, skomplikowanych relacjach damsko-męskich, jednak niestety mimo tych ważnych kwestii, historia sama w sobie nie zaskakuje i jest dosyć przewidywalna. Nastawiłam się na trzymający w napięciu thriller psychologiczny, a dostałam w głównej mierze średnią obyczajówkę z nie do końca wykorzystanym potencjałem. Bo ten potencjał bez wątpienia był i sam pomysł na historię był naprawdę dobry i intrygujący. Jeżeli chodzi o pozytywy, to muszę przyznać, że bardzo przypadł mi do gustu styl autorki i mimo iż książka sama w sobie było średnio absorbująca, to nie mogłam się oderwać i pochłonęłam ją w jeden dzień. Kreacji postaci też nie mogę nic zarzucić, bo bez wątpienia są to bohaterowie wyraziści i wielowymiarowi, których nie można jednoznacznie ocenić. Mimo iż „Idealna” nie spełniła do końca moich oczekiwań, to z pewnością nie będzie to moje ostatnie spotkanie z twórczością autorki i z niecierpliwością będę czekać na jej kolejne dzieła.

Carole Matthews „Moje miejsce na ziemi”

moje

Tytuł: „Moje miejsce na ziemi”

Autor: Carole Matthews

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 432

Moja ocena: 6/10 – dobra 

harper

 NOTA WYDAWCY:

Ayesha ucieka od brutalnego męża razem z córką. Znajdują  bezpieczne schronienie w wielkim domu byłej gwiazdy popu, Haydena Danielsa, który od paru lat ukrywa się przed ludźmi. W domu Haydena mieszkają również inne osoby po przejściach: Crystal, tancerka w nocnym klubie, i Joy, emerytka w permanentnie złym humorze. Wszyscy samotni, pokiereszowani przez życie, tworzą niekonwencjonalną rodzinę. Jednak mąż Ayeshy nie daje za wygraną. Za wszelką cenę chce ją odnaleźć i ukarać.

 Wzruszająca i optymistyczna powieść o tym, że zawsze można zacząć od nowa, znaleźć przyjaźń, miłość i własne miejsce na ziemi. 

OPINIA WŁASNA:

Ayesha opuściła rodzinną Sri Lankę, by rozpocząć nowe życie w Anglii u boku świeżo poślubionego męża, Suresha Rasheeda, jednak początkowa sielanka szybko zamieniła się w koszmar. Po latach znęcania fizycznego i psychicznego kobieta postanawia uciec, by ratować siebie i swoją ośmioletnią córeczkę Sabinę, która wskutek szoku przestała mówić. Gdy docierają do Londynu, udaje im się znaleźć schronienie u znanego piosenkarza, Haydena Danielsa, który po stracie ukochanej porzucił karierę muzyczną i zaszył się w swojej wielkiej willi. Mężczyzna gości również dwójkę innych, samotnych ludzi – otwartą i przyjacielską Crystal, która pracuje jako striptizerka oraz zgryźliwą i wiecznie narzekającą wdowę Joy, która zajmuje się ogrodem i uprawą warzyw. Ayesha jest przekonana, że wreszcie znalazła swój bezpieczny azyl i wraz z córką może zacząć żyć na nowo, jednak mąż kobiety nie zamierza tak łatwo odpuścić i jest zdeterminowany, by ją odnaleźć…

„Moje miejsce na ziemi” Carole Matthews to moje drugie spotkanie z twórczością autorki i choć nie wypadło tak dobrze, jak się spodziewałam, to z pewnością nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję. Carole Matthews po raz kolejny udało się mnie oczarować niepowtarzalną atmosferą historii, która sprawiła, że nie mogłam się oderwać od lektury i z niesłabnącą ciekawością śledziłam losy bohaterów. Jeżeli chodzi o minusy, to nie do końca przypadł mi do gustu wątek romantyczny, który niestety był słabo rozwinięty i nie wzbudził we mnie żadnych uczuć. To samo tyczy się samej historii, która mimo iż była wciągająca i nietuzinkowa,  nie była tak emocjonująca i angażująca, jak liczyłam. Dzieło brytyjskiej pisarki nie spełniło do końca moich oczekiwań, ale mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedziona, bo spędziłam z tą pozycją naprawdę przyjemny czas i z pewnością jeszcze nie raz do niej powrócę. To ciepła i budująca opowieść o poszukiwaniu szczęścia, przyjaźni, trudnych wyborach, skomplikowanych relacjach międzyludzkich, jak również o miłości, która przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. Carole Matthews stworzyła niesamowicie pozytywną i zachęcającą do refleksji historię, która wzrusza i jednocześnie napawa optymizmem, ucząc nas, że nigdy nie jest za późno by zmienić coś w swoim życiu.  Polecam miłośnikom powieści obyczajowych i fanom twórczości autorki :)

Sarah Dessen „Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej”

gwiazdka-z-nieba-i-jeszcze-wiecej

Tytuł: „Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej”

Autor: Sarah Dessen

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 448

Moja ocena: 6/10 – dobra 

harper

NOTA WYDAWCY:

Emaline właśnie skończyła liceum i jesienią wyjeżdża na studia. Na początku wakacji niespodziewanie zerwała z Lukiem. Chodzili ze sobą trzy lata i do niedawna myślała, że ten związek jest idealny. Tymczasem w nadmorskim miasteczku  pojawia się Theo, nowojorczyk, ambitny student szkoły filmowej. Wakacyjny romans? Czemu nie.

Do Colby przyjeżdża też na lato ojciec Emaline, który rzadko utrzymywał z nią kontakt. Emaline pociąga urok wielkiego świata, jaki roztaczają przed nią Theo i ojciec. Ambitna i pracowita, zawsze pragnęła gwiazdki z nieba i jeszcze więcej. Jednak nie można mieć wszystkiego, a marzenia nie zawsze się spełniają.

OPINIA WŁASNA:

18-letnia Emaline mieszka w małym, nadmorskim miasteczku i pracuje w rodzinnej firmie zajmującej się wynajmem nieruchomości. Inteligentna i pełna ambicji marzy jednak o czymś większym i nie zamierza zostawać w miejscu, które nie ma jej nic do zaoferowania. Z pomocą ojca, który niespodziewanie pojawił się w jej życiu i dzięki ciężkiej pracy, udaje jej się dostać na prestiżową uczelnię, jednak jest zmuszona zrezygnować z tej niepowtarzalnej szansy, gdy mężczyzna odmawia jej obiecanego wsparcia finansowego i zrywa z nią wszelki kontakt. Po wakacjach Emaline zamierza wyjechać z rodzinnej miejscowości i rozpocząć studia na Uniwersytecie East, gdzie dostała pełne stypendium. Gdy jej długoletni związek z Lukiem się rozpada, dziewczyna nawiązuje znajomość z 21-letnim Theo, który przebywa na stażu u znanej reżyserki i przyjechał do Colby kręcić film dokumentalny o miejscowym artyście.

„Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej” to moje czwarte spotkanie z piórem Sarah Dessen i podobnie jak poprzednie, to również wypadło pozytywnie, mimo iż nie obyło się bez kilku drobnych potknięć. Amerykańska autorka po raz kolejny stworzyła wciągającą i niesamowicie absorbującą historię, która mnie zauroczyła i skłoniła do wielu przemyśleń, mimo iż wiek nastoletni mam już za sobą. Sarah Dessen naprawdę potrafi pisać dla młodzieży i z każdą z kolejną książką coraz bardziej mnie w tym utwierdza, tworząc naturalne i przekonujące sylwetki bohaterów, z którymi wiele młodych czytelników może się utożsamić. Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić to byłaby to wtórność i podobieństwo do poprzednich pozycji, ale muszę przyznać, że w żaden sposób nie odbierało mi to przyjemności z czytania, bo liczyłam przede wszystkim na niewymagającą pozycję, która umili mi czas. „Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej” to pełna uroku, ciepła i optymizmu opowieść o wkraczaniu w dorosłość, marzeniach, poszukiwaniu własnej drogi i trudnych wyborach, przed którymi stoi każdy z nas. To świetna propozycja dla miłośników lekkich, nieskomplikowanych powieści młodzieżowych w wakacyjnym klimacie oraz dla tych, którzy mają ochotę na niezobowiązującą i przyjemną w odbiorze lekturę, przy której spędzą miło czas i która pozwoli im się na chwilę oderwać od rzeczywistości. Jeżeli jesteście fanami twórczości Sarah Dessen, to ta pozycja również nie powinna was zawieść.

Nowość od Wydawnictwa Psychoskok – „Życie i zdrowie masz tylko jedno”

Zostało jeszcze trochę dni wakacyjnych. A co byś powiedziała na taką propozycję: „Zaszalej z kolorami w swoim ubiorze”. Niech będzie to kolorowy zawrót głowy. Biel, czerwień, pomarańcz, żółty, zielony i inne kolory lata. Im bardziej kolorowo, tym weselej. Bo „Życie i zdrowie masz tylko jedno”. Zmień coś na zewnątrz. Ale nie tylko. Zmień coś w swoim życiu i w swoim wnętrzu. Przeczytaj książkę autorstwa Violetty Wróblewskiej pt. „Życie i zdrowie masz tylko jedno”. Pomoże Ci ona w zmianie swojego życia i poszukiwaniu równowagi pomiędzy własnym wnętrzem i tym, co na zewnątrz. Uczy, jak żyć w harmonii z prawami natury. Wprowadza w sekrety zdrowego odżywiania się. Zawiera  praktyczne wskazówki, w jaki sposób najlepiej zadbać o swoje ciało. Szczegółowo omawia tematykę codziennego dbania o zdrowie i uzdrawiania się z chorób natury psychicznej i fizycznej,  radzenia sobie ze stresem i trudnymi emocjami oraz kryzysami życiowymi. Prezentuje ćwiczenia oddechowe i przybliża praktykę medytacji. Przedstawia zestaw codziennych ćwiczeń na kręgosłup opartych na jodze i skoncentrowanych na świadomości ciała i oddechu. Książka ta może stać się pożytecznym przewodnikiem pomocnym w budowaniu bliskich, harmonijnych relacji i udanego związku, pielęgnowaniu miłości, odkrywaniu swojej misji życiowej oraz czerpaniu zadowolenia z pracy zawodowej.

psychoskok

Letnia sesja torebkowa na łonie natury z ulubioną książką wielu kobiet pt. „Życie i zdrowie masz tylko jedno”. Kobiet, które mają nie tylko słabość do modnych torebek, ale i wartościowych i inspirujących książek. W torebce można schować to wszystko, co jest potrzebne na co dzień każdej kobiecie. Można w niej znaleźć prawdziwe skarby: szminkę, notesik, lusterko, telefon, klucze…i ulubioną książkę. Zabierz ze sobą książkę autorstwa Violetty Wróblewskiej pt. „Życie i zdrowie masz tylko jedno”. Będziesz mogła poczytać ją w wolnym czasie, np.: przed spotkaniami, w przerwie na kawę. Będziesz  miała okazję na chwilę wypełnioną dawką pozytywnej energii, optymizmu, nadziei, dobroci i relaksu. A jak będziesz z niej zadowolona to zapewne sięgniesz po drugą książkę pt. „Studium sztuki lepszego życia”.

psychoskok1

Włóczykij lubi piesze, samotne wędrówki. Stara się mieć przy sobie jak najmniej potrzebnych mu rzeczy. Poszukuje własnej drogi życiowej i swoich źródeł poczucia szczęścia. Odkrywa to wszystko, co jest dla niego dobre oraz staje się codziennie „nowym, innym człowiekiem”. Idzie drogą kreacji życia. Drogą inspiracji. To co go pobudza do poszukiwania najlepszej drogi swojego życia to lektura dwóch książek autorstwa Violetty Wróblewskiej pt. „Życie i zdrowie masz tylko jedno” i „Studium sztuki lepszego życia”. W czasie swojej drogi, czytając obie książki, napawa się entuzjazmem i poszerza własną świadomość. Książki zachęcają go do zawalczenia o lepsze życie, pomimo tego, co obecnie przeżywa. Ktoś kiedyś powiedział, że są dwa cenne dni w życiu każdej osoby na tym świecie. Dzień narodzin i dzień, kiedy zdajemy sobie sprawę, po co się narodziliśmy i po co żyjemy. Podróż jest bardzo pomocna w odkryciu tego wszystkiego, co ważne w życiu. Mądrości tego świata głoszą, że jakość ludzkiego życia warto mierzyć ilością: odwagi, miłości, dobroci, sensu życia, radości, nadziei, wiary, mądrości wniesionej do własnego życia i innych osób. Warto czerpać mądrości życiowe z wartościowych i inspirujących książek. A do takich należą książki na kiju włóczykija.

psychoskok2

Sally Andrew „Przepisy na miłość i zbrodnię”

przepisy

Tytuł: „Przepisy na miłość i zbrodnię”

Autor: Sally Andrew

Wydawnictwo: Otwarte

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 480

Moja ocena: 6,5/10 – dobra z plusem

otwarte

NOTA WYDAWCY:

Tannie Maria kocha gotować, rozkoszować się jedzeniem i obdarowywać nim innych. W kuchni mogłaby spędzić całe życie. Prowadzi nawet rubrykę kulinarną w lokalnej gazecie – do czasu gdy okazuje się, że czytelnicy bardziej spragnieni są porad sercowych niż kulinarnych. Wtedy odkrywa, że potrafi znaleźć lekarstwo na kłopoty miłosne niemal każdego. Nie może jednak zapobiec tragedii, która wstrząsa społecznością Karru Małego. Tannie Maria wplątuje się w krwawą intrygę i sprowadza na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo. A gdy poznaje komisarza Henka Kannemeyera, wpada jak śliwka w kompot…

Smakowita kompozycja miłosnych i kryminalnych przypadków doprawiona odrobiną egzotyki. Pochłoniesz ją jak ulubione danie i będziesz marzyć o dokładce!

OPINIA WŁASNA:

Tannie Maria jest kobietą po pięćdziesiątce i ma za sobą wiele bolesnych doświadczeń, które sprawiły, że przestała wierzyć w miłość. Mieszka samotnie w spokojnym i urokliwym Karru, a jej szczególną pasją jest gotowanie i jedzenie, które według niej stanowi remedium na wszelkie troski i często pomaga jej przejść przez trudne chwile. Wraz ze swoją przyjaciółką Hattie pracuje w lokalnej gazecie i prowadzi rubrykę z przepisami kulinarnymi oraz poradami miłosnymi, która cieszy się dużą popularnością. Pewnego dnia otrzymuje list od czytelniczki, która pragnie uciec od znęcającego się nad nią męża i zacząć nowe życie. Niedługo po tym kobieta zostaje zamordowana, a Maria, czując się odpowiedzialna za jej śmierć, postanawia za wszelką cenę rozwikłać zagadkę jej zabójstwa, nie zważając na niebezpieczeństwo i ryzyko, jakie to ze sobą niesie.

„Przepisy na miłość i zbrodnię” to pierwszy tom kryminalnej serii,  rozgrywający się w egzotycznej scenerii Południowej Afryki i opowiadający o perypetiach tannie Marii – kobiety w średnim wieku, która kocha gotować i często ściąga na siebie kłopoty. Zwykle rzadko sięgam po debiuty i podchodzę do nich z wielką ostrożnością, jednak książka Sally Andrew zaintrygowała mnie na tyle, że ostatecznie postanowiłam zaryzykować i się z nią zapoznać. Nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań wobec tej pozycji, jednak mimo to zostałam pozytywnie zaskoczona. Choć początkowo trudno było mi się wgryźć w historię, to z czasem zaczęła ona nabierać tempa i nie mogłam się od niej oderwać. Fabuła książki jest przemyślana i dobrze skonstruowana, a bohaterowie wyraziści i nietuzinkowi, co sprawia, że ich losy śledzi się z niesłabnącym zainteresowaniem. Największą sympatię wzbudziła we mnie główna bohaterka oraz komisarz Kannemeyer, dlatego stopniowo rozwijający się wątek miłosny z ich udziałem bardzo przypadł mi do gustu i stanowił świetne dopełnienie powieści.  „Przepisy na miłość i zbrodnię” to początek niezwykle obiecującej i świetnie zapowiadającej się serii, która z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom jedzenia i intrygujących zagadek kryminalnych. Muszę przyznać, że dawno nie miałam okazji zapoznać się z tak dobrym debiutem. Sally Andrew stworzyła niesamowicie smaczną i wciągającą historię, która pobudza apetyt i sprawia, że chce się automatycznie sięgnąć po kontynuację, dlatego mam nadzieję, że wydawnictwo nie każe nam zbyt długo czekać ;). Jeżeli macie ochotę na niebanalną i pełną humoru opowieść o jedzeniu, miłosnych zawirowaniach i zbrodni, to koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

R. K. Lilley „Podniebny lot”

podniebny

Tytuł: „Podniebny lot”

Autor: R. K. Lilley

Wydawnictwo: Editio

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 320

editio

NOTA WYDAWCY:

Bianca jest wysoką, szczupłą pięknością o jasnozłotych włosach, stewardessą w pierwszej klasie luksusowych linii lotniczych. Jest pewna siebie, wyniosła i chłodna, profesjonalna w każdym calu, nie pozwala nikomu na najmniejszą poufałość. Nawet jeśli ma do czynienia z ludźmi z pierwszych stron gazet, pozostaje uprzejma i niewzruszona — niczym piękny posąg.

Tylko jeden mężczyzna przyprawia ją o bicie serca, niepokój i drżenie głosu. Sprawia, że traci panowanie nad sobą, nie umie pozbierać myśli, a w kolanach odczuwa zdradliwą miękkość. James Cavendish. Najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego widziała. Najpiękniejsze, turkusowe oczy, w jakie się wpatrywała. Miliarder o zniewalającym głosie i cudownie umięśnionym ciele. Bez wysiłku zyskuje nad Bianką władzę nieograniczoną, uwodząc ją niewypowiedzianą obietnicą dominacji, rozkoszy i bólu, uwalniając najbardziej podstawowe instynkty.

Pan Cavendish. Pan Uparty. Pan Perwersyjny. Pan Czarodziej. Pan Dominujący. Pan Zaborczy. Pan Czuły Kochanek. Pan Cavendish…

Tę historię przeżyjesz głęboko. Doświadczysz niezwykłych emocji, świdrującego strachu, tęsknoty i słodyczy uległości. Zatracisz się bez reszty w tej fascynującej opowieści o instynkcie, dotyku, pożądaniu i rozkoszy.

Pan Cavendish. Jak długo oprzesz się tym turkusowym oczom?

OPINIA WŁASNA:

23-letnia Bianca jest doświadczoną stewardesą i cechuje ją pełny profesjonalizm. Nie spoufala się z pasażerami i trzyma wszystkich na bezpieczny dystans – wyjątek stanowi jej najlepszy przyjaciel, Stephan, który wie o jej trudnej przeszłości i od wielu lat jest jej jedyną rodziną. Wszystko się zmienia, gdy na jej drodze staje zabójczo przystojny James Cavendish – miliarder z dość szczególnymi upodobaniami, który zdaje się być nią zainteresowany. Bianca, do tej pory odporna na męski urok, traci całe swoje opanowanie i pewność siebie w jego obecności, jednak nie zamierza być kolejną zabawką w rękach zblazowanego bogacza. Gdy ten składa jej nieprzyzwoitą i szokującą propozycję, dziewczyna stanowczo odmawia, chociaż nie pragnie niczego innego, jak podporządkować się temu niebezpiecznemu mężczyźnie…

„Podniebny lot” R. K. Lilley to jedna z wielu pozycji powstałych na fali popularności bestsellerowej trylogii „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, która zdobyła tylu zwolenników, co przeciwników i wciąż budzi liczne kontrowersje. Nie jestem fanką twórczości E. L. James i nie rozumiem jej fenomenu, jednak dla odmiany postanowiłam sięgnąć po literaturę, z którą zwykle się nie stykam i dać szansę R. K. Lilley. Po moim negatywnym doświadczeniu z Greyem, nie miałam zbyt wielkich oczekiwań i liczyłam przede wszystkim na lekką i niezobowiązującą rozrywkę, jednak muszę przyznać, że spotkało mnie przyjemne zaskoczenie. Co prawda, „Podniebny lot” nie jest niczym wybitnym, jednak lektura tej pozycji wywarła na mnie o wiele lepsze wrażenie niż dzieła E. L. James. Warstwa językowa jest zdecydowanie bardziej dopracowana, podobnie jak portrety psychologiczne postaci, które wypadają wiarygodniej. Byłam w stanie zrozumieć Biancę i jej zafascynowanie BDSM, podobnie jak w przypadku Jamesa. Fabuła jest dosyć przewidywalna i schematyczna, jednak historia bez wątpienia wciąga i losy bohaterów śledzi się z zainteresowaniem. „Podniebny lot” R. K. Lilley to bezpruderyjna i pełna kontrowersji opowieść o uległości i dominacji, w której pożądanie i rozkosz miesza się z bólem i strachem. To historia o przekraczaniu granic, demonach przeszłości i najgłębszych, najbardziej skrywanych pragnieniach. Choć dzieło amerykańskiej autorki wywołało we mnie sprzeczne uczucia, to jednak zaintrygowało mnie na tyle, że z pewnością sięgnę po kontynuację. Książka R. K. Lilley dostarczyła mi mocnych wrażeń i świetnie się sprawdziła w roli lekkiej i niewymagającej lektury. Właśnie na taką pozycję miałam ochotę i się nie zawiodłam.

 

Mia Sheridan „Calder. Narodziny odwagi”

calder

Tytuł: „Calder. Narodziny odwagi”

Autor: Mia Sheridan

Wydawnictwo: Septem

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 374

Moja ocena: 6/10 –  dobra

septem

NOTA WYDAWCY:

Nie bój się walczyć o marzenia!

Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która… miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu, wreszcie o swoją miłość.

Wyrusz z nimi w tę podróż, zobacz, jak próbują odnaleźć własne miejsce w świecie i nadać nowy sens życiu. Calder. Narodziny odwagi to opowieść o walce dobra ze złem, o strachu i męstwie oraz o ponadczasowej prawdzie, że światło miłości potrafi rozświetlić największe mroki…

OPINIA WŁASNA:

Calder i Eden są członkami tej samej wspólnoty, jednak ich życia diametralnie się różnią. Chłopak jest robotnikiem i wraz z rodziną żyje w prymitywnych warunkach. Dziewczyna jest przyszłą żoną przywódcy ich społeczności, Hectora i według jego przepowiedni ma ich wkrótce poprowadzić do Elizjum; raju dostępnym tylko dla wybrańców. Eden ze strachem myśli o zbliżającym się ślubie z człowiekiem, który ją wychowywał i pomimo ryzyka, jakie to ze sobą niesie, postanawia wyrwać się ze złotej klatki i nawiązać zakazaną znajomość z przystojnym Calderem, którego darzy potajemną miłością. Wkrótce młodzieńcze zauroczenie przeradza się w coś znacznie głębszego i zaczyna ściągać na nich uwagę nieobliczalnego przywódcy. Gdy sprawy zaczynają przybierać niebezpieczny obrót, oboje postanawiają zawalczyć o swoje uczucie i uciec z sekty, która powoli dąży do samozagłady…

„Calder. Narodziny odwagi” to moje trzecie spotkanie z twórczością amerykańskiej autorki i pomimo iż wypada nieco słabiej w porównaniu z poprzednimi, to bez wątpienia mogę je zaliczyć do udanych. Nie miałam do tej pory okazji zapoznać się z pozycją, w której poruszany byłby temat sekty, dlatego nie mogłam się doczekać, aż zapoznam się z tą książką, której opis wydał mi się bardziej niż obiecujący. I zdecydowanie było warto! Mii Sheridan po raz kolejny udało się stworzyć intrygującą, angażującą emocjonalnie i pełną zaskakujących zwrotów akcji historię, która trzyma w napięciu do ostatniej strony i od której trudno się oderwać. Autorka posługuje się niezwykle plastycznym i przystępnym stylem, który bardzo przypadł mi do gustu, jednak na szczególną uwagę zasługuje niebanalna fabuła i ciekawa kreacja postaci. Dawno nie czytałam tak oryginalnej i wyrazistej historii, która wywołałaby we mnie tak sprzeczne emocje. „Calder. Narodziny odwagi” to nieszablonowa, elektryzująca i pełna zmysłowości opowieść o pragnieniu wolności, pożądaniu, marzeniach, trudnych wyborach i sile nastoletniej miłości. Na kartach tej pozycji rozgrywa się niezwykle tragiczna i poruszająca historia z zaskakującym finałem, które wbija w fotel i wzbudza mocno ambiwalentne odczucia, ale z pewnością nie pozostawia obojętnym. Dla fanów twórczości Mii Sheridan pozycja obowiązkowa. Jeżeli macie ochotę na nieprzewidywalną i niebanalną historię, która was zaskoczy i sprawi, że będziecie chcieli natychmiast sięgnąć po kontynuację, to koniecznie zapoznajcie się z tą pozycją!

Kelli Estes „Jedwabna opowieść”

Jedwabna-opowieść_FRONT_RGB_72dpi

Tytuł: „Jedwabna opowieść”

Autor: Kelli Estes

Wydawnictwo: Kobiece

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 432

Moja ocena: 6/10 –  dobra

kobiece logo

NOTA WYDAWCY:

Najmniejsze przedmioty mogą w sobie kryć stulecia sekretów…

Oto misterna historia wypisana na kawałku jedwabnego materiału, który niczym magiczny talizman przeniesie główną bohaterkę do przeszłości.

Inara Erickson przyjeżdża do położonej na wyspie posiadłości zmarłej ciotki. Znajduje tam pięknie wyszyty kawałek materiału. W miarę jak kobieta zaczyna poznawać kolejne sekrety kryjące się w historii zapisanej na tajemniczym rękawie, życie Inary w magiczny sposób zaczyna się splatać z historią Mei Lien – młodej chińskiej dziewczyny, która 100 lat temu zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Dzięki opowieści, którą Mei Lien wypisała w jedwabiu, Inara odkrywa tragiczną prawdę, która wstrząśnie całą jej rodziną, i zmusi bohaterkę do dokonania niemożliwego wyboru.
Ten fenomenalny i przesiąknięty tajemniczym klimatem debiut Kelli Estes został zainspirowany prawdziwą historią.

PIĘKNA OPOWIEŚĆ O DWÓCH KOBIETACH, KTÓRE Z CAŁYCH SIŁ PRAGNĄ ZACHOWAĆ SIĘ WŁAŚCIWIE…

OPINIA WŁASNA:

24-letnia Inara po śmierci ciotki dostaje w spadku podupadającą posiadłość, w której jako dziecko spędzała każde lato. Kobieta ma niedługo rozpocząć obiecującą pracę, jednak niespodziewany powrót na wyspę sprawia, że postanawia pójść za głosem serca i otworzyć hotel butikowy, pomimo niezadowolenia jej ojca, który inaczej wyobrażał sobie przyszłość córki. Niespodziewanie natrafia na kawałek jedwabiu, który zdaje się opowiadać historię sprzed ponad stu lat, gdy w Stanach obowiązywał Akt o Wykluczeniu Chińczyków, zgodnie z którym chińscy imigranci nie mieli prawa wstępu do ich kraju i byli z niego masowo wypędzani. Pragnąc rozwikłać zagadkę tajemniczego rękawa, Inara zwraca się do profesora Chin, który zafascynowany jej znaleziskiem, postanawia jej pomóc. Razem odkrywają tragiczną i bolesną historię młodej Chinki, Mei Lien, dzięki której poznają szokującą prawdę o swoich przodkach…

„Jedwabna opowieść” to debiut pisarki amerykańskiej autorki, Kelli Estes, który opowiada o mrocznym i niechlubnym okresie w historii Stanów Zjednoczonych, kiedy to otwarcie dyskryminowano przedstawicieli rasy chińskiej i pozbawiano ich wszelkich praw. Sięgając po tę pozycję, nie wiedziałam, czego się spodziewać, jednak to, co otrzymałam, niewątpliwie mną wstrząsnęło. Początek nie zapowiadał tak ciekawej historii i muszę przyznać, że z trudem przebrnęłam przez pierwsze kilkadziesiąt stron. Na szczęście później było już tylko lepiej. Kelli Estes snuje niesamowicie zajmującą, poruszającą i chwytającą za serce opowieść o tragicznym losie młodej dziewczyny, której przyszło żyć w okrutnych czasach, gdzie na każdym kroku musiała się zmagać z ogólnym potępieniem i nienawiścią. Historia Mei Lien szokuje, budzi sprzeciw i gniew, jednak z pewnością nie pozostawia obojętnym. Historia Inary, która rozgrywa się w czasach obecnych wypada trochę słabiej i śledziłam ją ze zdecydowanie mniejszym zaangażowaniem, jednak mimo wszystko jestem pod wrażeniem sposobu, w jaki autorce udało się połączyć losy tych dwóch kobiet. „Jedwabna opowieść” Kelli Estes to bez wątpienia udany i niezwykle obiecujący debiut, który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie i wzbudził wiele emocji. Jest to jedna z tych książek, które głęboko zapadają w pamięć i zmuszają do wielu przemyśleń. Jeżeli szukacie wzruszających i nietuzinkowych historii, to „Jedwabna opowieść” jest dla was. Dzieło amerykańskiej autorki było dla mnie cenną lekcją historii, którą zapamiętam na długo. To opowieść, którą naprawdę warto poznać.

Jessica Sorensen „Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha”

Niepozwolmiodejsc_500

Tytuł: „Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha”

Autor: Jessica Sorensen

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 304

zyskiska

NOTA WYDAWCY:

Ella i Micha przyjaźnią się od dzieciństwa. Ale jedna tragiczna noc przekreśla ich przyjaźń i na zawsze zmienia życie…

Ella kiedyś była niepokorna i zadziorna, choć miała serce na dłoni. Jednak kiedy wyjechała na studia, zostawiła wszystko za sobą. Zamieniła się w osobę, która postępuje zgodnie z regułami, trzyma fason i ukrywa swoje problemy. Ale nadchodzą wakacje, a ona nie ma gdzie się podziać, więc musi wracać do domu…

Ella obawia się, że to, co starała się tak mocno ukryć znów ujrzy światło dzienne, tym bardziej, że Micha mieszka tuż obok. Jeśli spróbuje wywabić z ukrycia jej dawne ja, trudno będzie się mu oprzeć. Micha jest seksowny, pewny siebie i jak nikt inny potrafi trafić do serca Elli. Wie o niej wszystko, włącznie z najmroczniejszymi sekretami. Twardo postanawia odzyskać swoją najlepszą przyjaciółkę i dziewczynę, którą kocha. Bez względu na wszystko…

OPINIA WŁASNA:

Ella i Micha są najlepszymi przyjaciółmi, jednak gdy pewnej nocy chłopak ratuje ją przed popełnieniem największego błędu swojego życia, Ella niespodziewanie wyjeżdża z miasta, by rozpocząć studia w Vegas i zrywa z nim wszelkie kontakty. Zdesperowany Micha robi wszystko, by odnaleźć jedyną dziewczynę, na której mu zależy, nie wiedząc, że jego przyjaciółka za wszelką cenę pragnie uciec od tego kim jest. Gdy po ośmiu miesiącach Ella przyjeżdża do rodzinnego domu, by spędzić tam wakacje, Micha z trudem rozpoznaje w niej dziewczynę, której oddał swoje serce. Ella, niegdyś zadziorna i zbuntowana, stała się spokojną i ułożoną studentką, która unika imprez i kłopotów. I mimo iż odwzajemnia uczucie Michy, postanawia trzymać go na dystans, dając mu do zrozumienia, że już nie jest tą dziewczyną, w której się zakochał. Chłopak nie zamierza jednak się tak łatwo poddawać i postanawia za wszelką cenę ją odzyskać.

Książka „Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha” Jessici Sorensen przykuła moją uwagę, gdy tylko znalazła się w zapowiedziach, dlatego gdy nadarzyła się okazja, by się z nią zapoznać, nie wahałam się ani chwili. Nie miałam jeszcze szansy zapoznać się z twórczością tej autorki, dlatego nie mogłam się doczekać, aż wreszcie sięgnę po jej najnowszą powieść. Historia Elli i Michy to kolejna opowieść z gatunku New Adult, w której znajdziemy skomplikowaną miłość i bohaterów z trudną przeszłością, którzy zmagają się z wieloma problemami. O książkach Jessici Sorensen słyszałam wiele dobrego, dlatego miałam dosyć wysokie wymagania wobec tej pozycji i liczyłam na niezapomnianą lekturę. Niestety nie do końca to otrzymałam. Amerykańska pisarka bez wątpienia miała dobry pomysł, jednak nie wykorzystała w pełni jego potencjału, tworząc dosyć przewidywalną i wtórną historię, która wywołała we mnie raczej mieszane uczucia. Mimo tych minusów, książkę pochłonęłam w błyskawicznym tempie, a to za sprawą prostego i lekkiego stylu autorki, który jest niewątpliwym atutem tej pozycji. Jeżeli chodzi o postaci, to Micha jest raczej typowym przedstawicielem New Adult, ale na uwagę z pewnością zasługuje świetnie dopracowana kreacja Elli, która jest wyrazistą i interesującą bohaterką. Jessica Sorensen w swojej powieści porusza niezwykle trudne tematy, takie jak alkoholizm, śmierć, czy choroba psychiczna, jednak robi to dosyć powierzchownie, co z jednej strony jest plusem, bo książka nie przytłacza, ale z drugiej minusem, bo niestety trudno jest się zaangażować w losy bohaterów. „Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha” to urocza i wciągająca opowieść o nastoletniej miłości, skomplikowanych wyborach, poszukiwaniu siebie i rozliczaniu się z bolesną przeszłością. Historia Elli i Michy ostatecznie nie zdobyła mojego serca, ale ujęła i zaintrygowała mnie na tyle, że bez wątpienia sięgnę jeszcze po twórczość tej autorki. Myślę, że ta pozycja ma szansę przypaść do gustu fanom gatunku New Adult, którym nie przeszkadza odrobina schematyczności, jak również czytelnikom, którzy mają ochotę na lekką i niewymagającą lekturę w wakacyjnym klimacie.

D. Koziarski, A. Lingas-Łoniewska „Zbrodnie pozamałżeńskie”

zbrod

Tytuł: „Zbrodnie pozamałżeńskie”

Autorzy: Daniel Koziarski, Agnieszka Lingas-Łoniewska

Wydawnictwo: Novae Res

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 366

logo-novae-res-300dpi

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

„Zbrodnie pozamałżeńskie” Daniela Koziarskiego i Agnieszki Lingas-Łoniewskiej to historia dwóch małżeństw, które stopniowo, lecz nieubłaganie chylą się ku upadkowi. Marcin jest utalentowanym piłkarzem, którego kariera rozwija się w zawrotnym tempie, jednak jego żona Alicja, dla której najważniejszy jest rozwój intelektualny, traktuje jego osiągnięcia z pogardą i lekceważeniem, nakłaniając go do podjęcia studiów. Arek i Marta są z pozoru idealnym małżeństwem. On prowadzi kancelarię adwokacką i zapewnia utrzymanie rodzinie, a ona zajmuje się domem i wychowywaniem ich synka. Arek niespodziewanie zaczyna przejawiać niezdrowe zainteresowanie swoim pracownikiem, Maciejem i wpada w obsesję na jego punkcie, a jego przykładna żona, sfrustrowana brakiem zainteresowania ze strony męża, wdaje się w romans ze studentem.

„Zbrodnie pozamałżeńskie” to jedna z tych książek, które wywołują bardzo mieszane uczucia i pozostawiają po sobie niezły zamęt w głowie. Sięgając po nią, nie wiedziałam czego się spodziewać, ponieważ nie miałam do tej pory okazji zapoznać się z twórczością tych autorów, ale zaintrygowana obiecującym zarysem fabuły, postanowiłam dać jej szansę. I nie żałuję. Agnieszka Lingas-Łoniewska i Daniel Koziarski stworzyli niezwykle mocną, wyrazistą i nieprzerysowaną historię, z którą wiele czytelników może się utożsamić. Ta książka jest swego rodzaju przestrogą -  na przykładzie bohaterów widzimy do czego może prowadzić związek kompletnych przeciwieństw, którzy nie potrafią się ze sobą porozumieć oraz rezygnacja z własnych ambicji, niezależności i szczęścia w imię małżeństwa. Muszę przyznać, że kreacja postaci jest tu mocną stroną; mamy okazję bardzo dokładnie ich poznać i zrozumieć motywy ich postępowania. Są to bez wątpienia barwni i wielowymiarowi bohaterowie, ale niestety nie mogę powiedzieć, że wzbudzają jakąś szczególną sympatię. Często nie rozumiałam ich postępowania i budzili moją frustrację, zwłaszcza Alicja, którą znienawidziłam praktycznie od samego początku, co częściowo odebrało mi przyjemność z lektury. Liczyłam, że spotka ją nieco inny koniec, co tylko pogłębiło moje rozczarowanie. Lektura tej pozycji wzbudziła we mnie dosyć sprzeczne uczucia, ale jest to z pewnością historia, o której długo nie zapomnę.

„Zbrodnie pozamałżeńskie” to nieszablonowa i pełna kontrowersji opowieść o ciemnej stronie małżeństwa, braku komunikacji, zaniku więzi i skomplikowanych relacjach damsko-męskich. To prowokująca do myślenia pozycja o ludzkich słabościach, o odkrywaniu mrocznej strony swojej natury i najgłębszych, najbardziej skrywanych pragnień oraz o toksycznej miłości, która prowadzi do tragicznego końca. Na kartach tej książki rozgrywa się niesamowicie angażująca i pełna emocji historia z zaskakującym finałem, która wymyka się jednoznacznej ocenie i wzbudza mocno ambiwalentne odczucia, ale nie pozostawia obojętnym.

 

N. Harrington, L. Graham, A. Browning „Zapach lawendy”

zapach

Tytuł: „Zapach lawendy”

Autor: N. Harrington, L. Graham, A. Browning

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 416

harper

 NOTA WYDAWCY:

Lato na południu Francji. Zapach ziół i kwiatów odurza jak mocne wino. Słońce wyostrza kolory i zmysły. Tutaj niektórym udaje się zapomnieć o kłopotach, a inni chyba nie mogą bez nich żyć.

Gorące lato

Opromieniony słońcem stary dom, otoczony ogrodem, a w nim ich dwoje. Ella mieszka tu na stałe, Sebastien wpadł tylko na chwilę. Dla niej to bezpieczny azyl, dla niego powrót do bolesnych wspomnień. Oboje samotni, nagle odkryją radość płynącą z bliskości.

Miodowy miesiąc w Prowansji

Billie od dawna kocha swojego szefa. Gdy zostaje jego żoną, mogłoby się wydawać, że wreszcie będzie szczęśliwa. Jednak okazuje się, że czasami spełnienie marzeń nie daje satysfakcji, a nawet powoduje spore komplikacje. Już podczas miesiąca miodowego w Prowansji dochodzi do pierwszej poważnej kłótni między małżonkami.

Na południu Francji

Sofie kocha męża, ale gdy dostaje kompromitujące go zdjęcia, nie chce słuchać wyjaśnień. Skoro Lucas ją zdradził, wspólne życie nie ma sensu. Upokorzona znika bez słowa. Lucas odnajduje ją dopiero po sześciu latach. Chce wyrównać rachunki i na zawsze zamknąć ten rozdział. Proponuje Sofie wspólny wyjazd do malowniczo położonego zamku na południu Francji.

OPINIA WŁASNA:

Ella jest młodą wdową, która kilka lat temu straciła męża i teraz samotnie wychowuje sześcioletniego syna. Razem z nim zamieszkuje starą rezydencję, która stanowi jednocześnie jej miejsce pracy. Do domu niespodziewanie przyjeżdża pasierb właścicielki, który dawno temu wyjechał do Australii. Ella nie szuka miłości, podobnie jak przystojny Sebastien, ale oboje nie potrafią zignorować chemii, która pojawia się między nimi. Billie kocha Aleksieja odkąd tylko sięga pamięcią, ale on nigdy nie zwracał na nią uwagi. Przez lata musiała patrzeć na jego liczne romanse, ale pomimo jego reputacji kobieciarza bez wahania zgadza się za niego wyjść, gdy ten nieoczekiwanie prosi ją o rękę. Billie zdaje sobie sprawę, że jest dla swojego męża tylko pocieszeniem po pięknej Calisto, z którą łączył go burzliwy romans, ale pomimo tego postanawia zdobyć jego serce za wszelką cenę. Sofie długo nie potrafiła zaufać mężczyznom, ale gdy na jej drodze stanął Lucas Antonetti, wiedziała, że to ten jedyny. Po zaledwie kilku miesiącach znajomości wzięli ślub i wszystko wskazywało, że będą żyć długo i szczęśliwie. Jednak gdy w ręce Sofie trafiają zdjęcia, stanowiące dowód jego zdrady, kobieta postanawia opuścić miłość swojego życia, wiedząc, że nigdy nie będzie w stanie mu ponownie zaufać. Po sześciu latach spotykają się ponownie i odkrywają, że wciąż łączy ich uczucie.

„Zapach lawendy” Niny Harrington, Lynne Graham i Amandy Browning to zbiór niezwykle klimatycznych historii miłosnych, przesyconych letnią atmosferą i pożądaniem, które wzbudzają wiele skrajnych emocji, ale z pewnością nie pozostawiają obojętnym. Nie miałam do tej pory okazji zapoznać się z twórczością tych pisarek, które mają już na swoim koncie wiele powieści, dlatego postanowiłam to zmienić i sięgnąć po tę pozycję. Mimo iż te trzy historie wiele łączy, każda z nich ma w sobie coś niepowtarzalnego i wywołuje zupełnie różne uczucia. Autorkom nie udało się uniknąć kilku potknięć, w tym pewnej przewidywalności i wtórności, ale pomimo tego śledziłam te historie z przyjemnością i zaangażowaniem. Muszę przyznać, że druga opowieść kompletnie nie przypadła mi do gustu ze względu na podłość głównego bohatera, który zmienił się dopiero na końcu i to w sposób zupełnie nieprzekonujący, ale na szczęście pozostałe historie, zwłaszcza ostatnia, w pełni mi to wynagrodziły. Miałam ochotę na odprężającą, nieskomplikowaną pozycję, przy której będę się dobrze bawić i właśnie to otrzymałam. „Zapach lawendy” to bez wątpienia świetna propozycja dla entuzjastek romantycznych i pełnych pasji romansów ze szczęśliwym zakończeniem, jak również dla czytelniczek mających ochotę na lekką i niewymagającą lekturę w wakacyjnym klimacie, która pozwoli im się oderwać od rzeczywistości i poczuć przedsmak nadchodzącego lata. Ta pozycja bez wątpienia idealnie sprawdzi się w tej roli.

Zapowiedź: „Calder. Narodziny odwagi”

calder

15 czerwca premiera książki „Calder. Narodziny odwagi”, kolejnej po „Bez słów” i „Stinger” powieści spod pióra Mii Sheridan, bestsellerowej autorki „New York Timesa”, którą pokochały Polki.

Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która… miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu, wreszcie o swoją miłość.

Wyrusz z nimi w tę podróż, zobacz, jak próbują odnaleźć własne miejsce w świecie i nadać nowy sens życiu. Calder. Narodziny odwagi to opowieść o walce dobra ze złem, o strachu i męstwie oraz o ponadczasowej prawdzie, że światło miłości potrafi rozświetlić największe mroki… 

Zmysłowa seria Mii Sheridan to coś więcej niż romanse. To opowieści o miłości, pożądaniu, o trudnych wyborach, o tym jak przypadek potrafi zmienić nasze życie. Uświadamiają siłę jaka tkwi w człowieku i nieustanną chęć ucieczki od zniewolenia, szczególnie tego, które odczuwamy wewnątrz siebie.  W „Calder” nie brakuje napięcia, zaskakujących zwrotów akcji, cierpienia bohaterów. To historia o tym, jak rodzi się miłość poddawana  bezustannym próbom, w której walka ściera się z nadzieją. Powieść intryguje i nie jest przewidywalna, tej historii się nie zapomina.

Sarah Dessen „Teraz albo nigdy”

teraz albo nigdy

Tytuł: „Teraz albo nigdy”

Autor: Sarah Dessen

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 384

Moja ocena: 6,5/10 – dobra z plusem

harper

NOTA WYDAWCY:

Macy musi być idealna. Idealna córka, idealna uczennica, idealna dziewczyna. W ten sposób nie będzie kłopotem dla matki, która po śmierci męża i tak ledwo się trzyma. Dzięki temu będzie pasowała do Jasona, jej chłopaka, zakochanego w sobie nerda.

Jej życie musi być zaplanowane – tylko odpowiedzialne decyzje i rozsądne wybory. Wakacje? Praca i nauka do egzaminów. I – rzecz jasna – tęsknota za Jasonem, który wyjechał na obóz naukowy.

Macy w swoich planach nie uwzględniła tylko jednego – że życie potrafi zaskakiwać.

Na czas wakacji znajduje pracę w firmie cateringowej. Choć panuje tam chaos – coś, czego dotychczas unikała jak ognia – nowe towarzystwo bardzo dobrze na nią wpływa. Cała załoga, a zwłaszcza przystojny Wes, sprawia, że poukładany świat Macy rozpada się na kawałki, co ku jej zaskoczeniu coraz bardziej jej się podoba.

OPINIA WŁASNA:

17-letnia Macy jest spokojną i poukładaną dziewczyną, która za wszelką cenę pragnie być doskonała. Po tragicznej śmierci ojca, której była świadkiem zamknęła się w sobie i podobnie jak jej matka rzuciła się w wir obowiązków i pracy, by uciec od bólu i żałoby. W świecie dziewczyny nie ma miejsca na nieprzewidziane sytuacje, ale gdy zaczynają się wakacje, jej życie zaczyna się wywracać do góry nogami. Nie potrafi znaleźć wspólnego języka z koleżankami z pracy, które traktują ją jak niechcianego intruza, a idealny chłopak postanawia zrobić przerwę w ich związku po jej niespodziewanym wyznaniu miłosnym. Zdesperowana nastolatka decyduje się na spontaniczny krok i zatrudnia się w firmie cateringowej, w której ciągle coś się dzieje i nie ma miejsca na nudę. Dzięki nowym przyjaciołom Macy poznaje smak prawdziwej przygody, a jej życie zaczyna nabierać barw.

„Teraz albo nigdy” Sarah Dessen to moje trzecie spotkanie z twórczością amerykańskiej pisarki i jak do tej pory najbardziej udane. Poprzednie książki autorki, choć niepozbawione wad, wywarły na mnie pozytywne wrażenie, dlatego automatycznie postanowiłam sięgnąć po następną, która pojawiła się na naszym rynku. I bez wątpienia było warto. „Teraz albo nigdy” ma wszystko to, czego szukam w literaturze młodzieżowej; ciekawą tematykę, wciągającą fabułę i przekonujących bohaterów, z którymi można się utożsamić. Mimo iż książki Sarah Dessen są dosyć przewidywalne i schematyczne, to jednak mają w sobie jakiś niepowtarzalny urok, który sprawia, że nie można się od nich oderwać. Tak też było i w tym przypadku. Sarah Dessen po raz kolejny mnie nie zawiodła, tworząc barwną i pełną optymizmu historię, która zachęca do refleksji i którą śledzi się z prawdziwą przyjemnością. „Teraz albo nigdy” to ciepła i błyskotliwa opowieść o przyjaźni, poszukiwaniu siebie, dorastaniu, podejmowaniu ryzyka i o tym, że życie potrafi zaskakiwać w najmniej spodziewanych momentach. To lekka i niezobowiązująca lektura, która podnosi na duchu i wywołuje uśmiech na twarzy. Jeżeli podobały wam się poprzednie dzieła autorki, „Teraz albo nigdy” również powinna przypaść wam do gustu. Ja z niecierpliwością będę czekać na jej kolejne książki. Serdecznie polecam!

Becca Fitzpatrick „Niebezpieczne kłamstwa”

niebezpieczne

Tytuł: „Niebezpieczne kłamstwa”

Autor: Becca Fitzpatrick

Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 424

otwarte

NOTA WYDAWCY:

Stella to nie jest moje prawdziwe imię.
Thunder Basin w Nebrasce nie jest moim prawdziwym domem.

Po tym jak byłam świadkiem groźnego przestępstwa, zostałam objęta programem ochrony świadków i wysłana do spokojnego miasteczka na końcu świata. Moje życie rozpadło się na milion kawałków. Nie potrafię się tu odnaleźć. Miałam rozpocząć ostatni rok liceum. Miałam być z chłopakiem, którego kocham, ale zostaliśmy rozdzieleni. Teraz w moim życiu pojawił się ktoś inny – czy mogę mu zaufać? Coraz trudniej jest mi ukrywać uczucia. Coraz trudniej jest też kłamać…

Im bardziej czuję się bezpieczna, tym większe grozi mi niebezpieczeństwo.

OPINIA WŁASNA:

17-letnia Estella Goodwinn znalazła się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie.  Gdy pewnego wieczoru trafia na miejsce zbrodni, zmuszona jest zeznawać przeciwko niebezpiecznemu dilerowi i zostaje objęta programem ochrony świadków. Z nową tożsamością opuszcza rodzinną Filadelfię i wyjeżdża do Thunder Basin w Nebrasce. Jako Stella Gordon trafia pod opiekę emerytowanej policjantki, która ma się nią zajmować do czasu ukończenia przez nią 18 lat. Dziewczyna z trudem znosi rozstanie z najbliższymi, z którymi nie ma żadnego kontaktu, w dodatku nie potrafi się porozumieć z kobietą, z którą ma spędzić kilka najbliższych miesięcy. By wypełnić czas zatrudnia się jako kelnerka i zaprzyjaźnia z sąsiadem swojej opiekunki; przystojnym i sympatycznym Chetem, który jest nią wyraźnie zainteresowany. Stella stara się go trzymać na dystans, ale nie potrafi zignorować ewidentnego przyciągania między nimi…

Becca Fitzpatrick to bestsellerowa amerykańska pisarka, autorka thrillera młodzieżowego „Black Ice” oraz znanej i przetłumaczonej na wiele języków sagi „Szeptem”, dzięki której zdobyła sławę i popularność. Nie należę do jej zagorzałych fanów i do tej pory jej książki nie wywarły na mnie oszałamiającego wrażenia, ale muszę przyznać, że jest coś pociągającego w jej twórczości, co sprawia, że za każdym razem po nią sięgam, by przekonać się, czy tym razem uda jej się mnie czymś zaskoczyć. Książka „Niebezpieczne kłamstwa” od razu przyciągnęła moją uwagę; zarówno oprawą graficzną, jak i intrygującym tytułem, dlatego musiałam się z nią zapoznać. Wiedziałam już czego mniej więcej się spodziewać po Becce Fitzpatrick, dlatego nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań. Liczyłam przede wszystkim na niezobowiązującą i przyjemną w odbiorze pozycję, przy której spędzę miło czas i właśnie to otrzymałam. Widać pewien progres w twórczości autorki; zarówno jeśli chodzi o styl, jak i kreację bohaterów. Stellę poznajemy jako rozkapryszoną, złośliwą i pełną uprzedzeń nastolatkę, do której poczułam natychmiastową niechęć, dlatego początek nie należał do najlepszych. Na szczęście bohaterka stopniowo przechodzi metamorfozę, która sprawiła, że zaczęłam ją darzyć sympatią. Naprawdę rzadko się zdarza żebym tak drastycznie zmieniała stosunek do danej postaci, ale Becce Fitzpatrick się to udało. Bardzo przypadła mi do gustu również zmiana dynamiki w relacjach Stelli i jej opiekunki Carminy i muszę przyznać, że to ich związek najbardziej mnie zainteresował. „Niebezpieczne kłamstwa” to opowieść o mrocznych sekretach, które prędzej czy później wychodzą na światło dzienne i obracają się przeciwko nam, jak również o kłamstwach, które bywają bardziej niebezpieczne od prawdy. To dosyć schematyczna i przewidywalna książka, ale bez wątpienia  ma w sobie coś intrygującego i nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowana. Dzieło amerykańskiej autorki to lekka i nieskomplikowana pozycja, która dostarczy wam dreszczyku emocji i przy której będziecie się świetnie bawić. Jeżeli podobały wam się inne książki Becci Fitzpatrick, ta również nie powinna was zawieść.

Laura Kraft „Urok”

urok

Tytuł: „Urok”

Autor: Laura Kraft

Wydawnictwo: Psychoskok

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 379

Moja ocena: 3/10 – słaba

NOTA WYDAWCY:

Powieść „Urok” rozpoczyna przeszywająca dreszczem scena. Oto, główna bohaterka, piękna dziennikarka Eliza, spędzając wieczór w opustoszałej redakcji tygodnika, dostaje e-maila, z którego wynika, że obserwuje ją ktoś, kto napawa ją przerażeniem i przed kim od dawna ucieka. Następnie Czytelnik jest przenoszony w przeszłość, kiedy to Eliza poznaje przystojnego, intrygującego Williama. Kiedy dziewczyna zachodzi w ciążę, zostaje wplątana w sięgającą zamierzchłych czasów, misterną intrygę. Dowiaduje się, że William to cierpiący na zaburzenia osobowości gangster i niedoszły spadkobierca ogromnej fortuny. Według testamentu zamiast niego majątek odziedziczyć ma jednak jego syn. Zanim dziecko przychodzi na świat William wydaje na nie wyrok. Eliza rozpoczyna dramatyczną walkę o życie syna. Pomaga jej w tym list, który jest pośmiertną przestrogą pozostawioną przez jej przyjaciela, zamordowanego przez Williama. Elizę wspiera też Norbert, były żołnierz, obecnie detektyw, który zakochuje się w niej bez pamięci.

OPINIA WŁASNA:

27-letnia Eliza Olchowska jeszcze trzy lata temu była pełną pasji i marzeń studentką dziennikarstwa, jednak gdy na jej drodze stanął bogaty i zabójczo przystojny William Paterson, jej poukładany świat wywrócił się do góry nogami. Oczarowana dziewczyna nie może uwierzyć w swoje szczęście i porzuca całe swoje dotychczasowe życie, by związać się z mężczyzną, którego prawie nie zna. Początkowa sielanka szybko jednak zmienia się w koszmar, bo pod maską czułego i uwodzicielskiego kochanka William skrywa znacznie mroczniejsze i niebezpieczniejsze oblicze. By chronić siebie i swoje nienarodzone dziecko kobieta postanawia uciec i zmienić swoją tożsamość, całkowicie odcinając się od rodziny i znajomych. Jako Eliza Kamińska rozpoczyna wraz z synkiem nowe życie w małym miasteczku. William nie zamierza jednak tak łatwo z niej zrezygnować…

„Urok” Laury Kraft to książka, która przyciągnęła mnie do siebie magnetyczną okładką i ciekawym zarysem fabuły. Nie sięgam zbyt często po dzieła polskich autorów, a do debiutów podchodzę z jeszcze większą ostrożnością, ale niezwykle pochlebne recenzje ostatecznie mnie zachęciły, dlatego postanowiłam zaryzykować i dać szansę tej pozycji. Muszę przyznać, że miałam dosyć spore oczekiwania, dlatego tym większe było moje rozczarowanie, gdy tylko zagłębiłam się w lekturze. „Urok” to kolejny przykład niewykorzystanego potencjału. Laura Kraft bez wątpienia miała dobry pomysł, tylko nie został on w pełni zrealizowany. Początek był intrygujący i tajemniczy, niestety autorka, zamiast stopniowo dawkować informacje dotyczące zwłaszcza przeszłości głównej bohaterki i jej związku z Williamem, praktycznie od razu odkrywa wszystkie karty. Później było już tylko gorzej. Autorka nie pozwala się rozwijać danym wydarzeniom i zbyt szybko przeskakuje od jednej sceny do drugiej, często je streszczając. To samo tyczy się scen erotycznych, które były zbyt krótkie i słabo rozbudowane, by mogły rozpalać wyobraźnię. Kreacja bohaterów też nie powala na kolana. Eliza była tak przerysowaną i wyidealizowaną postacią, że tylko wzbudzała moją niechęć i irytację. Norbert jako bohater był znacznie ciekawszy, dlatego rozdział poświęcony jego przeszłości najbardziej mi się spodobał, podobnie jak część z rytuałem. Myślę, że gdyby autorka bardziej się skupiła na rozwijaniu tego wątku i wątku kryminalnego, zamiast na płytkim i banalnym romansie między głównymi bohaterami, ta książka wypadłaby znacznie lepiej w moich oczach. Żałuję, bo naprawdę miałam  wysokie oczekiwania wobec tej pozycji i liczyłam na intrygującą, pełną tajemnic lekturę. Niestety tego nie otrzymałam.

Brittainy C. Cherry „Kochając pana Danielsa”

kochajac

Tytuł: „Kochając pana Danielsa”

Autor: Brittainy C. Cherry

Wydawnictwo: Filia

Rok wydania: 2015

Liczba stron: 432

Moja ocena: 6/10 – dobra

megaNOTA WYDAWCY:

To historia wielkiej miłości. Takiej, która zdarza się wtedy, gdy na swojej drodze spotkasz prawdziwą bratnią duszę. Mężczyznę, którego śmieszy to, co bawi ciebie. Mężczyznę, który mówi to, co sama chcesz powiedzieć, który myśli jak ty.
Ja spotkałam pana Danielsa. Chociaż wiem, że nasza miłość nie miała prawa się wydarzyć, nie żałuję ani jednej chwili.
Nasza historia to nie tylko opowieść o miłości. Opowiada także o rodzinie. O stracie. O byciu żywym. Jest pełna bólu ale także pełna śmiechu. To nasza historia.
Z tych wszystkich powodów nigdy nie przeproszę za to, że kochałam pana Danielsa.

OPINIA WŁASNA:

Brittainy C. Cherry to bestsellerowa amerykańska pisarka, która zachwyciła wszystkich poetyckim piórem, jak również pełnymi emocji i romantyzmu historiami. Autorka między innymi wydanej niedawno „Art&Soul” czy „Kochając pana Danielsa”, która zdobyła serca wielu czytelniczek i zebrała niezwykle pochlebne recenzje, stając się jej najpopularniejszym dziełem. Książka przykuła moją uwagę jeszcze zanim weszła na nasz rynek, ale dopiero niedawno nadarzyła się okazja, by się z nią zapoznać. Muszę przyznać, że miałam dość wysokie wymagania wobec tej pozycji, biorąc pod uwagę wszystkie zachwyty i miażdżącą przewagę pozytywnych opinii, dlatego podchodziłam do lektury zarówno z ekscytacją, jak i z obawą. Czy moje oczekiwania zostały spełnione?

19-letnia Ashlyn była spokojną, ułożoną nastolatką, wiecznie zatopioną w jakiejś lekturze. Nie była duszą towarzystwa i wolała spędzić czas z książką, niż wyjść ze znajomymi na imprezę. Jej siostra była jej całkowitym przeciwieństwem, ale mimo to łączyła je silna więź. Gdy Gabby, po długiej walce z chorobą umiera, świat dziewczyny się zawala. Ashlyn nie potrafi się otrząsnąć po śmierci ukochanej bliźniaczki, na której zawsze mogła polegać, w przeciwieństwie do matki, która postanawia się od niej odciąć i wysyła ją do ojca, który dawno temu je opuścił. Dziewczyna wyjeżdża do Wisconsin, gdzie ma rozpocząć ostatni rok szkoły średniej w innej szkole i zamieszkać z nową rodziną. Niespodziewanie w jej życiu pojawia się tajemniczy i intrygujący Daniel, który wnosi do jej życia radość i miłość…

„Kochając pana Danielsa” Brittainy C. Cherry opowiada historię młodej, skrzywdzonej przez los dziewczyny i mężczyzny, który podobnie jak ona, ma za sobą wiele bolesnych doświadczeń. Sięgając po tę książkę, byłam przygotowana na pełen kontrowersji związek między uczennicą i nauczycielem, ale ku mojemu rozczarowaniu autorka dosyć pobieżnie potraktowała motyw zakazanej miłości, nie wykorzystując w pełni jego potencjału. Muszę przyznać, że liczyłam na nieco więcej, ale mimo to nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam. Wręcz przeciwnie. „Kochając pana Danielsa” to jedna z tych niezwykłych książek, które się przeżywa i które dostarczają czytelnikowi wiele uczuć. Lektura tej pozycji całkowicie mnie pochłonęła i nie mogłam się od niej oderwać, ciekawa dalszych wydarzeń. Amerykańska autorka stworzyła niesamowicie romantyczną, poruszającą i wciągającą historię miłosną, która trafia do serca i angażuje emocjonalnie. Doceniam książki, które potrafią wywoływać w czytelniku emocje – czy to pozytywne, czy negatywne i o których myśli się jeszcze długo po ich skończeniu. „Kochając pana Danielsa” jest jedną z nich. Myślę, ta pozycja zdecydowanie wyróżnia się z morza innych, podobnych powieści i jest bez wątpienia godną przedstawicielką nurtu New Adult. Gdybym miała wymieć moje ulubione książki z tego gatunku, ta z pewnością znalazłaby się w ścisłej piątce. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią!

„Kochając pana Danielsa” możecie nabyć w atrakcyjnej cenie z 38% rabatem w księgarni:

MegaKsiazki

 

„Gen” i „Meandry” od Wydawnictwa Psychoskok

gen

„Gen” Juliusza Adel to powieść z gatunku thriller ekologiczny. Opowieść zaczyna się w momencie śmierci dziecka znanego dziennikarza. Próba rozwikłania tej zagadki powoduje lawinę niespodziewanych wydarzeń, której nie da się zatrzymać. Zatrudniony w szpitalu patomorfolog próbuje poznać przyczynę zgonu i po długiej serii badań zaczyna dostrzegać możliwość rozwiązania zagadki śmierci dziecka. Dzieląc się swoimi spostrzeżeniami na internetowym forum dla lekarzy sprowadza na siebie kłopoty: jego profil na forum zostaje zlikwidowany, a dyski w jego komputerze wyczyszczone. Żadna postać „Genu” nie jest jednoznacznie opisana. Trudno tu znaleźć wyłącznie pozytywnych bohaterów, bowiem każdy z nich „ma coś za uszami” i w trakcie czytania poznajemy ich małe i większe grzeszki. Ci negatywni przedstawieni się w sposób niejednoznaczny, więc i do nich można chwilami poczuć odrobinę sympatii, czy też współczucia. Całość misternie poskładana w wielowątkową, pełną tajemnic i nagłych zwrotów akcji powieść. Bardzo szybko zrozumiemy, że jeżeli cokolwiek zostanie w książce wyjaśnione, to na następnej stronie pojawi się nowa tajemnica, a akcja książki dokona dużego zwrotu. Napisana przystępnym językiem, gwarantuje wiele wrażeń i sprawia, że trudno od niej się oderwać.

meandry

„Meandry natury ludzkiej wiary i dominacji”

W umysłach ludzkich rodzą się pytania, które determinują, by szukać odpowiedzi dotyczących spraw niepojętych. Pytania te towarzyszą naturze ludzkiej od niepamiętnych czasów, na wszystkich etapach bytowania człowieka.
Natura ludzka jest z jakiegoś powodu tak kreatywna, że ciągle szuka zrozumienia, by pojąć to, co niepojęte i wyjaśnić niewyjaśnione. Na tej drodze często napotyka miraże, które bierze człowiek za prawdę obiektywną, by nie dopuszczać empirycznych wyjaśnień, które stoją w sprzeczności z oparami absurdu. Wygląda na to, że wszystkie istoty rozumne na swej początkowej drodze, tak jak dzieci, skłonne są wierzyć w bajki.
Człowiek błądząc po zakamarkach swego umysłu i posiadanej wyobraźni, zaczyna mieszać fikcje i fakty. Nie dopuszcza myśli, że umysł płata mu figle, ulegając sugestiom: czarownika, szamana, wodza , kapłana, króla czy polityka.
Ten kto ma opory wewnętrzne kończy jak Sokrates, który musiał wypić cykutę. Dlatego powstało powiedzenie, że pewnych prawd nie mówi się nikomu, gdyż lepiej sobie obciąć język, gdyby mieli ci obciąć głowę.

Książka do kupienia między innymi w sklepie internetowym
http://tylkorelaks.pl/

Caren Lissner „Druga runda”

druga

Tytuł: „Druga runda”

Autor: Caren Lissner

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 352

Moja ocena: 6/10 – dobra

harper

NOTA WYDAWCY:

Czy ta kiecka nie jest za krótka? A może właśnie za długa? Mam dać się zaprosić na drinka po kolacji? A może ja powinnam zaprosić go do siebie? Całować się na pierwszej randce? Jak szybko uciec, jeśli okaże się, że jest nudziarzem albo świrem? Albo, co gorsza, jeszcze mieszka z matką?

To chyba jakaś kpina. Naprawdę, czy ja, wykształcona kobieta koło trzydziestki, muszę znowu bawić się w te bzdury?

Gert przed trzydziestką niespodziewanie dołączyła do grona singielek. Po kilku latach szczęśliwego związku powrót na rynek matrymonialny wydaje się jej koszmarem, a randkowanie – żenującą grą.

 Czy wśród milionów nowojorskich mężczyzn znajdzie się jej drugi „ten jedyny”? Druga runda – start!

OPINIA WŁASNA:

29-letnia Gert miała idealnego męża i idealne życie i była przekonana, że tak już zostanie do końca. Niestety los miał dla niej inne plany. Niespodziewany wypadek samochodowy, w którym straciła swojego ukochanego Marka, wywrócił jej świat do góry nogami. Mimo iż minęło już półtora roku od jego śmierci, kobieta wciąż nie potrafi się odnaleźć w otaczającej ją rzeczywistości, ciągle rozpamiętując przeszłość. Nie może też liczyć na teściów, którzy odcięli się od niej, mimo iż spędzili wspólnie kilka lat jako rodzina. Jej jedynym oparciem są; dawna przyjaciółka z collegu, Hallie i jej znajoma Erika, które na swój sposób starają się ją wyciągnąć z dołka. Gert nie potrafi zrozumieć ich obsesji na punkcie randkowania, ale mimo to nie oponuje i bierze udział w ich szalonych wypadach mających na celu znalezienie idealnego partnera. Gdy na jej drodze staje przystojny i sympatyczny Todd, Gert postanawia zaryzykować i dać kolejną szansę miłości…

„Druga runda” to moje pierwsze spotkanie z twórczością amerykańskiej autorki Caren Lissner i z pewnością nie ostatnie. Sięgnęłam po nią głównie dlatego, że miałam ochotę na niezobowiązującą obyczajówkę, przy której spędzę miło czas i ta pozycja wydała mi się idealnym wyborem. Nie miałam wobec niej zbyt wielkich oczekiwań, a mimo to zostałam pozytywnie zaskoczona. Dokładnie na taką lekturę liczyłam. „Druga runda” to niewymagająca i dość przewidywalna książka, jednak przypadła mi do gustu i świetnie się przy niej bawiłam. Napisana jest lekkim i prostym językiem, co sprawia, że pochłania się ją w naprawdę ekspresowym tempie. Autorka w swojej powieści podejmuje dość trudny i poważny temat, jakim jest strata i żałoba, ale mimo to treść nie przytłacza, wręcz przeciwnie: nie brak w niej optymistycznych i humorystycznych akcentów, wywołujących uśmiech. Dużym plusem są barwne, budzące sympatie i ciekawie nakreślone postacie, które zdecydowanie wyróżniają się z tła i których perypetie śledzi się z zainteresowaniem. „Druga runda” to książka o żałobie, samotności i sposobach radzenia sobie z nią, ale także o miłości, nadziei i drugich szansach. Caren Lissner z przymrużeniem oka i niebanalnym humorem snuje opowieść o singlach i ich desperackiej pogoni za drugą połówką, w dość przewrotny sposób ukazując relacje damsko-męskie. Amerykańska autorka stworzyła zabawną i wciągającą historię, przy której można się odprężyć i która jest świetną odskocznią od rzeczywistości. Jeżeli macie ochotę na lekką i przyjemną lekturę z subtelnym wątkiem miłosnym w tle, to „Druga runda” z pewnością idealnie sprawdzi się w tej roli. Polecam!

Nadia Hashimi „Kiedy księżyc jest nisko”

kiedy ksiezyc

Tytuł: „Kiedy księżyc jest nisko”

Autor: Nadia Hashimi

Wydawnictwo: Kobiece

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 392

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra

kobiece logo

NOTA WYDAWCY:

ODYSEJA ODWAŻNEJ AFGANKI, KTÓRA WRAZ Z RODZINĄ PRÓBUJE PRZEDOSTAĆ SIĘ DO LEPSZEGO ŚWIATA – PIERWSZA TAK PORUSZAJĄCA POWIEŚĆ O UCHODŹCACH

Mahmud kocha swoją żonę Feribę ponad życie. Są razem szczęśliwi i dobrze im się wiedzie. Wszystko jednak się zmienia, gdy w ich kraju wybucha wojna, a do władzy dochodzą talibowie.

Mahmud, z zawodu inżynier, staje się celem nowego reżimu fundamentalistów i zostaje zamordowany. Feriba, zmuszona do opuszczenia Kabulu z trójką dzieci, ma tylko jedną nadzieję: przedostać się do Europy i dołączyć do rodziny siostry w Anglii.Pod osłoną nocy, dzięki fałszywym dokumentom i życzliwym uchodźcom spotykanym po drodze,Feriba przedziera się do Iranu. Wyczerpana, zrozpaczona, ale zarazem silnie zdeterminowana, by dotrzeć do celu, nielegalnie dociera aż do Grecji. To w tym kraju rozegra się prawdziwy dramat: na ruchliwym rynku nastoletni syn Feriby, Selim, zostanie rozdzielony z resztą rodziny.

Główna bohaterka, stojąc w obliczu tragicznego wyboru, decyduje się na dalszą podróż z dwójką pozostałych dzieci, Selim zaś wpada do tak zwanego podziemia – grupy niezidentyfikowanych Afgańczyków, którzy nawiedzają ulice europejskich stolic.

Czy  Feriba i Selim w końcu się odnajdą? Czy uda im się zacząć nowe życie na europejskim kontynencie? Jak potoczą się ich dalsze losy jako uchodźców w obcej dla nich kulturze?

OPINIA WŁASNA:

Feriba nie miała łatwego dzieciństwa. Jej matka zmarła w czasie porodu, a ojciec, który nigdy nie pogodził się ze stratą ukochanej żony, zdystansował się od córki. Nie mając pojęcia o opiece nad małym dzieckiem, postanowił ponownie się ożenić. Feriba kochała koko Gul jak matkę, której nigdy nie miała, jednak kobieta nie traktowała jej jak prawdziwej córki, odnosząc się do niej chłodno i ze złośliwością, gdy nie było w pobliżu jej ojca. Życie dziewczyny zmieniło się na lepsze, gdy wyszła za mąż za inżyniera, Mahmuda i sama stała się matką. Ich szczęście nie trwało jednak długo. Gdy talibowie doszli do władzy, spokój i bezpieczeństwo zastąpiły strach i niepewność, a mąż Feriby stracił życie. Nie mając innego wyjścia, zdesperowana kobieta postanawia uciec wraz z dziećmi z ukochanego Kabulu do Anglii, gdzie czekała na nią rodzina i nadzieja na lepszą przyszłość.

Nadia Hashimi zdobyła serca wielu czytelniczek swoją debiutancką powieścią „Afgańska perła”, w tym również moje, dlatego nie mogłam się doczekać, aż będę miała szansę zapoznać się z kolejną książką jej autorstwa. „Kiedy księżyc jest nisko” zapowiadał się równie obiecująco, dlatego jak najszybciej zabrałam się za lekturę. Muszę przyznać, że obawiałam się trochę, iż ta pozycja nie dorówna swojej poprzedniczce, która naprawdę wysoko postawiła poprzeczkę, jednak na szczęście moje wątpliwości szybko się rozwiały. Nadia Hashimi w swojej najnowszej książce porusza wciąż aktualny temat uchodźców i pokazuje sytuację z ich punktu widzenia. I robi to naprawdę dobrze. Po raz kolejny miałam okazję zakochać się w pięknym, nieco poetyckim stylu autorki, który oczarował mnie przy pierwszym spotkaniu i który tym razem mnie nie zawiódł. Czytając historię z punktu widzenia Feriby i jej syna Selima, nie sposób się nie zaangażować. Czułam ich strach, niepewność, frustrację i rozpacz, która towarzyszyła im przez całą podróż. Autorka na kartach swojej powieści snuje niezwykle zajmującą i pełną emocji historię, która wciąga bezpowrotnie, jednocześnie wywołując masę sprzecznych uczuć. „Kiedy księżyc jest nisko” to przepełniona smutkiem i goryczą, ale jednocześnie pełna nadziei opowieść o ciemnej stronie rzeczywistości, trudnych wyborach, pragnieniu wolności i rozpaczliwej walce o normalne życie w bezpiecznym, pozbawionym wojen świecie. Jest to bez wątpienia jedna z tych historii, które zmuszają do refleksji i o których myśli się jeszcze długo po ich skończeniu. Nadia Hashimi po raz kolejny zdobyła moje serce i nie mogę się doczekać, aż sięgnę po jej następne książki. Jeżeli podobała wam się „Afgańska perła”, ta pozycja również nie powinna was zawieść. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią!

Helen Bryan „Oblubienice wojny”

oblubienice

Tytuł: „Oblubienice wojny”

Autor: Helen Bryan

Wydawnictwo: Editio

Data wydania: 02.06.2016

Liczba stron: 408

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

GW_nowe

NOTA WYDAWCY:

Nic nie zbliża ludzi do siebie tak bardzo jak trudne doświadczenia. Ta stara prawda sprawdza się w przypadku pięciu młodych dziewczyn, które kapryśny los rzucił do małej wioski Crowmarsh Priors, gdzieś w południowo-wschodniej Anglii. Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances pochodzą z różnych stron świata i z różnych środowisk. Wspólnie walczą z przeciwnościami losu i ograniczeniami, jakie narzuca im życie w cieniu II wojny światowej. W tej walce wykuwa się ich dozgonna przyjaźń.

Bohaterki stawiają czoła kolejnym trudnościom — niosą pomoc ludziom ewakuowanym z zagrożonego Londynu, przeżywają nocne naloty. Muszą także poradzić sobie z codzienną pracą, która po wyjeździe mężczyzn na front spadła na ich barki. Coraz bardziej angażują się w działania okołowojenne. Przeżywają miłości i frustracje, wiodą je lęk i nadzieja. Kiedy po pięćdziesięciu latach cztery z nich spotykają się ponownie, postanawiają z odwagą spojrzeć w oczy prawdzie sprzed lat i pomścić niewinną śmierć…

OPINIA WŁASNA:

Akcja „Oblubienic wojny” rozgrywa się w czasie II wojny światowej, w małym, sennym miasteczku Crowmarsh Priors, a jej bohaterkami są młode kobiety, które dziwnym zrządzeniem losu trafiają w to samo miejsce. 22-letnia Alice jest zaradną i poukładaną córką pastora, jednak jej świat wywraca się do góry nogami, gdy jej narzeczony niespodziewanie poślubia Amerykankę; 18-letnią Evangeline, którą przywozi do rodzinnego domu. Gdy nastroje antysemickie zaczynają się nasilać, 16-letnia Tanni zmuszona jest uciekać z Austrii, poślubiając starszego o 10 lat przyjaciela, który zabiera ją do Anglii. Niestety Londyn wkrótce przestaje być bezpiecznym miejscem i zmuszona jest wraz z dzieckiem ewakuować się do Crowmarsh Priors, podobnie jak 15-letnia Elsie, pochodząca z biednej i wielodzietnej rodziny. Tam zostaje wysłana również niepokorna córka admirała i bohaterka licznych skandali, Frances, którą zaopiekować się ma jej matka chrzestna. Mimo iż dzieli je tak wiele, między kobietami zawiązuje się nić przyjaźni i wspólnie stawiają czoła okrutnej rzeczywistości.

Książka wyjęta spod pióra Helen Bryan naprawdę mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że wywrze na mnie tak dobre wrażenie i że jej lekturze będzie towarzyszyć aż tyle emocji. Autorka stworzyła niezwykle wciągającą historię, od której trudno się oderwać i postaci, z którymi czytelnik się zżywa. Bohaterki wykreowane przez nią są wielowymiarowe, a opowieść o ich losach angażuje i nie pozostawia obojętnym. „Oblubienice wojny” to poruszająca, pełna emocji i chwytająca za serce książka z mocno zarysowanym tłem historycznym, w której śmierć i strata przeplata się z miłością i nadzieją na lepsze jutro. Na kartach swojej pierwszej powieści Helen Bryan snuje niesamowicie barwną i zajmującą historię o pięciu kobietach wciągniętych w wir wojennej zawieruchy, które z pełną determinacji odwagą próbują walczyć o przetrwanie, jednocześnie starając się odnaleźć w niepewnych i niespokojnych czasach, w jakim przyszło im żyć. Dzieło amerykańskiej autorki to przesiąknięta smutkiem, ale i podnosząca na duchu opowieść o poświęceniu, okrucieństwie wojny, trudnych wyborach i niezwykłej przyjaźni, która rodzi się na przekór przeciwnościom losu i której więzy są równie silne, jak więzy krwi. To jedna z tych pozycji, które prowokują do myślenia i na długo zapadają w pamięć. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po „Oblubienice wojny” bo to lektura, z którą niewątpliwie warto się zapoznać. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

Nowości Wydawnictwa Psychoskok

Zapraszamy na wspaniałą i niezapomnianą ucztę dwóch doskonałych powieści o zróżnicowanej tematyce „Fałszywa Trójca” i „Wrota”.

„Fałszywa Trójca” to pierwszorzędny debiut Marcina Buczyńskiego. Powieść jest napisana z wielką erudycją, doskonałą dbałością o szczegóły przedstawianych państw i zamieszkujących je społeczności, wspaniałą dynamiką akcji i dokładnie przemyślanymi intrygami. A gdy emocje powodują, że nasze wewnętrzne barometry chcą eksplodować, wtedy, dla chwilowego uspokojenia i równowagi, pojawiają się wątki miłosne.
Książka zabierze cię na wyprawę po wyjątkowym, barwnym świecie, rządzonym przez istoty wszelkich ras i wierzeń. Fani Eragona i Władcy Pierścieni odnajdą tu dobrze znaną, intrygującą atmosferę fantastyki i trzymające w napięciu zwroty akcji. Nie zabraknie miejsca na bohaterstwo, poświęcenie i walkę w imieniu bezbronnych. A wszystko to w klimacie potężnej magii, sięgającej aż ku domenie bogów.

trojca

„Wrota” to powieść jednego z najwybitniejszych pisarzy japońskich przełomu XIX i XX wieku Natsume Sōseki. Opisuje historię mężczyzny, który na własne życzenie boryka się z samotnością i demonami przeszłości.
Bohaterem „Wrót” jest przeciętny Japończyk, który całe dnie spędza w pracy, a wieczorami znajduje czas na – zdawałoby się na pierwszy rzut oka – banalne rozmowy z żoną. Gdyby nie lekkie pióro autora, gdyby nie łatwość, z jaką luźne literki zamienia on w niebanalnie brzmiące zdania – byłaby to zapewne lektura przeciętna, jedna z wielu… Tymczasem „Wrota” wciągają, fascynują, pulsują pełną gamą barw ludzkich emocji i namiętności oraz… głęboko skrywanej tajemnicy życia mężczyzny.
wrota2

Kirsty Moseley „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”

chlopak-ktory-zakradal-sie-do-mnie-przez-okno_9788327619372

Tytuł: „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno”

Autor: Kirsty Moseley

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 352

Moja ocena: 3/10 – słaba

harper

NOTA WYDAWCY:

Od zawsze unikam jakiegokolwiek fizycznego kontaktu. Dotykać może mnie tylko mama, mój brat Jake i… Liam.

      Od ośmiu lat co wieczór chłopak z domu naprzeciwko zakrada się przez okno do mojej sypialni i zasypiamy niewinnie przytuleni. Gdyby Jake wiedział, że Liam spędza u mnie każdą noc, chybaby go zabił. Liam to największe szkolne ciacho. Szaleją za nim wszystkie dziewczyny, a on zmienia je jak rękawiczki.

       Nie mogę go rozgryźć. W dzień zachowuje się jak megadupek,  a w nocy jest ciepły i kochany. Wiem, że nie mogę się w nim zakochać – związki Liama nie trwają dłużej niż kilka nocy…

OPINIA WŁASNA:

Molestowana jako dziecko, 16-letnia Amber nie potrafi znieść cudzego dotyku, dlatego unika jakiegokolwiek kontaktu fizycznego. Wyjątkiem od tej reguły są jej mama, starszy brat i jego zabójczo przystojny kolega, Liam, który dokucza jej przy każdej nadarzającej się okazji, ale w nocy zamienia się w czułego i słodkiego chłopaka, który odgania jej koszmary. Osiem lat temu po raz pierwszy zakradł się do jej pokoju i pocieszył ją w trudnej chwili, przypadkiem zasypiając razem z nią. Od tamtej pory w tajemnicy przed wszystkimi, a zwłaszcza przed jej nadopiekuńczym bratem, chłopak z sąsiedztwa przychodzi do Amber co wieczór i kładzie się obok niej. Gdy jednak nastaje świt Liam z powrotem zamienia się w nieznośnego i irytującego przyjaciela jej brata, który co chwila zmienia dziewczyny. Amber nie potrafi się jednak oprzeć jego urokowi…

„Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” Kirsty Moseley to pozycja, na którą długo czekałam i nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie wpadnie w moje ręce. Zaintrygował mnie tytuł i historia z nim związana, jak również przykuwająca wzrok oprawa graficzna. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale mam do nich wyjątkową słabość i gdy jakaś mi się bardzo spodoba, nie mogę się oprzeć i po nią sięgam. Tak też było z dziełem autorstwa Kirsty Moseley. Czytałam bardzo skrajne opinie na temat tej pozycji i wiele wskazywało na to, że nie trafi w mój gust, ale postanowiłam zignorować ostrzegawcze sygnały i się z nią zapoznać. I mam za swoje. Początek był obiecujący i wzbudzał wiele uczuć, ale im dalej w las, tym gorzej. Tragedia, jaka dotknęła Amber zeszła na dalszy plan i prym wiodło przesłodzone i wyidealizowane uczucie rozwijające się pomiędzy głównymi bohaterami. Przez znaczną część książki niewiele się działo i strasznie nudziłam się podczas lektury. Związek Amber i Liama nie budził we mnie żadnych emocji, poza irytacją. Między nimi było po prostu zbyt idealnie, żeby mogło być ciekawie i intrygująco. Kirsty Moseley nie można też zarzucić konsekwencji i oryginalności w budowaniu postaci. Amber ma problem z dotykiem innych ludzi, kiedy autorka ma taki kaprys, poza tym nie zachowuje się jak osoba, która przeżyła taką traumę – flirtuje, kokietuje i prowokuje, co tym bardziej nie budziło mojej sympatii. Reszta bohaterów jest tak przerysowana i jednowymiarowa, że chyba bardziej już nie można. Wszystkie postacie żeńskie, w tym 16-letnia przyjaciółka głównej bohaterki nie mają żadnych zainteresowań poza seksem i flirtowaniem. I tym jest wypełniona cała książka; żenującym flirtowaniem i ciągłymi zbliżeniami pomiędzy Amber i Liamem. „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” niestety mocno mnie rozczarował. Liczyłam na niesamowitą, pełną emocji lekturę, a dostałam przesłodzony i banalny romans dla nastolatków, który niczym mnie nie zaskoczył. Nie polecam.

Ludwik Artel „FOKA”

foka

Tytuł: „FOKA”

Autor: Ludwik Artel

Wydawnictwo: Novae Res

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 324

Moja ocena: 6,5/10 – dobra z plusem

logo-novae-res-300dpi

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Polska, I połowa lat 80. XX wieku. Rosjanie bez żadnej konsultacji z władzami RP zastępują polską załogę swoją i umieszczają platformę wiertniczą w miejscu, w którym nie ma szans na znalezienie złóż ropy, co wzbudza podejrzenia majora Szczepańskiego. Dowodzący gdańską Służbą Bezpieczeństwa mężczyzna rozpoznaje dwóch agentów KGB i postanawia bliżej przyjrzeć się sprawie, angażując do zadania poleconego mu przez pułkownika Kowalika byłego pracownika SB, by w razie zdemaskowania, uniknąć jakichkolwiek podejrzeń. Piotr Krasnowski, po tragicznym wypadku samochodowym, w którym stracił żonę i syna, odszedł z pracy i zaczął topić smutki w alkoholu. Nie mając nic do stracenia, przyjmuje bez wahania propozycję byłego szefa, który pomógł mu stanąć na nogi i postanawia odkryć zamiary Związku Radzieckiego, nie zważając na ryzyko i niebezpieczeństwo, jakie to ze sobą niesie.

„FOKA” Ludwika Artela to książka, która była dla mnie całkowitą niewiadomą. Nie jestem fanką tego gatunku i bardzo rzadko po niego sięgam, dlatego tym bardziej obawiałam się tego spotkania. Nie wiem, co konkretnie skłoniło mnie do sięgnięcia po tę pozycję; myślę, że w równym stopniu były to chęć odmiany i obiecujący zarys fabuły. Nie znalazłam żadnych informacji o autorze ani jego wcześniejszych publikacjach, dlatego podejrzewam, że jest to debiut autorski Ludwika Artela. Jeżeli tak, to muszę przyznać, że jest to bardzo udany debiut. Po dość nieciekawym i nużącym początku, „FOKA” tak mnie wciągnęła, że nie byłam w stanie odłożyć książki i skończyłam ją jeszcze tego samego dnia. Ta pozycja naprawdę mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się tak dobrze napisanej historii i tak świetnie poprowadzonej fabuły. Kreacja postaci też wypada nieźle – są to zdecydowanie bohaterowie, którzy wyróżniają się z tła i mają wiele odcieni. Autorowi udało się zainteresować mnie tematem, choć to kompletnie nie moja bajka. Do gustu przypadł mi także subtelnie zarysowany wątek miłosny, który rozwijał się stopniowo i nie zdominował treści. Mimo kilku mankamentów, jestem pod wrażeniem „FOKI”. Ludwik Artel na kartach swojej powieści snuje niezwykle ekscytującą i fascynującą historię pełną tajemnic, intryg i niedomówień, która zaskakuje czytelnika na każdym kroku i którą śledzi się z autentycznym zaangażowaniem. To bez wątpienia ciekawa propozycja dla entuzjastów powieści sensacyjnych i intrygujących zagadek. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie.

Nowości Wydawnictwa Psychoskok

Wydawnictwo Psychoskok poleca:

rewelacyjne książki erotyczne Marty W. Staniszewskiej

„Nigdy Cię nie zapomniałam” cz.1 i „Nigdy nie pozwolę Ci odejść” cz.2, znakomicie wpisują się w kanon romansu. Tego gatunku, który kobiety ubóstwiają najbardziej. Namiętność, erotyzm i miłość, a to wszystko przeplatane intrygami i dziwnymi zbiegami okoliczności.

sta

„Nigdy cię nie zapomniałam”jest lekko opowiedzianą historią trudnego, pełnego meandrów, związku kobiety z mężczyzną. Na zapleczu tej gorącej miłości czai się śmiertelne niebezpieczeństwo. Życie Aleksa jest poważnie zagrożone, a przez związek z Sophie, również ona nie może czuć się bezpiecznie. Czy w takich okolicznościach miłość ma szansę na przetrwanie?

„Nigdy nie pozwolę ci odejść” to druga część gorąco przyjętego erotyka „Nigdy cię nie zapomniałam”. Przesycona pikantnymi scenami, jeszcze bardziej namiętna i smakowita, pełna czułości historia dwojga kochanków, których miłość przetrwała ponad czasem i ludzką zazdrością.

Książki do kupienia między innymi w sklepie internetowym:


http://tylkorelaks.pl/

Mia Sheridan „Stinger. Żądło namiętności”

stinger

Tytuł: „Stinger. Żądło namiętności”

Autor: Mia Sheridan

Wydawnictwo: Septem

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 408

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra

septem

NOTA WYDAWCY:

Los czasem płata figle…

Kto powiedział, że konferencje branżowe muszą być nudne? Nawet jeśli tak bywa, to na pewno nie w Las Vegas, mieście, w którym wszystko może się zdarzyć. To właśnie tam pewna poważna młoda osoba, Grace Hamilton, uczestnicząca w Międzynarodowym Zjeździe Studentów Prawa, poznaje Carsona Stingera, aktora z branży erotycznej, z którym spędza kilka upojnych chwil. Ale cóż może na dłużej połączyć dwoje tak odmiennych ludzi, mających całkowicie inne poglądy na świat i życie?

Grace to dziewczyna, która uparcie dąży do realizacji swoich celów, a Carson żyje z dnia na dzień i na niczym szczególnie mu nie zależy. Oboje doskonale wiedzą, że ich drogi skrzyżowały się tylko na chwilę… A jednak nie potrafią o sobie zapomnieć.

Kiedy szczęśliwym zrządzeniem losu wpadają na siebie ponownie, nie mogą odrzucić tej szansy. Zwłaszcza że w międzyczasie oboje nieco dojrzeli, a Stinger porzucił branżę porno na rzecz służby w armii USA. Romans pięknej pani prokurator i przystojnego komandosa nie przypomina sielanki, ale czy życie bez emocji jest ciekawe?

OPINIA WŁASNA:

Grace Hamilton to poważna i poukładana studentka prawa, która przyjeżdża do Las Vegas na odbywający się tam weekendowy Zjazd Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Prawa. Dziewczyna ma wszystko zaplanowane i nie przewiduje żadnych niespodzianek, ale gdy wpada na 23-letniego Carsona Stingera, uwodzicielskiego i zabójczo przystojnego aktora, który przyjechał na odbywające się tam równolegle Targi Branży Erotycznej, jej życie wywraca się do góry nogami. Początkowa niechęć Grace szybko zamienia się w pożądanie i fascynację tym intrygującym mężczyzną, który pod maską beztroskiego lekkoducha skrywa zupełnie inne oblicze. Oboje jednak zdają sobie sprawę, że nie mają szans na wspólną przyszłość i jedyne, na co mogą liczyć, to kilka upojnych nocy spędzonych w swoich ramionach…

Mia Sheridan, bestsellerowa amerykańska pisarka, podbiła moje serce pozycją „Bez słów”, dlatego nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po jej kolejne dzieła. Na szczęście nie musiałam długo czekać na okazję. Książka „Stinger. Żądło namiętności” zapowiadała się równie obiecująco i od razu przykuła moją uwagę, dlatego jak najszybciej zabrałam się za czytanie. Muszę przyznać, że miałam całkiem spore oczekiwania wobec tej pozycji i obawiałam się, że nie dorówna swojej poprzedniczce, która dość wysoko postawiła poprzeczkę. Moje wątpliwości zostały jednak rozwiane, gdy tylko zagłębiłam się w lekturze. Mii Sheridan naprawdę udało się mnie zaskoczyć. I to jak! To dopiero druga książka jej autorstwa, z jaką miałam przyjemność się zapoznać, ale i tak wpisuję ją na listę moich ulubionych pisarek. „Stinger. Żądło namiętności” trzyma poziom i w równym stopniu zachwyca – zarówno fenomenalną kreacją postaci, jak i piekielnie wciągającą  historią miłosną, od której nie można się oderwać. Amerykańska autorka po raz kolejny obudziła we mnie nieuleczalną romantyczkę, tworząc opowieść, w której musiałam się zakochać. „Stinger. Żądło namiętności” zaskakuje, wzrusza i bawi, wywołując całą gamę uczuć. To elektryzująca, pełna namiętności i rozpalająca wyobraźnię historia o przewrotnym losie, sile przeznaczenia i miłości wbrew rozsądkowi, która zdolna jest przezwyciężyć wszelkie przeszkody. Z pewnością przypadnie do gustu wszystkim entuzjastkom gorących romansów i nietuzinkowych historii miłosnych ;) Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

Sarah Dessen „Ktoś taki jak ty”

ktos-taki-jak-ty_9788327617132

Tytuł: „Ktoś taki jak ty”

Autor: Sarah Dessen

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 256

Moja ocena: 6/10 – dobra

harper

NOTA WYDAWCY:

Los zafundował Scarlett szybką lekcję dorastania. Jej chłopak zginął w wypadku, a ona dowiedziała się, że jest z nim w ciąży. Niepokorna i szalona szesnastolatka nie ma pojęcia o odpowiedzialności, a co dopiero o byciu matką. To będzie czas ogromnych wyzwań.

Jej najlepsza przyjaciółka Halley zawsze była jej przeciwieństwem. Cicha, poukładana i niezbyt towarzyska, ograniczana przez nadopiekuńczą matkę. Zwykle to ona potrzebowała optymizmu i nieustępliwości Scarlett, jednak teraz role się odwróciły. Halley będzie musiała wesprzeć przyjaciółkę, choć sama ma problem – zakochała się w niewłaściwym facecie.

Czeka je trudny krok w dorosłość i prawdziwy sprawdzian z przyjaźni.

OPINIA WŁASNA:

Scarlett i Halley są najlepszymi przyjaciółkami odkąd skończyły jedenaście lat. Scarlett jest krnąbrną i zwariowaną 16-latką, która dorastała bez ojca i jako dziecko często musiała opiekować się niedojrzałą i lekkomyślną matką. Halley stanowi jej całkowite przeciwieństwo; jest spokojną, nieśmiałą i ułożoną dziewczyną z nadopiekuńczą matką-terapeutką kontrolującą każdy aspekt jej życia. Mimo znacznych różnic charakterów nastolatki świetnie się ze sobą dogadują i zawsze mogą na sobie polegać. Niespodziewanie ich beztroskie życie zostaje wywrócone do góry nogami i wszystko ulega diametralnej zmianie. Scarlett zachodzi w ciążę z chłopakiem, który zginął w tragicznym wypadku, zanim zdążyła go dobrze poznać, a Halley zakochuje się w szkolnym łobuzie i zaczyna wkraczać w buntowniczą fazę, co pogłębia dystans między nią a matką, którą do tej pory uważała za przyjaciółkę.

Z amerykańską autorką Sarah Dessen miałam okazję się spotkać przy lekturze pozycji „Kołysanka”, która pozostawiła po sobie miłe wrażenie, dlatego gdy dowiedziałam się, że kolejna książka jej autorstwa będzie miała u nas swoją premierę, postanowiłam po nią sięgnąć. Nie miałam zbyt wielkich oczekiwań; liczyłam przede wszystkim na lekką i nieskomplikowaną młodzieżówkę, przy której miło spędzę czas i właśnie to otrzymałam. „Ktoś taki jak ty” to barwna i ujmująca pozycja o burzliwym i nierzadko szalonym okresie, jakim jest dorastanie. Opowiada o przyjaźni, wkraczaniu w dorosłość, trudnych wyborach, pierwszych zauroczeniach i pierwszych zawodach miłosnych. Sarah Dessen ponownie zaserwowała czytelnikom słodko-gorzką historię, która bawi i wzrusza i w której, pomimo trudnego tematu, nie brakuje optymistycznych akcentów. Amerykańska autorka swoją kolejną powieścią udowodniła, że naprawdę potrafi pisać dla młodzieży, tworząc przekonujące i wyraziste postacie, które wzbudzają sympatię, jednocześnie z wyczuciem podejmując wciąż aktualny temat, jakim jest nastoletnia ciąża. Główne bohaterki to osoby, z którymi wiele czytelniczek może się utożsamić, a ich historia może być niezapomnianą lekcją i zachętą do refleksji. „Ktoś taki jak ty” to wciągająca i niezobowiązująca lektura, z którą spędziłam przyjemne popołudnie, świetnie się przy tym bawiąc. To bez wątpienia idealna lektura dla młodych czytelników, jak również dla wszystkich miłośników powieści młodzieżowych. Myślę, że ma szansę trafić do serc wielu nastolatek. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią!

Tosca Lee „Judasz”

judasz

Tytuł: „Judasz”

Autor: Tosca Lee

Wydawnictwo: Święty Wojciech

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 338

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra

swiety

NOTA WYDAWCY:

ZŁODZIEJ. KŁAMCA. ZDRAJCA… PRZYJACIEL?

Tosca Lee, wielokrotnie nagradzana pisarka, autorka licznych bestsellerów, zagląda do serca i umysłu Judasza – człowieka, którego imię stało się synonimem zdrajcy. Pyta: Co skłoniło go do wydania Jezusa? I pozwala nam spojrzeć na czyn Judasza w świetle jego oczekiwań oraz w kontekście świata i kultury, w jakich przyszło mu żyć. Pozwala odczuć ówczesne wołanie całego narodu – o wolność, o zbawienie, o prawdziwego Mesjasza. I obawy tego narodu, bo przecież tylu mesjaszów już zawiodło ich nadzieje. Judasz to powieść wizjonerska, a zarazem historycznie dokładna, aż po najdrobniejsze szczegóły. Mistrzowska narracja, która wyszła spod pióra jednej z najbardziej utalentowanych pisarek naszych czasów.

OPINIA WŁASNA:

Tosca Lee to bestsellerowa amerykańska pisarka, znana głównie z powieści historycznych i thrillerów ponadnaturalnych, laureatka wielu nagród i wyróżnień, która zadebiutowała dziełem „Diabeł. Autobiografia”. Jakiś czas temu na naszym rynku, nakładem Wydawnictwa Święty Wojciech, pojawiła się druga książka jej autorstwa, przedstawiająca historię jednego z dwunastu apostołów, który zdradził swojego nauczyciela i wydał go za 30 srebrników, człowieka zhańbionego, potępianego i okrytego złą sławą.

Judasza z pewnością nie trzeba nikomu przedstawiać. Postać, której imię stało się synonimem zdrajcy do dziś budzi liczne kontrowersje i stanowi przedmiot wielu dyskusji. Czy Judasz naprawdę był takim czarnym charakterem, za jakiego go mamy? Czy człowiek, którego Jezus nazywał przyjacielem, świadomie wydał swojego mistrza na pewną śmierć? Dlaczego podczas ostatniej wieczerzy, gdy Jezus wyznaje, że jeden z jego uczniów go zdradzi, Judasz pyta „Chyba nie ja?”, a po Jego śmierci popełnia samobójstwo? Tosca Lee w swojej najnowszej powieści postanawia odpowiedzieć na te i inne pytania, podejmując próbę zmierzenia się z jednym z najbardziej znanych aktów zdrady w historii chrześcijaństwa. Czy jej się to udało?

Książka „Judasz” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Tosci Lee i muszę przyznać, że trochę się go obawiałam. Nie jestem szczególną miłośniczką powieści historycznych, ale byłam niezmiernie ciekawa historii, jaka wyszła spod pióra tej amerykańskiej autorki, dlatego postanowiłam dać jej szansę. Niesamowicie pochlebne recenzje i fakt, że pozycja ta sprzedała się w 7 tys. egzemplarzy w dniu premiery również mnie zaintrygowały i zaostrzyły mój apetyt, dlatego jak najszybciej zabrałam się za czytanie. I było warto. „Judasz” okazał się dokładnie taką lekturą, na jaką liczyłam; niesamowicie absorbującą, zmuszającą do myślenia i zapadającą w pamięć. Autorka umiejętnie łączy fakty historyczne z fikcją literacką, tworząc historię barwną i dopracowaną pod każdym względem, którą śledzi się z autentycznym zaangażowaniem. Tosca Lee tchnęła życie w postać, która dla niektórych była jednoznaczna, tworząc pełnokrwistego i wielowymiarowego bohatera, którego ocena nie jest już tak oczywista. Judasz, podobnie jak większość z nas, miał swoje plany i marzenia, wątpił, gubił się i zmagał z własnymi demonami, ale starał się postępować w zgodzie z własnym sumieniem, mimo licznych wątpliwości i rozterek, które nim targały i kazały zbaczać z obranej ścieżki. Ale nie tylko jego postać zasługuje na uznanie. Autorce udało się również stworzyć wiarygodny portret Jezusa; uchwycić jego enigmatyczność, charyzmę, jak również gwałtowność i nieprzewidywalność. „Judasz” naprawdę mnie zaskoczył. To niesamowita książka, która chwyta za serce i wzrusza do łez, wywołując wiele emocji i poddając w wątpliwość to, co do tej pory uznawaliśmy za niepodważalne. Tosca Lee stworzyła niezwykle zajmującą i przekonującą historię, w którą naprawdę można uwierzyć. Serdecznie polecam!

Gail McHugh „Amber”

amber

Tytuł: „Amber”

Autor: Gail McHugh

Wydawnictwo: Akurat

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 592

Moja ocena: 5/10 – przeciętna

akurat

NOTA WYDAWCY:

Życie Amber Moretti zmienia się nie do poznania. Osierocona outsiderka, która przez całe życie zmagała się z koszmarami dzieciństwa, pragnie za wszelką cenę rozpocząć nowe życie jako studentka. Kiedy pojawia się na uniwersytecie po raz pierwszy, spotyka dwóch mężczyzn, najlepszych przyjaciół, którzy wnoszą do jej mrocznej egzystencji kolor, świeży powiew powietrza i światło.

Brock Cunningham jest uroczym, zielonookim uwodzicielem-gentlemanem, Amber nie może się oprzeć jego urokowi. Wkrótce ten intrygujący mężczyzna zaczyna wypełniać cały jej świat, każdą myśl i każdy oddech. Ryder Ashcroft – niebieskooki wytatuowany „zły chłopak”, natychmiast zniechęca ją do siebie, kiedy jednak udaje mu się ją pocałować, natychmiast kradnie część jej serca, duszy i umysłu. Ku swojemu ogromnemu zdumieniu i przerażeniu, Amber zakochuje się w nich obu. A potem następuje coś, co zmienia wszystko, i Amber nie wie, czy kiedykolwiek uda jej się powrócić do normalnego życia.

OPINIA WŁASNA:

19-letnia Amber Moretti opuszcza rodzinny dom i wyjeżdża, by rozpocząć studia na uniwersytecie, mając nadzieję, że uda jej się zapomnieć o bolesnej przeszłości i zacząć wszystko od nowa. Jeszcze tego samego dnia na jej drodze staje Ryder Ashcroft, wytatuowany, niebezpieczny i zabójczo przystojny flirciarz, do którego czuje natychmiastowy pociąg, mimo jego nieznośnej osobowości. To jednak uwodzicielski i szarmancki Brock Cunnigham, najlepszy przyjaciel Rydera, wzbudza jej zainteresowanie i powoli wkrada się do jej serca, które dotąd było zamknięte przed wszystkimi. Amber nie potrafi oprzeć się jego urokowi i zakochuje się w nim bez pamięci. Nie powstrzymuje jej to jednak przed pożądaniem jego przyjaciela, który ją fascynuje i wytrąca z równowagi. Gdy poznaje go lepiej, okazuje się, że pod arogancją i bezczelnością kryje się wrażliwy i oddany rodzinie chłopak, który gotowy jest zrobić wszystko dla tych, których kocha. Amber z przerażeniem uświadamia sobie, że jej serce nie bije już dla jednego mężczyzny, lecz dla dwóch, których kocha i pragnie w równym stopniu.

„Amber” to bestsellerowa książka autorstwa Gail McHugh, która wywołała zachwyt wielu czytelniczek i stała się popularna jeszcze przed oficjalną premierą. Dzieło amerykańskiej autorki skusiło mnie masą niesamowicie pochlebnych recenzji i zapowiedzią niezwykle odważnego trójkąta miłosnego. Nie mogłam się oprzeć takiej zachęcie, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłam zapoznać się z tą pozycją, by przekonać się, czy rzeczywiście jest tak dobra. Początek nie należy do najoryginalniejszych i właściwie zaczyna się tak samo schematycznie, jak w każdej książce z tego nurtu, czyli pożądanie od pierwszego wejrzenia. Główne postacie męskie, czyli Brock i Ryder, to typowi przedstawiciele tego gatunku: obłędnie przystojni, nieznośnie aroganccy i mający ogromne doświadczenie z płcią przeciwną. Amber stanowi jednak miłą odmianę i zdecydowanie wyróżnia się na tle bohaterek New Adult, bo nie jest niewinną dziewicą, lecz doświadczoną i prowadzącą bujne życie erotyczne kobietą, która wykorzystuje seks, by uwolnić się od demonów przeszłości. Kreacja postaci wypada naprawdę nieźle i według mnie stanowi największy atut tej pozycji. Są to bohaterowie z krwi i kości, doświadczeni przez los i zmagający się z wieloma problemami, z którymi próbują sobie radzić na swój własny sposób. Nie zawsze zgodny z prawem. Gail McHugh oferuje historię pozbawioną pruderii i wszelkich hamulców, odważną i fascynującą, która pobudza wyobraźnię, rozpala zmysły i wywołuje całą gamę sprzecznych emocji. „Amber” to opowieść o skomplikowanym trójkącie miłosnym, który wymyka się spod kontroli i o zakazanej namiętności, dla której bohaterowie gotowi są porzucić wszelkie zasady moralne i przekraczać granice, które powinny być nieprzekraczalne. Lektura tej pozycji dostarczyła mi mocnych wrażeń i wywołała spory mętlik w głowie, pozostawiając mnie z mieszanymi odczuciami. To bez wątpienia najbardziej kontrowersyjne New Adult, z jakim miałam okazję się zapoznać.

Mia Sheridan „Bez słów”

bezslow

Tytuł: „Bez słów”

Autor: Mia Sheridan

Wydawnictwo: Otwarte

Data wydania: 30.03.2016

Liczba stron: 384

Moja ocena: 8/10 – rewelacyjna

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

otwarte

NOTA WYDAWCY:

Czasem słowa nie są potrzebne, by wyrazić, co kryje się w sercu.

Czy są takie rany, których miłość nie zdoła uleczyć?

Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało.

Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic.

Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?

OPINIA WŁASNA:

Atrakcyjna i towarzyska Bree Prescott skończyła studia i życie stało przed nią otworem, ale pewnego dnia wszystko uległo diametralnej zmianie. Jej ukochany ojciec został zamordowany, a ona została sierotą. Od tego tragicznego wydarzenia minęło już pół roku, ale dziewczyna wciąż nie potrafi się otrząsnąć z traumatycznych przeżyć, które pozostawiły w niej trwały ślad. Próbując zapomnieć o bolesnej przeszłości, Bree postanawia wyjechać z rodzinnego Cincinnati i zaszyć się w cichym, spokojnym miasteczku Pelion, gdzie zatrudnia się jako kelnerka. Tam spotyka 23-letniego Archera Hale’a – outsidera i odludka, który w wieku 7 lat stracił rodziców w wypadku samochodowym i od tamtej pory nie mówi. Po śmierci ekscentrycznego wujka, który się nim opiekował, Archer zostaje sam i nie może na nikogo liczyć. Chłopak trzyma wszystkich na dystans i nie pozwala się do siebie zbliżyć, ale Bree udaje się przedrzeć przez jego mury obronne i zaprzyjaźnić z nim. Nie wie jednak, że mężczyzna również skrywa mroczne sekrety…

„Bez słów” to czwarta książka w dorobku pisarskim amerykańskiej autorki, Mii Sheridan, która zdobyła serca wielu czytelników i stała się bestsellerem. Pozycja ta automatycznie znalazła się na mojej liście must have, gdy tylko zobaczyłam ją na zagranicznym portalu goodreads i z niecierpliwością czekałam, aż wreszcie się z nią zapoznam. Trochę się obawiałam mojego pierwszego spotkania z twórczością Mii Sheridan, bo zwykle po tak entuzjastycznym nastawieniu przeżywam gorzkie rozczarowanie. New Adult to gatunek, po który często sięgam, ale do tej pory nie miałam do niego szczęścia i zwykle trafiałam na pozycje słabe albo przeciętne. „Bez słów” autorstwa Mii Sheridan okazało się być odkryciem roku i nie będzie przesadą stwierdzenie, że to najlepsze NA, z jakim miałam okazją się zapoznać. Amerykańska autorka stworzyła niesamowicie poruszającą i angażującą emocje historię, w której bezpowrotnie się zatraciłam i bohaterów, w których się zakochałam. Już dawno nie miałam w rękach tak unikatowej i zachwycającej pod każdym względem książki, która wywołałaby we mnie tyle uczuć. Dzieło autorstwa Mii Sheridan to jedna z tych pozycji, które zapadają w pamięć i nie pozwalają o sobie zapomnieć, pozostawiając po sobie niezatarty ślad. Na kartach tej powieści rozgrywa się piękna i bolesna historia o bliznach przeszłości, trudnej i nieustającej walce z własnymi demonami i uzdrawiającej sile miłości, dzięki której jesteśmy w stanie zacząć budować wszystko od nowa. „Bez słów” chwyta za serce i porusza czułe struny duszy, będąc jednocześnie próbą naszej wrażliwości. To książka, obok której nie można przejść obojętnie. Koniecznie po nią sięgnijcie!

Morgan Matson „Odkąd cię nie ma”

odkad-cie-nie-ma-b-iext31172886

Tytuł: „Odkąd cię nie ma”

Autor: Morgan Matson

Wydawnictwo: Jaguar

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 384

Moja ocena: 6,5/10 –  dobra z plusem

jaguar

NOTA WYDAWCY:

Zanim Emily poznała Sloane nie chodziła na imprezy, nie rozmawiała z chłopakami, nie robiła niczego szalonego. Sloane wtargnęła niczym tornado do jej życia i przewróciła je do góry nogami. Tuż przed rozpoczęciem szalonego lata Sloane nagle zniknęła. Żadnych telefonów, wiadomości. Ani śladu po przyjaciółce. Znaleziono jedynie przypadkową listę rzeczy do zrobienia. A na niej 13 wybranych przez Sloane dziwacznych zadań, których Emily na pewno sama z siebie by nigdy nie zrobiła. Okazuje się jednak, że wykonanie ich naprowadzi na ślad zaginionej przyjaciółki. Dla Emily wyzwanie dopiero się zaczyna!

OPINIA WŁASNA:

Nastoletnia Emily była nieśmiałą, spokojną dziewczyną, która zawsze pozostawała w cieniu i nie miała zbyt bujnego życia towarzyskiego. Trzymała się z grupą koleżanek ze szkoły, starając się dopasować, ale nie mogła liczyć na prawdziwą przyjaźń. Wszystko się zmieniło, gdy w jej życie wkroczyła przebojowa Sloane z tysiącem zwariowanych pomysłów na minutę, która stała się jej najlepszą przyjaciółką i odkryła przed nią nowe możliwości. Tuż przed szczegółowo zaplanowanymi wakacjami, Sloane niespodziewanie znika, pozostawiając po sobie jedynie listę z trzynastoma zadaniami, które ma wykonać Emily. Bez najlepszej przyjaciółki, na której zawsze mogła polegać, dziewczyna nie potrafi się odnaleźć w otaczającej ją rzeczywistości, dlatego postanawia podjąć wyzwanie, jakie rzuciła jej Sloane, mając nadzieję, że dzięki temu ją odnajdzie.

Z twórczością amerykańskiej pisarki, Morgan Matson miałam okazję się spotkać przy lekturze pozycji „Lato drugiej szansy”, która wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie, dlatego nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po książkę „Odkąd cię nie ma”, która zebrała znakomite recenzje na zagranicznych portalach. Muszę przyznać, że po tylu pozytywnych opiniach miałam dosyć spore oczekiwania i  liczyłam na naprawdę niesamowitą historię, która zwali mnie z nóg. I z pewnością by tak było, gdybym była o pięć lat młodsza. Żałuję, że ta książka nie powstała wcześniej, bo bez wątpienia byłabym nią wtedy zachwycona. Bliżej mi do gatunku New Adult ( nie tylko wiekowo ), a ta pozycja wpisuje się w nurt Young Adult, z którego już chyba wyrosłam. Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowana, bo Morgan Matson stworzyła naprawdę wyjątkową i niebanalną historię, którą śledziłam z prawdziwą przyjemnością. Nie mogłam się oderwać i pochłonęłam ją w jeden dzień! Kreacja postaci również wypadła świetnie, zwłaszcza głównej bohaterki, która wzbudza sympatię i z którą może się utożsamić wiele nastolatek. Jeżeli miałabym wskazać jakiś minus, to byłyby to retrospekcje, których po prostu nie lubię. Na szczęście było ich niewiele, dlatego patrzyłam na nie z przymrużeniem oka. „Odkąd cię nie ma” Morgan Matson jest jedną z tych książek, w których można się zakochać. To wciągająca, inspirująca i pełna zaskakujących przygód opowieść o przyjaźni, poszukiwaniu siebie, odkrywaniu własnej tożsamości i podejmowaniu ryzyka, która z pewnością przypadnie do gustu nastoletnim czytelnikom. Miłośnicy gatunku Young Adult również nie powinni się zawieść ;)

Carole Matthews „Cukiernia w ogrodzie”

cukiernia-w-ogrodzie-b-iext31564897

Tytuł: „Cukiernia w ogrodzie”

Autor: Carole Matthews

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 464

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra

harper

NOTA WYDAWCY:

Fay prowadzi cukiernię w urokliwym domowym ogrodzie. Praca, ogród i opieka nad wiecznie niezadowoloną matką wypełniają jej życie niemal bez reszty. Od dziesięciu lat spotyka się z Anthonym, ale nie jest to związek, o jakim marzyła. Pewnego dnia w cukierni pojawia się Danny, dużo młodszy od niej trzydziestolatek, który porzucił pracę w londyńskim City i mieszka na łodzi. Fay świetnie się bawi w towarzystwie Danny’ego i pod jego wpływem zaczyna inaczej patrzeć na swoje życie. Tymczasem fatalny zbieg okoliczności sprawia, że traci wszystko, co znała i kochała. Z dnia na dzień musi dokonać wyboru między tym, co przewidywalne a tym, co szalone i nieznane.

OPINIA WŁASNA:

41-letnia Fay Merryweather prowadzi kawiarnię i sklepik z ciastami w przydomowym ogrodzie, a w wolnym czasie zajmuje się oschłą i zrzędliwą matką, która z niewiadomych powodów zaszyła się w swoim pokoju i całkowicie odizolowała od świata zewnętrznego. Fay stara się jej okazywać cierpliwość i zrozumienie, ale kobieta nie docenia jej wysiłków, wiecznie faworyzując młodszą córkę, Edie, która kilka lat temu wyjechała do Nowego Jorku i tylko sporadycznie kontaktuje się z rodziną. Pewnego dnia w spokojne i bezbarwne życie Fay wkracza 30-letni Danny – przystojny lekkoduch, który porzucił stresującą pracę w korporacji i zamieszkał na łodzi. Kobieta, mimo iż od dziesięciu lat jest w związku ze statecznym i poukładanym Anthonym, nie potrafi oprzeć się urokowi nowo poznanego mężczyzny i wbrew zdrowemu rozsądkowi, zakochuje się w nim…

Carole Matthews to ceniona brytyjska pisarka, która ma na swoim koncie już kilkanaście pozycji, jednak do tej pory nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z jej twórczością. Chcąc to nadrobić postanowiłam sięgnąć po najnowszą książkę jej autorstwa, jaka pojawiła się na naszym rynku – „Cukiernię w ogrodzie”, która skusiła mnie niesamowicie apetyczną okładką. Nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać po tej pozycji, jednak na szczęście moje obawy zostały szybko rozwiane. „Cukiernia w ogrodzie” ma wszystko to, co lubię: wciągającą fabułę, przesympatycznych bohaterów i subtelny wątek miłosny, który idealnie wtapia się w tło i któremu mogę kibicować. Brytyjska pisarka stworzyła niezwykle plastyczną, pełną humoru i zaskakujących zwrotów akcji historię, którą śledzi się z prawdziwym zaangażowaniem do samego końca. Dzieło Carole Matthews to przepyszna, ujmująca i pełna ciepła opowieść o miłości, przyjaźni, przeciwnościach losu oraz o tym, że warto podążać za marzeniami i dać się ponieść odrobinie szaleństwa. Słodycz przeplata się tutaj z goryczą, ale w gruncie rzeczy jest to książka podnosząca na duchu i napawająca optymizmem. „Cukiernia w ogrodzie” ma swój niepowtarzalny urok, który z pewnością docenią miłośniczki twórczości Carole Matthews. Lektura tej pozycji była dla mnie czystą przyjemnością i z pewnością do niej powrócę. Serdecznie polecam!

Jennifer Probst „Mężczyzna doskonały”

mezczyzna-doskonaly-

Tytuł: „Mężczyzna doskonały”

Autor: Jennifer Probst

Wydawnictwo: Akapit Press

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 360

Moja ocena: 6/10 – dobra

akapit-press-logo-1452260844

NOTA WYDAWCY:

Biuro matrymonialne Happy Ending robi furorę w Verily, elitarnym osiedlu pod Nowym Jorkiem. Bryluje tam Kennedy Ashe, konsultantka i doradczyni o figurze i urodzie topmodelki, która sprosta każdemu wyzwaniu, nawet jeśli okaże się nim świeżo pozyskany klient Nate Ellison Raymond Dunkle, dziwak do sześcianu. Kennedy z koszmarnego niedołęgi zrobi najbardziej pożądane ciacho na małżeńskim rynku Verily. Stopniowo zauważa, że ona i Nate są do siebie niepokojąco podobni. Czy pójdzie za głosem serca? A może lęk skaże ją na samotność, zaś Nate właśnie dzięki niej znajdzie prawdziwą miłość i ułoży sobie życie… z inną kobietą?

OPINIA WŁASNA:

32-letni Nate Dunkle to zdziwaczały, niemający powodzenia u kobiet konstruktor statków kosmicznych, który po wielu latach pragnie się wreszcie ustatkować i założyć rodzinę. Niestety kalejdoskop randkowy, na którym miał nadzieję znaleźć wymarzoną partnerkę, okazuje się być kompletną katastrofą. Zdesperowany mężczyzna postanawia skorzystać z usług biura matrymonialnego Happy Ending, który ma mu pomóc w znalezieniu idealnej kandydatki na żonę. Jego metamorfozą ma się zająć piękna i seksowna swatka – Kennedy Ashe, dla której Nate stanowi wyzwanie i odskocznię od monotonnej rzeczywistości. Kobieta unika trwałych związków i skupia się na przelotnych romansach, jednak niespodziewanie zaczyna czuć coś do swojego podopiecznego, z którym łączy ją więcej, niż mogłaby przypuszczać…

„Mężczyzna doskonały” autorstwa Jennifer Probst to pozycja, która niesamowicie mnie zaintrygowała i nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie się z nią zapoznam. Bardzo spodobała mi się oprawa graficzna, ale ostatecznie to obiecujący zarys fabuły sprawił, że postanowiłam po nią sięgnąć. Zwykle w tego typu literaturze występuje powielany do bólu i niemalże utrwalony wzór męskiego bohatera – arogancki, pewny siebie i zabójczo przystojny. Jennifer Probst postanowiła jednak na oryginalność i stworzyła całkowite przeciwieństwo. I właśnie to mnie tak zaintrygowało. Byłam ciekawa, czy Nate „dziwak do sześcianu” przypadnie mi do gustu i jak wypadnie romans z nim w roli głównej. I muszę przyznać, że się nie zawiodłam. „Mężczyzna doskonały” to przyzwoicie skonstruowany romans, z wciągającą fabułą i wyrazistymi bohaterami, których losy śledzi się z przyjemnością. Jennifer Probst serwuje barwną i nieszablonową historią miłosną, pełną iskier i niespodzianek, jednak nie udało jej się uniknąć kilku wpadek i miejscami jest nieco schematycznie i przewidywalnie. Zdecydowanie lepiej wypada kreacja postaci, którzy zostali dopracowani i nie wtapiają się w tło. Poza kilkoma mankamentami, książka autorstwa amerykańskiej autorki jest dokładnie taką lekturą, na jaką liczyłam – lekką w odbiorze, niezobowiązującą i odprężającą, przy której nie można się nudzić. Z pewnością przypadnie do gustu entuzjastkom wszelakich romansów i fanom twórczości Jennifer Probst :)

Zapowiedź: „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender”

osobliwe-i-cudowne-przypadki-avy-lavender-b-iext31928796„Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender”

PREMIERA 2 marca 2016

Zbliża się magiczna noc przesilenia letniego…

Noc, w której niebo się otworzy, a powietrze wypełnią deszcz i pióra.

Ava urodziła się ze skrzydłami. Pragnie poznać prawdę, odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące jej pochodzenia. Niezwykłe wypadki, cudowne zdarzenia, dziwne zbiegi okoliczności i baśniowe rozterki zaprowadzą ją tam, gdzie nie spodziewała się dotrzeć. Kawałek po kawałku odsłania pełną boleści i trosk historię rodziny Roux. Ava Lavender może być pierwszą, która uniknie zguby i ucieknie obojętności. Czy uda jej się odnaleźć prawdziwą miłość?
Dramat Avy rozpoczyna się, kiedy wielce pobożny Nathaniel Sorrows bierze ją za anioła, a jego obsesja na punkcie dziewczyny rośnie…

ava

„Leslye Walton napisała śmiało zakrojoną, niezwykłą historię rodzinną w najczystszym stylu realizmu magicznego. Tutaj duchy, widma, anioły i ptaki wydają się takimi samymi bohaterami jak zdumiewający, nietuzinkowi mieszkańcy XX‑wiecznej Ameryki. Jeśli lubicie sagi rodzinne, w których miłość, smutek, niespełnienie i utracone szanse mieszają się z potężną dawką magii, niezwykłości oraz nadprzyrodzonych zdarzeń, ta książka na pewno jest dla Was!”
Maja Lidia Kossakowska

Grzegorz Filip „Miłość pod koniec świata”

milosc-pod-koniec-swiata-b-iext30744983Tytuł: „Miłość pod koniec świata”

Autor: Grzegorz Filip

Wydawnictwo: Videograf

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 366

Moja ocena: 6/10 – dobra

videograf

NOTA WYDAWCY:

Anna, warszawska dziennikarka, przyjeżdża na Zamojszczyznę, by zebrać materiał do artykułu o powiązaniach korupcyjnych miejscowych urzędników i biznesmenów. Poznaje Bernarda, byłego muzyka rockowego, który po tragicznej śmierci żony i syna porzucił estradę i zaszył się na wsi. Małżeństwo Anny nie należy do udanych – mąż od lat prowadzi badania polarne i ma romans z inną kobietą. Dziennikarskie śledztwo nie przynosi wprawdzie oczekiwanych rezultatów, lecz Anna znajduje na prowincji coś cenniejszego – miłość. Ale czy kłopoty rodzinne i przeszłość Bernarda pozwolą jej zaznać szczęście? Tymczasem zbliża się dzień, w którym według Majów ma nastąpić koniec świata. Dramatyczny finał romansu z Anną staje się jednak końcem świata dla Bernarda…

OPINIA WŁASNA:

Anna Jamroz to trzydziestokilkuletnia dziennikarka, matka 16-letniego Eryka i żona polarnika, który większość czasu spędza za granicą, zaniedbując małżeństwo i rodzinę. Mimo starań kobieta nie potrafi się porozumieć ze skrytym i małomównym synem, ale robi wszystko, żeby zapewnić mu jak najlepsze warunki. W obawie o stratę pracy podejmuje się napisania artykułu o korupcji i wyjeżdża do Niezbytowa, by zebrać materiał do reportażu. Tam spotyka Bernarda, byłego muzyka, który po tragicznym wypadku swojej żony i synka, porzucił karierę wokalisty znanej grupy heavy metalowej i zaszył się na wsi, będąc przekonanym, że śmierć ukochanych była karą za jego dawne postępki. Pogrążony w rozpaczy i stale rozpamiętujący przeszłość mężczyzna niespodziewanie zakochuje się w pięknej i ujmującej Annie. Między nimi rodzi się zakazane uczucie, które zmieni życie ich obojga.

„Miłość pod koniec świata” to pozycja, która zwróciła moją uwagę intrygującym tytułem i czarującą okładką. Zwykle rzadko sięgam po książki polskich autorów, ale byłam niezmiernie ciekawa tej historii, dlatego postanowiłam się z nią zapoznać.  Dzieło Grzegorza Filipa nie od razu zdobyło moje serce. Początek nie był zbyt zachęcający; nie potrafiłam się wczuć w przedstawioną historię i często uciekałam myślami. Na szczęście później było już tylko lepiej. Losy Anny i Bernarda tak mnie wciągnęły, że nie byłam w stanie się oderwać! Wielkim atutem tej pozycji jest bez wątpienia narracja widziana z punktu widzenia różnych bohaterów, dzięki czemu mamy okazję bliżej ich poznać i zrozumieć targające nimi emocje i rozterki. Nie wszystkie postacie wzbudzają sympatię, ale bez wątpienia są świetnie wykreowane i wyróżniają się z tła. Autor posługuje się ciekawym, nieco poetyckim stylem, który nadaje tej historii nieco subtelności i barwy.

 „Miłość pod koniec świata” to słodko-gorzka, poruszająca i przepełniona emocjami opowieść o trudnej miłości, która przychodzi niespodziewanie i wywraca życie do góry nogami, skomplikowanych relacjach międzyludzkich, wkraczaniu w dorosłość i demonach przeszłości, od których trudno się uwolnić, bez względu na to, jak bardzo się próbuje. Książka autorstwa Grzegorza Filipa wywołuje masę sprzecznych uczuć, ale nie pozostawia obojętnym, skłaniając do przemyśleń i refleksji. Jest to pozycja, po którą warto sięgnąć. Serdecznie do tego zachęcam ;)

Amie Kaufman, Meagan Spooner „W ramionach gwiazd”

W_ramionach_gwiazd

Tytuł: „W ramionach gwiazd”

Autor: Amie Kaufman, Meagan Spooner

Wydawnictwo: Otwarte

Data wydania: 02.03.2016

Liczba stron: 488

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

otwarte

NOTA WYDAWCY:

Jedno jego spojrzenie wystarczy, by rozpalić we mnie krew. Zdaje mu się, że nie widzę, jak wyciąga rękę w moją stronę i jak powstrzymuje się w ostatniej chwili. Jest niecierpliwy, ale potrafi się hamować – chce mnie odzyskać, ale czeka. Myśli, że mamy czas.

Ikar, największy prom kosmiczny w całej galaktyce, rozbija się podczas rejsu. Jedyni ocaleni to Lilac – córka najbogatszego człowieka w całej galaktyce, i Tarver – młody bohater wojenny, który nie należy do elity. Muszą zjednoczyć siły, by wrócić do domu i rozwiązać zagadkę tajemniczych wizji, jakie zaczynają ich nękać. Wkrótce rodzi się między nimi uczucie. Jednak w świecie, z którego pochodzą, ich związek jest skazany na potępienie. Czy mimo to nadal będą chcieli opuścić planetę?

OPINIA WŁASNA:

„W ramionach gwiazd” Amie Kaufman i Meagan Spooner, będąca połączeniem YA i science fiction, to jedna z tych książek, których nie sposób przeoczyć. Zwróciła moją uwagę, jeszcze zanim pojawiła się u nas w zapowiedziach i nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie trafi na nasz rynek. Po tak pochlebnych recenzjach, z jakimi spotkałam się na zagranicznych portalach, z niecierpliwością wyczekiwałam momentu, w którym ta pozycja trafi w moje ręce. Miałam okazję zapoznać się z nią jeszcze przed premierą, która będzie miała miejsce 2 marca. Czy udało jej się spełnić moje oczekiwania?

18-letni Tarver Merendsen, pochodzący z plebsu syn nauczyciela i poetki, po swoich heroicznych wyczynach na Patronie, staje się bohaterem wojennym i ulubieńcem mediów. Dzięki licznym orderom, trafia na luksusowy i elitarny statek kosmiczny, Ikar. Tam spotyka rudowłosą piękność – Lilac LaRoux – dziedziczkę najbogatszego i najbardziej wpływowego mężczyzny w całej galaktyce, który gotowy jest zniszczyć każdego, kto zbliży się do jego ukochanej córki. Życie dziewczyny wypełnione jest balami, flirtami i intrygami i nie ma w nim miejsca na ubogiego żołnierza, który nie może jej nic zaoferować. Gdy jednak Ikar niespodziewanie wypada z hiperprzestrzenni i rozbija się na nieznanej planecie, Tarver i Lilac, jako jedyni ocalali, skazani są tylko na siebie. Walka o przetrwanie w nieznanych warunkach, zbliża ich i początkowa niechęć i nienawiść szybko przeradza się w zakazane uczucie…

Sięgając po książkę autorstwa Amie Kaufman i Meagan Spooner spodziewałam się niezobowiązującej lektury osadzonej w kosmosie o nastoletniej miłości, ale to co otrzymałam, przerosło moje wszelkie oczekiwania. „W ramionach gwiazd” zaczyna się dosyć spokojnie, ale to tylko cisza przed burzą. Pozornie banalna historia miłosna szybko zamienia się w intrygującą, miejscami niepokojącą i odartą ze złudzeń opowieść o przetrwaniu, sile determinacji i woli walki w zupełnie obcym świecie, która chwyta za serce i nie pozwala się oderwać choćby na chwilę. Amie Kaufman i Meagan Spooner stworzyły niesamowity i niepowtarzalny duet pisarski. Styl, jakim się posługują jest naprawdę świetny i niezwykle spójny; nigdy bym nie pomyślała, że to dzieło dwóch różnych autorek. Na uwagę zasługuje też bardzo dobra, dopracowana kreacja głównych bohaterów i niebanalny wątek miłosny, który rozwija się stopniowo i naturalnie. Początkowo główna bohaterka nie przypadła mi do gustu, ale później przeszła ona metamorfozę, dzięki której kompletnie zmieniłam do niej nastawienie. „W ramionach gwiazd” okazała się być jednym wielkim zaskoczeniem. Historia opisana na kartach tej pozycji jest fascynująca, oryginalna i pełna zaskakujących zwrotów. To wyjątkowa książka, w której bezpowrotnie się zatraciłam i o której długo nie zapomnę. Wam życzę tego samego ;)

 

Luis Montero Manglano „Stół króla Salomona”

stol-krola-salomona-b-iext31630313

Tytuł: „Stół króla Salomona”

Autor: Luis Montero Manglano

Wydawnictwo: Rebis

Data wydania: 01.03.2016

Liczba stron: 528

Moja ocena: 8/10 – rewelacyjna

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

rebis

NOTA WYDAWCY:

Pełna inteligentnego humoru i zagadek powieść osnuta tajemnicą, w której śmierć i niebezpieczeństwo czają się na uliczkach współczesnych miast i w podziemiach średniowiecznych zamków.

Tirso Alfaro, doktorant na wydziale historii sztuki, podczas praktyki w muzeum w Canterbury jest świadkiem kradzieży zabytkowej pateny. Po powrocie do Madrytu odpowiada na enigmatyczną ofertę pracy i bierze udział w osobliwym procesie rekrutacji, nawet nie podejrzewając, że na próbę wystawia go tajna organizacja – Narodowy Korpus Poszukiwaczy, którego celem jest odzyskanie cennych dzieł sztuki należących do dziedzictwa Hiszpanii. Wkrótce Tirso włączy się do szaleńczej pogoni za mitycznym Stołem Salomona, który wedle legend może przynieść tylko nieszczęście. Tym samym zostanie wciągnięty w oszałamiającą spiralę niebezpieczeństw, zdrady i śmierci.

OPINIA WŁASNA:

Tirso Alfaro, po ukończeniu studiów magisterskich z historii sztuki, wyjeżdża do Anglii, by odbyć roczną praktykę w muzeum i zbadać słynne dzieło sztuki, które jest przedmiotem jego pracy doktorskiej. Gdy tylko nadarza się okazja, by przyjrzeć się bliżej Patenie z Canterbury, zabytkowy artefakt zostaje skradziony, a Tirso traci pracę. Zaraz po powrocie do rodzinnego Madrytu postanawia odpowiedzieć na tajemnicze ogłoszenie i zostaje zwerbowany do tajnej organizacji, działającej od wielu lat, która zajmuje się odzyskiwaniem skradzionych dzieł sztuki. Grupa Poszukiwaczy postanawia odnaleźć legendarny Stół Salomona, który okazuje się być czymś więcej niż tylko mitem. Jest jednak ktoś, kto podąża ich śladem i za wszelką cenę pragnie pokrzyżować ich plany…

„Stół króla Salomona” to pierwsza część trylogii „Poszukiwacze” autorstwa hiszpańskiego pisarza, Luisa Montero Manglano, która będzie miała swoją premierę 1 marca. Nie jest to gatunek, po który często sięgam, dlatego postanowiłam nadrobić zaległości i zapoznać się z tą pozycją, która przyciągnęła moją uwagę intrygującym zarysem fabuły i świetną okładką. Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z piórem tego autora, dlatego nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać po tej książce. Na szczęście moje obawy zostały szybko rozwiane. „Stół króla Salomona” wciągnął mnie od pierwszych stron i trzymał poziom do samego końca, nie pozwalając mi się oderwać. Muszę przyznać, że początkowo byłam przerażona objętością książki, ale gdy tylko zatopiłam się w lekturze, kompletnie straciłam poczucie czasu. Pierwszy tom trylogii „Poszukiwacze” prezentuje nam szeroki wachlarz barwnych i pełnokrwistych postaci oraz oferuje niezapomnianą i ekscytującą przygodę, pełną intryg, tajemnic i akcji. „Stół króla Salomona” Luisa Montero Manglano to wielowarstwowy, niezwykle absorbujący i piekielnie wciągający thriller historyczny, przy którym nie można się nudzić. Już dawno nie miałam do czynienia z tak znakomitą i świetnie dopracowaną książką. Mam nadzieję, że Wydawnictwo Rebis nie każe nam długo czekać na drugi tom, bo już nie mogę się doczekać kontynuacji ;) Koniecznie sięgnijcie po tę pozycję. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie!

Elizabeth Flock „Emma i ja”

emma-i-ja_9788327618160

Tytuł: „Emma i ja”

Autor: Elizabeth Flock

Wydawnictwo: HarperCollins

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 304

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra

harper

NOTA WYDAWCY:

Ośmioletnia Carrie Parker jest podobna do innych dziewczynek w jej wieku. Lubi się bawić i marzy o dalekich podróżach. Jednak nawet bogata  wyobraźnia nie pozwala jej uciec od dramatu w rodzinnym domu. Kiedyś w jej świecie panowały miłość, radość i spokój. Wszystko się zmieniło po  tragicznej śmierci ojca. W domu rządzi teraz  ojczym, który znęca się nad rodziną. Carrie chce uchronić przed nim młodszą siostrę, złotowłosą, łagodną Emmę. Wie, że na pomoc matki nie ma co liczyć. Udręczone do granic wytrzymałości  dziewczynki nieświadomie prowokują serię wydarzeń, które prowadzą do nieuchronnej tragedii…

OPINIA WŁASNA:

Ośmioletnia Carrie była kiedyś szczęśliwym i beztroskim dzieckiem, lubianym w szkole i mającym wielu przyjaciół. Żyła w prostym i harmonijnym świecie, otoczona miłością i troskliwą opieką. Wszystko uległo diametralnej zmianie, gdy jej ojciec został zamordowany. Pogrążona w rozpaczy i apatii matka, po śmierci męża zamknęła się w swoim pokoju i przestała zajmować się córką. Nie był to jednak koniec dramatu. Niedługo potem niewykształcona i niesamodzielna kobieta, by móc się z czego utrzymać, wychodzi powtórnie za mąż, a ojczymem Carrie zostaje agresywny i wybuchowy Richard, który często wyładowuje swój gniew na niej i jej młodszej o dwa lata siostrze. Dziewczynka stara się chronić sześcioletnią Emmę przed znęcającym się nad nimi mężczyzną, bo wie, że ich matka, całkowicie od niego zależna, nie podejmie nigdy żadnych działań.

Książka „Emma i ja” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Elizabeth Flock, ale z pewnością nie ostatnie. Już dawno chciałam zapoznać się z tą pozycją i gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, nie wahałam się ani chwili. Historia wyjęta spod pióra amerykańskiej pisarki wciąga od pierwszych stron i jest bardzo absorbująca; nie odłożyłam książki, dopóki jej nie skończyłam. Autorka potrafi sprawić, by czytelnik zaangażował się w losy bohaterów, którzy zostali naprawdę dobrze wykreowani. Są to postacie z krwi i kości, które wywołują różnorakie emocje i trudno je jednoznacznie ocenić. Narracja, z punktu widzenia ośmioletniego dziecka, wypadła bardzo naturalnie i wiarygodnie i jest bez wątpienia dużym atutem tej pozycji.

 „Emma i ja” to poruszający do głębi i niezwykle autentyczny portret maltretowanego dziecka, które na swój własny sposób próbuje sobie poradzić z okrutną rzeczywistością. Nie jest to lekka i niezobowiązująca lektura, o której szybko się zapomina. Elizabeth Flock stworzyła bardzo emocjonalną i angażującą historię, która rozdziera serce, wzbudzając masę sprzecznych uczuć. Zakończenie wbija w fotel, pozostawiając czytelnika z mętlikiem w głowie. To pozycja, obok której nie można przejść obojętnie. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią, bo naprawdę warto. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie ;)

Ewa Zienkiewicz „Talizman z zaświatów. Tom II. Kinga”

kinga

Tytuł: „Talizman z zaświatów. Tom II. Kinga”

Autor: Ewa Zienkiewicz

Wydawnictwo: Novae Res

Rok wydania: 2016

Liczba stron: 296

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Beata, niegdyś samotna i nieatrakcyjna, za sprawą magicznego kółeczka stała się obiektem pożądania wielu mężczyzn. Po wielu podbojach postanowiła się w końcu ustatkować; jest teraz szczęśliwą matką czwórki dzieci i wiedzie ułożone życie u boku przystojnego, bezgranicznie jej oddanego męża. Wyjątkowy przedmiot wywołujący stan zakochania trafia przypadkiem w ręce 30-letniej Kingi Agatoskiej – zamkniętej w sobie i niezbyt towarzyskiej osoby, której świat pięć lat temu wywrócił się do góry nogami. Kobieta od pewnego czasu zastanawia się nad popełnieniem samobójstwa, by mogła dołączyć do męża i dwójki synów, którzy zginęli w tragicznym wypadku. Jej postanowienia nieoczekiwanie ulegają zmianie, gdy podsłuchuje rozmowę płatnego mordercy, który planuje zabić nieznanego jej mężczyznę i jego córki, wypoczywających na tej samej wyspie, co ona. Czy kobiecie uda się ich uratować?

 „Talizman z zaświatów. Tom I. Beata” Ewy Zienkiewicz wywarł na mnie pozytywne wrażenie i byłam bardzo ciekawa, w jakim kierunku potoczy się ta historia, dlatego od razu postanowiłam sięgnąć po kontynuację. Często kolejne części okazują się słabsze od pierwszej, ale tym razem autorce udało się mnie zaskoczyć. Pozycja „Talizman z zaświatów. Tom II. Kinga” nie tylko trzyma poziom, ale pod pewnymi względami jest nawet lepsza od swojej poprzedniczki. Akcja przenosi się w zupełnie inne miejsce, dzięki czemu historia staje się barwniejsza i bardziej intrygująca. Autorka świetnie oddała klimat i egzotykę Malediwów, sprawiając, że nie mogłam się oderwać. Na uwagę zasługują też ciekawi i wyróżniający się bohaterowie, których perypetie (nie tylko miłosne) śledzi się z zainteresowaniem, ale także z rozbawieniem. Kreacja postaci zdecydowanie na plus! Jedynym mankamentem był według mnie wątek fantastyczny, który był moim ulubionym, a w tej części stał się wręcz znikomy. Na szczęście autorka zrekompensowała to subtelnym wątkiem romantycznym i humorem. Ewa Zienkiewicz stworzyła naprawdę udaną kontynuację. „Talizman z zaświatów. Tom II. Kinga” to zaskakująca i nieprzewidywalna komedia obyczajowa z niebanalnym wątkiem kryminalnym w tle. Pełno w niej zabawnych momentów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. To książka, przy której będziecie się świetnie bawić! Polecam ;)